:)

:)
Na zgliszczach świata powstaje nowy a w centrum tego świata rodzi się miłość

wtorek, 2 grudnia 2014

22. „Dno bezdenne i dziesięć metrów mułu.” 22

Hejka!
Rozdział postanowiłem dodać ciutkę wcześniej.
Kolejny dodam pomiędzy świętami a Nowym Rokiem jako miły prezent. Wiem, że dla tych którzy to czytają z jednej strony będzie to na prawdę miły prezent ale będzie on również oznaczać zbliżanie się ku końcowi.
Później oczywiście rozdziały będę wstawiać tak jak zawsze. 
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie wam do gustu.
Zapraszam do czytania:)
****************************
Leżałem na łóżku próbując go z siebie zepchać. Przytrzymywał moje ręce koło mojej głowy nie odrywając ust od moich ust. Rozsunął kolanem moje nogi. Ulokował się delikatnie między nimi. Zaparło mi dech w piersiach. Nie! Nie! Udało mi się uwolnić usta. Przekrzywiłem głowę w bok aby znowu mnie nie pocałował. Przesunął swoje usta na moją szyję.
- Przestań.- Powiedziałem cicho próbując się uwolnić. Trzymał mnie mocno. Nic nie odpowiedział.- Suyo… przestań…- Powtórzyłem. Naparł mocniej swoimi biodrami.- Dosyć. Już dzisiaj to robiłeś więc…
- HĘ?!-Zapytał unosząc głowę. Uniósł moje ręce do góry unieruchamiając je nad moją głową. Wolną ręką złapał mnie za twarz zmuszając do tego abym na niego spojrzał.- Czego ty się kurwa naćpałeś w tej łazience?!- Zapytał ostro. Kiedy nie uzyskał żadnej odpowiedzi naparł swoimi biodrami mocniej.
- Mówię, że już to dzisiaj robiłeś, więc…
- Wiem. Słyszałem to. Ja się pytam czego ty się naćpałeś?!
- Niczego.
- To skąd ci się wziął w łepetynie ten durny pomysł?! I nawet nie myśl o tym aby zamilknąć bo za chwilę możesz wykrzyczeć odpowiedź na to pytanie!
- njk g dsgs dbhjn kj b hjnf kl jjbfjik ioiofb  ifj b f if  foi dh uiy hnfdu- Zamruczałem pod nosem. Zmarszczył czoło.
- HĘ?!- Syknął. Odwróciłem swój wzrok.
- Mówię, że wyszedłeś ode mnie z domu w dość naglącym stanie a kiedy w barze cię spotkałem byłeś ewidentnie zmęczony i to tylko po czterech godzinach więc…- Urwałem. Czułem na sobie jego spojrzenie.
- Więc myślałeś, że poszedłem to zrobić z kimś innym.- Dokończył za mnie. Kiwnąłem ledwo widocznie głową bojąc się jego reakcji.- Nie jestem typem osoby, która zabawia się z kimś innym skoro ma już możliwość robienia tego z jedną osobą.- Wyjaśnił. Zerknąłem na niego delikatnie. Ciągle się na mnie gapił.
- Słucham?
- Mówię, że skoro sypiam z tobą to nie potrzebuje kogoś drugiego.- Powiedział dobitnie. Poczułem się jakby ktoś ściągał mi jakiś ciężar z ramion. Co to za dziwne uczucie ulgi?
- Więc jak…- Urwałem odpowiadając sobie samemu na to pytanie.
- A jak ty byś to zrobił?
- Wiem dlatego nie dokończyłem tego pytania.- Powiedziałem. Puścił moje ręce.
- Nawet nie waż się ruszyć.- Zagroził klękając na kolanach. Ściągnął z siebie ciemnozieloną koszulkę i cisnął ją na ziemi. Zostały na nim tylko czarne spodenki.- Czy widzisz jakieś ślady które nie są pozostałością po tobie?- Zapytał. Powoli aby nie zauważył obniżyłem ręce kierując je wzdłuż swojego tułowia. Przyglądałem mu się uważnie. Pokiwałem przecząco głową. Widziałem to co  nie zdążyło mu się jeszcze wygoić po ostatnim razie.
- Nie.
- Pozwoliłem ci się ruszyć?- Zapytał łapiąc mnie znienacka za lewą rękę. Prawą wysunąłem w bok aby i jej nie unieruchomił. Zaczął po niej sunąć swoimi zimnymi palcami by po chwili zacisnąć się na moim nadgarstku.
- Ja nie chcę tego robić.
- A wiesz, że mało mnie to interesuje?
- Nie możesz tak po prostu…
- Przekonamy się?
- No weź przestań.- Powiedziałem cicho próbując się uwolnić. Nie pozwolił mi na to. Przyłożył moje ręce ciasno do swojego torsu. Nie mogłem ich wyciągnąć kiedy przygniótł je do mojego ciała. Zanurzył mi palce we włosach i pocałował wbrew mojej woli. Niech chociaż kurwa zmieni pozycje! Ja nie chcę w ten sposób! Teraz jeszcze bardziej wyglądam jak kobieta! Przeciągnąłem paznokciami po jego torsie. Poczułem jak dźgał swoim przyrodzeniem moje krocze. Zadrżałem.  Musiałem to przerwać… musiałem… jeżeli nie…jego język głaskał wnętrze moich ust… muszę to przerwać… lewą ręką sunął w górę mojej tali zanurzając ją pod bluzkę… muszę to przerwać… muszę to przerwać!…zabrał prawą rękę z moich włosów… muszę to przerwać…suną prawą ręką w dół, odwrotnie niż lewą. Zahaczył o krawędź moich spodenek… muszę to przerwać… wsunął do nich rękę… muszę to przerwać… jego lewa ręka zahaczyła o sutek… drżącymi rękoma, które udało mi się uwolnić objąłem go mocno za jego szerokie ramiona. Wiedziałem, że na to czekał. Oderwał się od moich ust przechodząc na moją szyję.- Ah!- Wyrwało się z mojego gardła. Tą walkę przegrałem…

**

Pierwszy raz robiłem to w tej pozycji. Leżałem płasko na plecach z rozchylonymi nogami. Rękoma ciasno trzymanymi przez niego przy moim ciele. Nie miałem gdzie ukryć twarzy. Widział dokładnie moje ciało. Speszony odwróciłem głowę w drugi bok kiedy uderzył swoim członkiem w TEN punkt. Zagryzłem mocno usta. Poruszał się we mnie dość szybko. Nie mogłem już utrzymać zgiętych kolan. Kazał mi objąć nogami jego biodra ale powiedziałem wprost aby się pierdolił. Uśmiechnął się i odpowiedział „dobra” po czym zaczął poruszać się szybciej i brutalniej niż wcześniej. Pokręciłem przecząco głową. Udało mi się delikatnie złapać w dłonie małą połać pościeli. Zacisnąłem na niej palce.
- Nao…- Powiedział szeptem. W ciszy jego szept wydawał się donośnym krzykiem.
- Zamknij się.- Powiedziałem dobitnie. Wpuścił głośno powietrze. Puścił moje ręce. Szybko złapałem więcej warstw pościeli w dłonie. Bez zapowiedzi uniósł moje biodra do góry łapiąc mnie za kostki nóg. Spojrzałem na niego przerażony.- Przesta…a…ah….mmmm….nnn…ah…ah…a….a….a…ammm…. – Jęczałem cicho. Wszedł we mnie jeszcze głębiej ale w tej pozycji mniej bolało.
- Lepiej?- Zapytał pochylając się delikatnie.
- Mi kurwa nie chodzi o to czy lepiej czy nie.
- To o co? Widzę po twojej minie, że coś ci nie gra.
- Zamknij się.
- Powiedź.
- Zamknij się.
- Chyba mówię wyraźnie.
- A ja mówię, żebyś się zamknął.
- Jesteś w dość niekorzystnej pozycji aby tak do mnie mówić.- Zauważył. Spojrzałem na niego gniewnie.
- Właśnie o to mi kurwa chodzi! O tę twoją jebaną pozycję!- Krzyknąłem na niego. Odwróciłem głowę w bok.- To jest krępujące… nie lubię… jej…kya!- Krzyknąłem zasłaniając usta kiedy naparł na mnie mocniej. Przez mgłę zobaczyłem jak uśmiecha się pod nosem.

**

Leżałem płasko na brzuchu. Obudziłem się jakieś dwadzieścia minut temu. Koło mnie leżał ten idiota. Bolało mnie całe gardło oraz ciało. Odwróciłem głowę w drugą stronę. Spał spokojnie. Kiedy spał miał taki delikatny wyraz twarzy. Spokojny. Nie to kiedy otwiera oczy. Gdyby miał taki wyraz twarzy na co dzień budził by większe zaufanie. Siniak na jego policzku nadal odznaczał się soczystym fioletem. Na szyi widniało kilka malinek oraz zadrapań. Spojrzałem na jego barki. Również były podrapane. Zarumieniłem się delikatnie kiedy przypomnę sobie jak wiłem się i skręcałem pod tymi barkami zeszłej nocy.
- Widzisz coś ciekawego, że tak się gapisz?- Zapytał nie otwierając oczu. Nie spał.
- Nie.- Odpowiedziałem cicho. Otworzył delikatnie oczy. Gapił się na mnie przez chwilę z takim wyrazem twarzy jaki miał wcześniej. Po chwili jednak przybrał standardową dla siebie maskę. Skrzywiłem się delikatnie. Odwróciłem głowę w drugą stronę.
- Co to była za mina?
- Moja mina.
- Mnie interesuje co ona oznaczała?
- To, że jeszcze śpię i jak się obudzę to nie będzie ciebie ani tutaj ani w moim całym życiu.- Powiedziałem zamykając oczy. Łóżko zaskrzypiało pod nim kiedy się poruszył. Zerknąłem przez powieki aby zobaczyć co robi. Otworzyłem szeroko oczy kiedy okazało się, że pochylał się nade mną.- CO TY ODWALASZ?!- Krzyknąłem zachrypniętym głosem. Przerzucił mnie na plecy opierając łokcie po obu stronach mojej głowy. Napiąłem całe mięśnie ciała. Nie mam siły z nim walczyć.
- Zagrajmy.- Powiedział uśmiechając się przebiegle.
- W co?- Zapytałem.
- Od dziesiątej rano do dziewiętnastej możesz próbować wszystkich sposobów oprócz zatrucia aby mnie zabić.- Powiedział poważniejąc. Patrzyłem na niego przerażonym spojrzeniem.- Możesz mnie atakować na różne sposoby ale tylko i wyłącznie w tym okresie czasowym.
- Jeżeli mi się uda?
- To się mnie pozbędziesz.
- Jeżeli mi się nie uda?
- To od godziny dziewiętnastej do dziesiątej będę mógł z tobą robić co mi się będzie podobać.- Powiedział. Zadrżałem.
- Co to za pomysł?
- Jeżeli będziesz miał większą motywację to będziesz się bardziej starał aby mnie zabić. Gra ta będzie trwała do momentu aż ktoś po nas nie przyjdzie.
- Myślisz, że uda ci się przeżyć do końca?
- Bardziej się zastanawiam ile nocy ty wytrzymasz.- Zadrwił. Drgnąłem. Pokiwał przecząco głową i przeszedł przeze mnie. Leżałem płasko na łóżku myśląc nad tym co mi powiedział.


^^~^^

Pierwszego dnia zabicie go wydawało mi się bardzo prostą i kuszącą zabawą- propozycją, której nie mogłem odrzucić. Trzeciego dnia kiedy dzień chylił się ku końcowi doszedłem do wniosku, że wdepnąłem w wielkie gówno, z którego nie uda mi się wyjść. Wszystko mnie bolało i od jego obrony którą stosował jak go atakowałem oraz od tego co ze mną robił jak mijał mój czas a on pozostał żywy.
Piątego dnia usiadłem na łóżku z samego rana. Zerknąłem na zegarek. Miałem jeszcze cztery godziny do dziesiątej. Spojrzałem za siebie. Leżał odwrócony do mnie plecami. Oddychał spokojnie. Przetarłem twarz. Wciągnąłem na siebie swoje spodenki. Wstałem z łóżka. Zgarnąłem po drodze swoją torbę i udałem się do łazienki. Nie zamknąłem drzwi. Powiedział, że mam tego nie robić. Stanąłem przed lusterkiem. Z przyzwyczajenia zamykałem lewe oko chociaż opaska leżała na zlewie. Na prawym policzku widniał szeroki siniak wielkości mniej więcej połowy mojej ręki. Zarobiłem go pierwszego dnia kiedy rzuciłem się na niego z nożem. Zauważyłem lewą rękę, ale prawej już nie. Dostałem. Rozwalona warga drugiego dnia. Rozcięty łuk brwiowy i posiniaczone żebra trzeciego dnia. Czwartego dnia uderzyłem się tylko w głowę. Dzisiaj był piąty dzień. Ciekawe czy zarobię od niego jak będę go atakować czy może uda mi się uniknąć jego ciosu. Pomijając siniaki po jego samoobronie miałem również na ciele wiele malinek, zadrapań i śladów po jego zębach. Odchrząknąłem kilka razy. Bolało mnie gardło. Zakręciłem wodę zanurzając się w niej po sam czubek nosa. Ciepło łagodziło trochę ból. Otworzyłem delikatnie lewe oko. Kiedy byłem sam nic się nie pojawiało. Żadne liczny. Nic. Tak mogłoby być już na zawsze.
Po dokładnym wyszorowaniu swojego ciała i ubraniu się w coś lżejszego opatrzyłem swoje rany. Założyłem na oko przepaskę szykując wszystko do zastrzyku. Z każdym dniem moje ciało reagowało na nie coraz gorzej. Spojrzałem na rękę, którą zamierzałem sięgnąć strzykawkę z przyszykowanym preparatem. Drżała delikatnie. Bałem się? Kpina. Złapałem za przegub prawej ręki.
- Kurwa uspokój się.- Skarciłem sam siebie. Sięgnąłem po strzykawkę. Spojrzałem w lusterko aby lepiej wymierzyć zastrzyk.- Wyjdź.
- Znowu będziesz zwijał się z bólu.
- Wyjdź.- Powiedziałem, ale on i tak nic sobie nie robił z moich słów. Stanął za mną obejmując mnie delikatnie swoimi ramionami. Ręka przestała drżeć….

**
Zrobiłem unik przed jego ręką trafiając ostrym nożem w jego łydkę. Upadł na kolana. Spojrzał na mnie. Pierwszy raz go trafiłem. Udało mi się to dziewiątego dnia. Tego też dnia dowiedziałem się dlaczego to właśnie on był liderem tego oddziału. Nie zobaczyłem niczego. Kompletnie niczego. Poczułem tylko tępe uderzenie w plecy. Palący ból w klatce piersiowej. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że przygniata mnie do ściany ściskając mocno moją szyję. Ledwo dotykałem palcami ziemi. Wykorzystywał tylko jedną rękę. I nie była to jego dominująca ręka. Opaska delikatnie zsunęła mi się z oka. Nim się opamiętałem spoglądałem na jego straszliwą twarz widząc dookoła dane liczbowe jakie widziałem na początku. Z tą twarzą jaką mi teraz prezentował łatwiej było mi uwierzyć w liczby które widziałem.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!- Wydarłem się zasłaniając pospiesznie lewe oko. Nie takiej reakcji widocznie się po mnie spodziewał. Normalnie bym próbował się uwolnić, a ja z całych sił zasłaniałem swoje oko. Puścił mnie. Osunąłem się w dół upadając na kolana. Nie chcę tego widzieć!!!! Sięgnąłem po opaskę zrywając się pędem do łazienki. Złapał mnie pod łokieć.
- Wytłumacz się.- Rozkazał. Pokręciłem przecząco głową.- Naoki!
- Puść…- Próbowałem się uwolnić. Złapał moją twarz zmuszając mnie do tego abym na niego spojrzał. Zacisnąłem mocno powieki.
- Spójrz na mnie.
- Proszę, puść mnie.
- Nie puszczę cię dopóki na mnie nie spojrzysz.- Powiedział. Otworzyłem delikatnie prawe oko.- Drugie oko.
- Powiedziałeś, że mam na ciebie spojrzeć. Więc patrzę.
- Drugie oko.
- Nie otworze go.
- Mówię chyba wyraźnie.
- A ja mówię, że go nie otworzę.
- Co widzisz jak na nie patrzysz?
- Co?
- Pytam się co widzisz jak na nie patrzysz?
- Skąd pewność, że coś widzę?
- Ponieważ nasze bliźniaki z oddziału mają coś podobnego. Oboje mają takie oczy. Każdy z nich widzi co innego kiedy patrzy na swoje zakryte oko, dlatego ty też musisz coś widzieć. Pytam się co to takiego.
- Usłyszeć od kogoś, że mój Opiekun jest straszny i brutalny nie rusza mnie tak jak to co zobaczyłem. Nie chcę o tym mówić ponieważ to zrujnuje mi całe życie. Nie chcę o tym mówić. Nie chcę tego widzieć! Nie chcę patrzeć na to oko!!!!!!!!- Wydarłem się na niego. Puścił zaskoczony moją rękę. Ruszyłem przed siebie. Zamknąłem się w łazience. Zakluczyłem drzwi…

**

Leżałem na łóżku. Po tym jak wyszedłem z łazienki opatrzyłem jego nogę i skitrałem się w jakimś ciemnym kącie. Nie zbliżałem się do niego cały dzień. Kąpał się. Nie udało mi się go zabić. Leżałem gapiąc się na drzwi od łazienki. Nie długo czeka mnie kolejna tura jęków i pukania? Przesunąłem się w stronę ściany. Bił od niej chłód. Owinąłem się dokładniej kocem. Wyszedł z łazienki w swojej standardowej pidżamie. Zerknął na mnie. Nic nie powiedział. Odłożył na krzesło ręcznik. Podszedł do łóżka. Kiedy tylko na nim usiadł włączyła się bariera. Spoglądałem na jego plecy. Położył się koło mnie nie zerkając w moją stronę. Leżałem za nim i gapiłem się nie rozumiejąc. Jak to? Kładziemy się spać? Tak o po prostu kładziemy się spać. Nic się nie stanie? Mam spać czy czekać? Będziemy to robić?
- Mogę wiedzieć dlaczego się tak lampisz?- Zapytał. Nie widział mnie ale wiedział, że się patrzę.
- Myślę.- Powiedziałem tylko. Nie skwitował tego w żaden sposób.
- Nad czym?
- Zastanawiam  się co takiego knujesz.
- Knuje? Ja? Dlaczego?
- Ponieważ kładziesz się spać.
- Kładę się spać więc coś knuje? Co za pokrętny sposób rozumowania?- Pokręcił przecząco głową.
- Co ci siedzi w głowie? Co kombinujesz? O czym myślisz? Kiedy mnie zaatakujesz? A może dzisiaj sobie z nieznanych mi  przyczyn darujesz? Dlaczego milczysz? Czemu nie patrzysz w moją stronę? Myślę nad wieloma kwestiami, ale główne pytanie, co knujesz?
- Nic nie kombinuje. – Powiedział cicho.- Myślę… zastanawiam się… co takiego zobaczyłeś, że spoglądałeś na mnie takim rodzajem spojrzenia? Czego na mój temat się dowiedziałeś?- Mówił. Milczałem. Jak na niego spojrzałem?- Wyglądałeś jak przerażone stworzonko które wpadło w sidła swojego wielkiego wroga. Nie wyglądałeś tak nawet jak przyszedłeś powiedzieć o śmierci Buru ani jak się dowiedziałeś z kim spałeś. Nigdy nie widziałem u ciebie takiego rodzaju spojrzenia.- Złapał sporą ilość swoich włosów w prawą rękę zaciskając się na nich.- Przeraża mnie myśl na to co cię tak przeraziło.- Dodał. Wziąłem głęboki oddech.
- Wybacz mi ale nie jestem w stanie ci powiedzieć co takiego zobaczyłem.- Powiedziałem cicho.- Wybacz… to dla mnie za wiele.- Dodałem. Po moich słowach w pokoju zapanowała cisza, która przez wiele kolejnych dni miała wywoływać u mnie niezrozumiałe dla mnie wyrzuty sumienia.

 **********************************
I jak wam się spodobało?
Mam nadzieję, że rozdział był ciekawy:)
Kolejny rozdział postanowiłam nazwać:
23. „Uciekinier„23

Dziękuje za uwagę xD
Pozdrawiam: Gizi03031 


czwartek, 6 listopada 2014

21. „Skieruj mnie losie tam dokąd trzeba iść, bo tam gdzie nie trzeba to sam wlezę” 21

Hejka!
Zapraszam was do przeczytania kolejnego rozdziału. Tak jak powiedziałam, we wcześniejszej notce powoli zbliżamy się ku końcowi tego opowiadania (chociaż przyznam szczerze jeszcze nie wymyśliłam jak go zakończę). Kiedy jednak to nastąpi postanowiłam zająć się nowym blogiem, na którego powoli tworzone są opowiadania. Będzie to coś innego (ta sama tematyka) czego jeszcze nie próbowałąm więc zobacze co z tego wyjdzie. A póki co... zapraszam do poznania dalszych losów Nao.
************************************************
Siedziałem w salonie na kanapie ubrany w luźne dresy pod czujnym ostrzałem spojrzeń moich kolegów. Na ich twarzach pisało się pytanie „Co mu się kurwa stało?!” a z kolei w oczach „Nie możemy zapytać!”.
Podrapałem się zmieszany po głowie. Cmoknąłem ustami.
- Powiedzcie coś w końcu. Głupio mi tak siedzieć.- Powiedziałem cicho. Czułem się zakłopotany.
- A co mamy powiedzieć w takiej sytuacji? Czego od nas oczekujesz?- Zapytał Jou. Wypuściłem głośno powietrze.
- Czegokolwiek. Tylko nie tej cholernej ciszy.- Powiedziałem. Kiwnął głową.
- Kiedy wracasz do szkoły?- Zapytał. Uśmiechnąłem się. Neutralne pytanie.
- Podejrzewam, że na początku kolejnego tygodnia. Albo i później. Dzisiaj i jutro mam wolne, ale to dlatego, że muszę odpoczywać, a później mam pewną misję do wykonania. Jak ją skończę mam trzy nici dyżuru w szpitalu i dopiero później mam jakoś w grafik wpisane pięć dni zajęć szkolnych i dzień wolnego.- Powiedziałem wyliczając na palcach. Uśmiechnąłem się delikatnie.- Dzisiaj chciałem otworzyć do końca dnia piwnicę, ale boję się, że któryś z mojego oddziału tutaj przyjdzie.
- Przecież jesteś już prawnym Medykiem, więc chyba możesz sobie na to pozwolić kiedy ci się podoba.
- No chyba mogę. Nie, no w sumie to mogę. Tylko chodzi o to, że skoro dostałem wolne to mam odpoczywać.- Odpowiedziałem Izo. Wypuściłem głośno powietrze. Podszedłem do jeden z szafek. Sięgnąłem po kalendarz. Ostatnio sprawdzałem stan zdrowia dzieciaków z dzielnicy jakieś dwa miesiące temu. Wypuściłem głośno powietrze.- Pomożecie mi?
- Zrobisz to?- Zapytał Gihei. Był jakiś niemrawy kiedy dojrzał co mi się stało i po tym co mi powiedział.
- Tak.- Powiedziałem wychodząc z salonu. Udałem się do kuchni po klucz.


^^~^^

Siedziałem u siebie na krześle w „piwnicznym Gabinecie”. Właśnie wyszła stąd kolejna osoba. Od kiedy poprosiłem ich o pomoc stawiło się u mnie prawie osiemdziesiąt dzieciaków. Zostało jakieś dwadzieścia i będą wszyscy. Przeciągnąłem się na krześle. Ramiona mi zdrętwiały. Izo który krzątał się tutaj ze mną położył mi na stoliku kubek ciepłej herbaty.
- Później jeszcze będziemy musieli przebadać ich wyniki.
- Pomogę.
- Wiem.- Uśmiechnąłem się pijąc trochę herbaty.
- Nie spodziewałem się, że tak będziesz spędzał wolne.- Usłyszałem znajomy głos nad swoją głową. Spojrzałem tam.
- A ja nie sądziłem, że mimo mojego wolnego nadal będę musiał cię oglądać. Czy ty nie masz innych ważniejszych zajęć?- Zapytałem patrząc obojętnie na mojego Opiekuna. Izo stał zaskoczony za moimi plecami. Trzymał w ręku teczkę.- Izo czy mamy go na liście pacjentów?
- Oczywiście, że nie. Sensei nie jest mieszkańcem naszej dzielnicy.
- Poczekaj w salonie. Skończę tutaj i wtedy pogadamy.- Powiedziałem. Opierał się nadal o futrynę.- No chyba że chcesz mi pomóc w zastrzykach i pobieraniu krwi.
- Che.- Syknął tylko i ruszył za siebie nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem
- Ty zwariowałeś?
- Izo o co ci chodzi?
- Tak z nim gadać?
- Wiesz, gdybym cały czas się go bał to bym się wrzodów żołądka nabawił. Poza tym to mój Opiekun więc wiesz.- Powiedziałem zaglądając do dokumentacji kolejnej osoby, która weszła do mnie do „Gabinetu”

^^~^^

Stałem u wejścia do mieszkanie. Ostatnia gromadka dzieciaków została odprowadzona przez Izo i Doi’a (Gihei po skończonej swojej robocie poszedł do Ryu). Wypuściłem głośno powietrze zamykając za sobą drzwi. Wróciłem do salonu. Siedział na fotelu bawiąc się kluczami. Spojrzałem na niego.
- Nieźle wolne spędzasz.
- Powtarzasz się.
- Wiem.- Powiedział i się zaśmiał. Przyglądałem mu się dłuższą chwilę po czym usiadłem na kanapie naprzeciwko niego.
- Co cię do mnie sprowadza? Rozumiem, że nie to iż ci się nudziło.
- Jak tam oko?
- Lepiej.
- Boli?
- Mniej.
- Wczoraj na zebraniu nas zaskoczyłeś- Powiedział. Odwróciłem głowę w bok. On jak i reszta usłyszeli moje krzyki z łazienki. Rzucili się pędem aby sprawdzić co się stało.
- Przeprosiłem za to.
- Nie musisz za to przepraszać.
- To nie wracajmy do tego.
- Możesz ściągnąć przepaskę.
- Powiedzieli, że za kilka dni.
- Czyli możesz już teraz?
- Za wcześnie.
- Od wypadku minęło kilka dni.
- Ale jest za wcześnie.
- Skąd wiesz?
- Bo jestem Medykiem.- Zauważyłem.
- A.- Powiedział tylko i spojrzał na mnie. Zagotowało się we mnie. Droczył się ze mną.- Brałeś już leki dzisiaj?
- Nie.- Powiedziałem.
- A.- Znowu powiedział. Przyglądałem mu się uważnie. On chyba nie…
- Sensei. Nie mów mi, że…
- Jeżeli nie to nic nie mów.- Przerwał mi chowając klucze do kieszeni. Kiwnąłem głową.
- Za pół godziny muszę je wziąć.- Powiedziałem. Kiwnął głową.
- Idziesz później ze mną.- To było stwierdzenie, nie pytanie.
- Gdzie?
- Spotykamy się w barze.
- To chyba nie najlepszy pomysł abym tam szedł.
- Będziesz mógł się chwalić raną zdobytą na misji.
- O co ci chodzi?
- Dla Łowcy taka rana to jak order dla Honoru. Tym bardziej dla Łowcy Medyka.
- Skoro tak…- Zacząłem gapiąc się na niego jak sroka w gnat.- Skoro tak…to dlaczego zrobiłeś mi z tego powodu taką awanturę?!
- Ponieważ to ty.
- Suyo no weź w końcu przestań mnie traktować jak dzieciaka!
- Ale ty jesteś dzieciakiem.- Zauważył.
- Skoro ja jestem dzieciakiem to ty cholernym pedofilem!- Krzyknąłem. Spojrzał na mnie ściągając brwi. Przekroczyłem gwałtownie bardzo cienką granicę.
- Oj.- Powiedział. Drgnąłem. Nie cofnę tych słów.
- Więc nie mów na mnie „Dzieciak”
- Wcale tak na ciebie nie mówię.
- Ale mnie tak traktujesz.
- Mówienie tak na kogoś a traktowanie kogoś w ten sposób to co innego. Poza tym każdy w oddziale tak cię traktuje.
- Co?! Dlaczego?!
- Ponieważ jesteś najmłodszy stażem.- Powiedział. Zazgrzytałem zębami odwracając twarz w bok. Czułem że się na mnie gapi ale nie widziałem go przez bandaż.- Robisz to nieświadomie.
- Co robię?
- Drażnisz mnie.
- A. Jeżeli chodzi o drażnienie to robię to całkiem specjalnie.- Powiedziałem uśmiechając się wrednie. Coś zaszeleściło. Spojrzałem na niego. Stał naprzeciwko mnie. Spojrzałem na niego. Złapał mnie za prawą rękę i bez zapowiedzi przyłożył ją do swojego przyrodzenia. Drgnąłem otwierając szeroko oczy. Był twardy tam na dole.
- Drażnisz mnie.- Powtórzył. Zrozumiałem.
- Ale… ale nie o takie drażnienie mi chodziło!- Krzyknąłem próbując wyrwać rękę. Czułem, że robię się czerwony. Zakryłem twarz wolną ręką.- Sensei… Obiecałeś…
- Wiem.- Powiedział i puścił moją rękę. Piekła i drżała.- Robisz zastrzyk?
- Mmm.- Odpowiedziałem sięgając po apteczkę. Wyciągnąłem z niej potrzebne rzeczy. Stanął za mną obejmując mnie ramionami. Wiedziałem co się stanie. Bez wahania wbiłem igłę w swoje ciało. Po chwili wygięło mnie do tyłu. Jego silna ręka zakryła moje usta. Nie mogłem krzyczeć.

^^~^^

Siedziałem w barze. Przyszedłem jako pierwszy.  Billy siedział naprzeciwko mnie gapiąc się na mnie z niedowierzaniem. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie nie wiedząc co mam innego w takiej sytuacji zrobić.
- Ehem… może coś mocniejszego? Na koszt firmy?- Zapytał delikatnie zmieszany. Zaśmiałem się cicho.
- Wybacz. Nie mogę pić.
- A. Suyo.
- Nie. On to najmniejszy problem. Chodzi o to, że leki biorę teraz. I to dość silne. Nie mogę sobie pozwolić na jakikolwiek alkohol.- Wyjaśniłem. Kiwnął głową jakby zrozumiał. Nie no w sumie zrozumiał.
- Czyli co, soczek?- Zapytał. Kiwnąłem głową. Zaśmiał się cicho.- Wiesz od ostatniego twojego spróbowania tutaj alkoholu musiałem zakupić sobie sporą ilość soku specjalnie dla ciebie.
- Dlaczego?
- Ponieważ twój Opiekun tak powiedział. A że nikt inny tego nie pije tylko ty…
- Nikt nie pije soku?
- To jest bar.- Zaśmiał się cicho. Zarumieniłem się delikatnie.
- Wybacz, że przeze mnie miałeś problemy i nie przyjemności.- Powiedziałem. Pokiwał przecząco głową.
- Nie musisz za to przepraszać.- Powiedział. Podał mi szklankę z sokiem. Sięgnąłem po nią. Upiłem z niej mały łyczek.
- Czarna porzeczka i ciemne jeżyny.- Zauważyłem.
- Niezłego masz smaka.- Powiedział. Upiłem kolejny łyczek. Odstawiłem szklankę na bar.
- Lubię kwaśne rzeczy.- Powiedziałem. Szklanka którą chwilę temu postawiłem na barze zniknęła. Ktoś po nią sięgnął. Spojrzałem za siebie z zamiarem wydarcia się na potencjalnego złodzieja. Nie zrobiłem tego. Za mną stał mój oddział, a moją szklankę trzymał Suyo. Brał z niej małego łyczka. Skrzywił się.
- Kwaśne.- Zauważył odstawiając szklankę na miejsce.
- To po kiego to ruszasz?- Zapytałem zabierając szklankę.
- Sprawdzałem cię.
- Nie rób ze mnie głupka.
- Znowu mogłeś coś potajemnie wypić, więc…- Urwał kiedy wstałem i pociągnąłem go delikatnie za włosy. Ruszyłem do naszego stolika.
- Na lekach jestem. Nie jestem głupi aby pić.- Powiedziałem i usiadłem na swoim standardowym już tutaj miejscu.
- Nie ciągaj mnie za włosy.- Powiedział. Miał zmęczone oczy. Widzieliśmy się jakieś cztery godziny temu, ale nie ma szans aby w tak krótkim czasie tak bardzo się zmęczył. No chyba, że…Uniosłem brwi do góry. Zrobił to z kimś innym.
Czuje zazdrość w twojej głowie.

Usłyszałem cichy szept i śmiech. Pokiwałem przecząco głową aby pozbyć się z jej wnętrza tego głosiku.
- Co nie?
- Nic.- Powiedziałem do Munoto. Zaśmiał się cicho.
- Zmieniłeś się.- Zauważył Toshio. Spojrzałem na niego.
- Wiem. Straciłem oko.- Zażartowałem.
- Y.- Wydukał zaskoczony. Zaśmiałem się głośno.
- Nie rób takiej zdziwionej miny.
- To nie żartuj sobie z czegoś tak poważnego.- Powiedział zmieszany. Kiwnąłem głową.
- To dlaczego twoim zdaniem się zmieniłem?
- Ponieważ kiedyś w życiu byś się tak nie zachowywał przy Suyo. A teraz sobie z nim żartujesz, droczysz się i kłócisz.
- Kłóciłem się od początku.- Zauważyłem.
- Ale nie potrafiłeś mu się postawić.
- Gdybym nie potrafił to bym się z nim nie kłócił.- Powiedziałem biorąc łyk soku.
- Czuć od ciebie erotyczne zapachy. Wiesz jakbyś coraz częściej smakował seksu.- Powiedział Toshio. Wyplułem na jego twarz całą zawartość swoich ust. Zakaszlałem zginając się w pół. W barze było słychać tylko i wyłącznie mój kaszel. Ciemny sok delikatnymi stróżkami spływał z jego zaskoczonej twarzy.

^^~^^

- Ale… hyc! Wy się powinniście dogadywać!- Zawołał groźnie Ryoko. Spojrzałem na niego. Byłem tutaj najtrzeźwiejszy.
- Dlaczego niby musimy? Nie mam żadnego przymusu aby zgadzać się na wszystko z nim i wykonywać każdy jego rozkaz.
- Nao.- Zaczął Torazo. Tylko on i Ryoko jak na chwilę obecną siedzieli ze mną przy stoliku. Reszta wyszła gdzieś na chwilę.
- Nie spieraj się ze mną. Jeżeli będzie mnie denerwował to będę to okazywał a nie dusił w sobie.
- Przez takie kłótnie ty i on wiele tracicie w oczach oddziału.
- A co mnie obchodzi, że tracę w oczach oddziału. Ja tutaj jestem medykiem więc nic więcej mnie nie obchodzi. Jeżeli bierzecie grzecznie leki i słuchacie się moich rad dotyczących waszego zdrowia resztę mam w dupie.
- Tobie się tylko wydaję, że jesteś zwykłym medykiem
- Medyk Nadzwyczajny.- Zakpiłem z niego. Ryoko spojrzał na mnie krzywo.
- Jeżeli Suyo jest liderem to ja jestem jego lewą ręką.
- Lewa ręka jest od brudnej roboty.- Powiedziałem. Kiwnął głową. Pokazałem palcem na Torazo.- To on to prawa ręka.
- Nie to Moja lewa ręka. Prawą ręką Suyo jest medyk. Tak jest w każdym oddziale. Prawą ręką lidera jest medyk. W naszym przypadku ty. Więc…
- Co proszę?- Przerwałem mu zaskoczony.
- O czym gadacie?- Zapytał Munoto. Wrócili. Powiało od nich chłodem. Byli poza barem?
- O niczym.- Powiedział Torazo.
- Wytłumacz mi to.- Poprosiłem.
- Innym razem. Teraz zapomnijmy o tej rozmowie.
- No chyba cię do reszty popierdoliło.- Powiedziałem. Skrzywił się.
- Pogadamy o tym przy lepszych warunkach, dobra?- Poprosił składając ręce jak do modlitwy. Cmoknąłem głośno opierając twarz na dłoni i patrząc na bok.
- O co chodzi?- Zapytał Katsuyoshi siadając koło mnie. Ten też był już pijany.
- O nic.- Odpowiedział Ryoko. Dlaczego nie chcieli o tym przy nich rozmawiać nie miałem zielonego pojęcia. Poczułem na sobie jego spojrzenie.
- Coś mi się wydaję, że to jednak coś poważnego skoro on tak wygląda.
- To źle ci się wydaje.- Za pyskowałem. Spojrzał na mnie mrużąc oczy. Odwróciłem się do nich twarzą podkulając nogi i ustawiając je na ławeczce na której siedziałem. Widziałem teraz dokładnie twarz swojego Opiekuna. Wypił łyk piwa i przeciągnął się zmarnowany. Podrapał się po głowie.
- Nad czym tak myślisz?- Zapytał Washichi.
- Ruchać mi się chcę.- Powiedział bez ogródek. Otworzyłem szeroko oczy gapiąc się na niego z rozdziawioną gębą. Podrapał się po głowie i spojrzał w sufit.- Chyba będę musiał sobie na dzisiejszą noc jakąś laskę skołować.
- Z tego co wiem to chyba masz teraz jakąś dupkę do posuwania.- Powiedział Yaichiro. Starałem się nie ruszyć.
- Dlaczego tak myślisz?- Zapytał mój Opiekun nawet na nich nie patrząc.
- Ponieważ ostatnio jesteś bardziej wyluzowany. Nie chodzisz taki wkurwiony i w ogóle. Każdy w oddziale to zauważył więc myśleliśmy, że jednak kogoś sobie znalazłeś.
- Eh.- Wypuścił głośno powietrze.- Aktualnie mam z nią abstynencję. Coś jej obiecałem i przez dwa tygodnie mam jej nie ruszać. W sumie to zostało sześć dni. Ale jeżeli się nie dowie, że spałem z kimś innym to nie będzie robić wyrzutów.- Dodał. Zacisnąłem mocno zęby. Zerknął na mnie z ukosa. Uśmiechnął się pod nosem. SKURWIEL JEDEN! Sięgnąłem po swoją szklankę. Złapał mnie znienacka za rękę prostując się i opierając wolną rękę o stół. Spojrzał na mnie.- To moje piwo.- Zauważył. Spojrzałem na szklankę którą trzymałem. Miał rację.
- Wybacz.- Powiedziałem próbując uwolnić swoją rękę. Puścił mnie po chwili. Zapiekło.
- Czyli jednak z kimś się spotykasz.- Powiedział uradowany Ryoko. Suyo zaśmiał się cicho pod nosem.
- My się nie spotykamy, tylko ze sobą sypiamy.
- Czyli nic się nie zmieniło.- Dodał załamany chłopak. Spojrzałem na niego pytająco.
- O co ci chodzi?- Zapytał Suyo. Teraz to Ryoko spojrzał na sufit.
- Myślałem, że po tym jak zerwałeś z Kobo to jednak ustatkowałeś się z kimś innym.
- A Kobo nie chodzi teraz czasami z Suigite?- Powiedziała Sakue. Kobo. Suigite. Znałem te dwa imiona. Katsuyoshi uniósł głowę do góry.
- Mówiłem ci chyba, że masz nigdy więcej nie mówić na głos o tym związku.- Powiedział chłodno. Przekrzywiłem głowę w bok. Kobo. Suigite. Kobo. Suigite. Kobo… FACE PALM!!! Spojrzałem na niego zza palców dłoni którą zakryłem połowę twarzy.
- Co jest?- Zapytała Yuke. Pokręciłem przecząco głową. Opuściłem ręce w dół i wypiłem do reszty zawartość swojej szklanki. Pomachałem nią w górze. Bill pomachał do mnie ręką, że zauważył. Sięgnąłem po chipsa leżącego na naszym stoliku. Wsadziłem go do ust. Przegryzałem go powoli.
- Czyżbyś nie wiedział, że twój Opiekun…- Zaczęła Sakue. Wyciągnąłem w jej kierunku rękę uciszając ją w ten sposób.
- Nie mów.- Powiedziałem chłodno. Gotowało się we mnie. Nie dość, że wcześniej urządzali sobie przy mnie takie rozmowy na mój temat nie wiedząc w sumie, że to o mnie ale liczył się sam fakt to jeszcze musieli gadać o tym z kim spał… Billy przyniósł mi mój kubeczek z soczkiem. Wypiłem wszystko na raz. Nie obchodzi mnie z kim sypiał!
- No w sumie to cię nie powinno interesować.- Powiedział Torazo.- Ty lepiej powiedz z kim ty się potajemnie spotykasz?- Zaczął. Zerknąłem na niego wilkiem.
- Nie powinno cię to interesować.
- Oj nie bądź taki. Powiedz kto jest twoją szczęśliwą wybranką.
- Hideki.- Powiedziałem wrednie. Pierwszy raz zobaczyłem u niego taką minę. Oczy mu pociemniały, zacisnął mocno zęby. Ściągnął brwi. Wyglądał groźnie. Oddychał ciężko. Uniosłem ręce w geście poddańczym.- Żartowałem. Hideki to kumpel z podwórka i nikt więcej. Słowo.- Powiedziałem. Przyglądał mi się jeszcze dłuższą chwilę po czym złapał się za kość nosową zaciskając ją mocno. Zamknął oczy. Dopiero kiedy je zamknął każdy na mnie spojrzał zaskoczonym spojrzeniem.
- Powiedz mi jakim cudem Młody tak cię wkurwił wypowiadając tylko jedno słowo?- Zapytał Yujiro. Spojrzałem na niego.- Przeważnie tak wyglądasz jak na poważnie bierzesz swoją robotę.- Dodał. Przekrzywiłem głowę. Jeżeli on tak wygląda jak coś bierze na poważnie to „Panu podziękujemy”.
- Hideki? Kto to?- Zapytał Katsuyoshi.
- Uczysz go.- Zauważyłem inteligentnie. Spojrzał na mnie.
- Nie zaprzątam sobie głowy zapamiętywaniem imion wszystkich dzieciaków ze szkoły.
- To mój chłopak.- Powiedział Torazo.
- A i wszystko jasne.- Suyo spojrzał na mnie i zaśmiał się głośno.
- I co rżysz?!
- Nie krzycz.- Strzelił mnie delikatnie w czoło. Złapałem się za nie.- Najpierw wkurwiasz w ten sposób Ryu teraz Torazo. Mam nadzieję, że u Torazo to tylko słowa.
- Przecież powiedziałem, że to tylko żart.
- Tylko słowa?- Zapytał Torazo.
- Wyobraź sobie, że ten głupek dobierał się do chłopaka Ryu.
- Do tego z którym chodzi już cztery lata?
- Tak.
- Dobierał się?- Zapytał i zerknął na mnie. Po chwili wyciągnął telefon i odszedł gdzieś na bok.
- Po chuj mu to mówiłeś?- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
- Licz się ze słowami.
- Nie musiałeś mu tego mówić!- Krzyknąłem. Wstałem.- Możesz mnie wypuścić?
- Gdzie idziesz?- Zapytał. Spojrzałem na niego. Oparłem rękę na stole i przeskoczyłem przez niego lądując na podłodze. Odszedłem bez słowa niknąc w toalecie. Chciałbym przemyć twarz, ale wtedy zamoczę bandaż. W sumie to mogę go już ściągnąć i zastąpić go przepaską. Nie robię tego z bardzo płytkich pobudek. Boje się tego co tam znajdę. Uniosłem twarz do góry. Drgnąłem kiedy zobaczyłem jego odbicie w lusterku.
- Czego?
- Widzę, że jednak nie zwijasz się z bólu jak ostatnio.- Powiedział. Nie odpowiedziałem na to. Wytarłem ręce i ruszyłem w stronę wyjścia. Zagrodził mi drogę ręką.
- Coś jeszcze?- Zapytałem nie patrząc na niego. Złapał mnie pod brodę. Próbowałem się cofnąć ale nie dałem rady.
- Eh.- Odpowiedział tylko i wpił się w moje usta. Naparłem na niego całym ciałem próbując temu zaprzeczyć. Przyciągnął mnie do siebie mocniej. Poczułem w ustach jego język. Dzisiaj był bardzo brutalny. Nie mogłem oddychać. Miażdżył swoimi ustami moje. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Rozchylił delikatnie moje nogi swoim lewym kolanem. Ugryzłem go w język. Wyprostował się sycząc przeciągle. Przetarł usta. Spojrzał na swoją rękę. Krew. Wiedziałem, że krwawi chwilę przed nim kiedy poczułem w ustach metaliczny smak. Spojrzał na mnie gniewnie.
- Nie rozpędzaj się tak. Mam jeszcze według ciebie sześć dni.- Zauważyłem. Ruszyłem przed siebie. Złapał mnie za ręce unieruchamiając mi je nad głową. Przycisnął je mocno do ściany. Teraz to i ja widziałem ścianę. Nie miałem jak się bronić. Odsłonił z łatwością moje ramię i wgryzł się w nie. Jęknąłem z bólu zagryzając się na swoich wargach. Ramie piekło niemiłosiernie. Zaprzestałem prób uwolnienia się kiedy zauważyłem, że wtedy gryzł jeszcze mocniej. Przeciągnął po ranie swoim szorstkim językiem.
- Mówiłem co ci zrobię, jeżeli jeszcze raz mnie ugryziesz.- Powiedział szeptem do mojego ucha. Zadrżałem odwracając twarz w bok. Puścił mnie. Osunąłem się na dół. Usłyszałem jak za nim zamykają się drzwi.

###
Ogarnąłem się w kilka minut i wróciłem do swojego stolika. Suyo uśmiechał się delikatnie.
- Oj.- Powiedziałem stając naprzeciwko niego. Prawa ręka piekła. Za mocno przewiązałem na niej przepaskę. Spojrzał  na mnie z ukosa. Nie wiem jaką miałem minę ale otworzył delikatnie zaskoczony usta. Zamachnąłem się z całej siły uderzając go otwartą ręką w twarz. Odskoczyła mu na bok. W barze zapanowała cisza. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Przechodząc koło baru położyłem na nim pieniądze. Wyszedłem z jego wnętrza wiedząc, że moje chwilę w tym momencie są policzone i jeżeli przeżyje do kolejnej minuty to będzie cud. Skręciłem w bok poluźniając przepaskę na ręku. Przeszedłem kilka skrzyżowań wybierając mało uczęszczane drogi. Żyje. Jeszcze żyję.
Pojebało cię do reszty?!

Przestań jojczyć.

Wiesz co on ci zrobi?!

Wiem

To po chuj to robiłeś?!

Ucisz się w końcu!

Mam nadzieję, że wykupiłeś miejsce w kostnicy.

I głos zamilkł. Skręciłem w boczną uliczkę prowadząco do mojej dzielnicy. Zatrzymałem się z głośnym hukiem. Spojrzałem przed siebie. Naprzeciwko mnie stał Toshio.
- Sorry Młody.- Powiedział z żalem w oczach.
- Za c…- Urwałem. Poczułem ostry ból w tyle głowy. Ktoś stał za mną. Złapałem go za ramiona osuwając się w dół. Straciłem przytomność.

^^~^^

Otworzyłem oczy. Doskwierał mi ból głowy. Rozejrzałem się dookoła siebie. Znajome miejsce i to w chuj bardzo, ale… co ja tutaj robiłem? Pamiętam jak dostałem w głowę niedaleko swojej dzielnicy i straciłem przytomność, ale co było później nie mam pojęcia.
Przekręciłem głowę w bok. Koło mojej twarzy zatrzymał się znienacka ostry nóż wojskowy. Go też znałem. Spojrzałem powoli w stronę sufitu. Nie widziałem go. Przesłaniała mi go twarz mojego Opiekuna. Na lewym policzku widniał szeroki siniak. Pamiątka po mnie. Ani drgnąłem. Patrzyłem w jego oczy.
- NAAAAAOOOOKIIIIII.- Jego głos sprawił, że włosy stanęły mi dęba. Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Ruszyłem delikatnie ręką aby unieść się trochę wyżej. Nie dał mi na to najmniejszych szans. Przygwoździł moją rękę do łóżka na którym leżałem nawet na nią nie zerkając. Bolało…
- Puść…- Powiedziałem cicho.
- Hę?! Czy ty mi czasami rozkazujesz?!- Ryknął na mnie. Zacisnąłem mocno powieki wstrzymując powietrze. Ani drgnąłem. Bolały mnie płuca. Domagały się powietrza. Poczułem na szyi jego zimne palce. Otworzyłem oczy. Puścił moją rękę przeciągając palcami po moich ustach, które rozchyliły się bezwiednie. Zaczerpnąłem cicho powietrza. Nie mogłem się powstrzymać. Doświadczenie nauczyło mnie robić tego co teraz chciał. Nóż nadal tkwił koło mojej twarzy chociaż już go nie trzymał. Zabrał rękę której palce drażniły moje usta i machnął nią delikatnie. Dostał jakąś wiadomość. Po chwili i ja dostałem swoją. Machnąłem delikatnie ręką wiedząc, że wiadomość pojawi się przed moimi oczyma.

Sorry, tłumaczyliśmy ci, że lider i medyk mają się zgadzać we wszystkim, a nawet jeżeli się nie zgadzają to swoje spory mają załatwiać na osobności a nie przy innych członkach oddziału. Już wcześniej został złożony raport do Góry dotyczący waszej niezgody. Nasi przełożeni powiedzieli, że jeżeli jeszcze raz dojdzie do jakiejś kłótni między wami której ktokolwiek mógłby być świadkiem mamy pozwolenie na ogłuszenie waszej dwójki i zamknięcie was w odpowiednim miejscu dopóki nie zaczniecie się dogadywać- przeważnie takie spory w innych oddziałach są wyjaśniane po jakiś dwóch tygodniach. Wcześniej dostarczyliśmy tutaj kilka twoich jak i jego ubrań, macie jedzenie, wodę oraz twoje leki. Za dwa tygodnie sprawdzę jak się sprawy między wami mają. Jeżeli nadal będziecie się kłócić zostaniecie tam zamknięci na dłuższy okres czasu.
Trzymaj się i nie pozabijajcie się tam czasami.

Ryoko.

Spojrzałem na niego nie wierząc w to co przeczytałem. Miał ściągnięte brwi. Chyba dostał coś w po dobie. Puścił mnie i wstał. Poszedł gdzieś. W końcu mogłem usiąść na łóżku. Rozejrzałem się dookoła. Pomyliłem się. Myślałem, że to jaskinia w której kiedyś ukrył mnie Izo, ale ona po prostu wyglądała mniej więcej tak samo. W tamtej nie było łazienki, stało tam tylko łóżko, stół i dwa krzesła. Tutaj znajdowało się łóżko w dobrym stanie, stół, dwa krzesła, nawet dwa fotele przy oddzielnym stoliku, jakiś regał z grami planszowymi. Była normalna kuchnia. Zajrzałem za róg za którym zniknął. Półki alkoholu. Coś co łączyło oba te miejsca. Chciałem zapytać gdzie jesteśmy, ale bałem się odezwać. Spojrzałem w drugą stronę. Leżała tam dziwnie znajoma torba. Podszedłem do niej. Zajrzałem tam. Kilka starannie złożonych moich ciuchów, oraz mała apteczka. Mają szczęście, że zapakowali mi moje leki na to oko. Pomacałem się po kieszeniach. Nie było tam telefonu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
- Zabrali.- Usłyszałem chłodną odpowiedź. Kiwnąłem głową nawet na niego nie patrząc.

**

Siedziałem na łóżku. On na fotelu tyłem do mnie. Rozwijałem powoli bandaże z oka. Koło mnie leżała przygotowana przepaska. Ręce delikatnie mi drżały. I pomyśleć, że teraz będę musiał dawać sobie zastrzyk pod oko. Uchyliłem je delikatnie. Obraz przed nim był delikatnie zamglony. Światło raziło. Bolało. Zamrugałem kilka razy. Otworzyłem oko. Obraz przed nim zrobił się fioletowy. Skierowałem spojrzenie na swojego Opiekuna. Widziałem tylko tył jego głowy. Koło jego obrazu zaczęły pojawiać mi się jakieś liczby i litery. Zamrugałem kilkakrotnie. Przewidziało mi się. Spojrzałem na niego ponownie. Zabici ludzie: 29. Zabici Łowcy: 2. Schwytani ludzie: 1999. Zabici magowie: 5000. Ostatnio dokonane zabójstwo: Dwa tygodnie temu.  Zakryłem pospiesznie usta zamykając mocno oczy. Nic nie widziałem. Nic nie widziałem. Nic nie widziałem. Podniosłem się z łóżka na chwiejnych nogach. W ręku trzymałem przepaskę. Wolną ręką zasłaniałem lewe oko. Przeszedłem szybko przez pokój wpadając do łazienki. Położyłem opaskę na zlewie. Odkręciłem wodę. Przemyłem twarz kilkakrotnie.
- Nao co ci?- Usłyszałem za sobą jego głos. Drgnąłem.
- Nic.
- Coś z okiem?
- To nic takiego. Proszę mnie zostawić.- Powiedziałem nadal przemywając twarz. Poczułem na ramieniu jego rękę.
- Pokarz, wtedy uwierzę w twoje słowa.- Powiedział. Uparty idiota.
- Ręcznik. Podasz?- Zapytałem wyciągając w jego stronę rękę. Po chwili czułem w ręku charakterystyczną szorstkość. Przetarłem kilka razy twarz. Sięgnąłem po przepaskę zakładając ją na oko. Poprawiłem włosy i spojrzałem na niego.- Naprawdę nic mi nie jest.
- To dlaczego…?
- Przez kilka dni na nie, nie patrzałem więc kiedy zerknąłem przez nie poraziła mnie ostrość barw i doszedłem do wniosku, że jeszcze za szybko je otworzyłem. Jeszcze jakieś dwa tygodnie i będę mógł normalnie przez nie patrzeć.- Powiedziałem. Chociaż nie byłem pewny czy chciałem przez nie patrzeć. Kiwnął głową i wyszedł z łazienki. Zamknąłem za sobą drzwi. Skoro tutaj jestem to skorzystam z toalety.

**

Siedziałem przy stoliku. Właśnie skończyliśmy jeść poprędce przyszykowany posiłek.
- Pozmywam. Idź się myj.- Rozkazał. Wstałem bez słowa ze swojego miejsca i ruszyłem przed siebie. Eh. Jeżeli tak ma wyglądać nasz areszt to już bym wolał by mnie zabił a nie. Wyszorowałem się dokładnie ubierając na siebie pidżamę którą ktoś mi spakował. Podejrzewam, że to Gihei albo Doi. Wyszedłem z łazienki. Czekał koło niej z małym tobołkiem w ręku. Wszedł do łazienki po mnie bez żadnego słowa. Usiadłem na fotelu patrząc przed siebie. Było tutaj tylko jedno łóżko. Było długie więc on w nim będzie spał. Ja złącze ze sobą dwa fotele. Jak zwinę się w kłębek to na pewno się na nich zmieszczę. Mieliśmy tutaj kołdrę, koc oraz dwie poduszki. Wziąłem mniejszą poduszkę oraz koc. Zsunąłem ze sobą dwa fotele. Może być trochę niewygodnie. Usłyszałem jak zakręcał wodę. Ulokowałem się na fotelach naciągając na głowę sporą połać koca. Leżałem zwinięty w kłębek. Może zdejmę przepaskę aby oko mi odpoczęło oraz skóra od czegokolwiek co by jej dotykało? Poczułem ostry ból głowy. Usiadłem gwałtownie na swojej prowizorycznej leżance.
- Co ty odwalasz?- Zapytałem poddenerwowany trzymając się na głowę.
- To chyba kurwa moja kwestia jest? Co ty odpierdalasz?- Zapytał.
- Nie wiem o co ci chodzi.- Powiedziałem. Uniósł ponownie rękę.- Ty śpisz w łóżku.
- No chyba nie.
- No chyba tak.- Powiedziałem zaciągając na swoją głowę ponownie koc. Otworzyłem szerzej oczy kiedy wyczułem, że unosi mnie delikatnie na rękach.- Ej! Postaw mnie!- Krzyknąłem zgarniając koc z głowy.
- Nie szarp się bo cię upuszczę.- Zasyczał. Próbowałem mu się wyrwać. W pewnym momencie zachwiał się. Poczułem jak obaj lecimy do przodu. Znaczy się on do przodu a ja do tyłu. Zaparło mi dech w klatce kiedy poczułem pod sobą materac łóżka. Nie mogłem złapać oddechu. Leżał na mnie. Podciągnął się jęcząc cicho. Zesztywniał momentalnie.- Kurwa!- Krzyknął i odwrócił się do mnie tyłem. Wyglądało jakby chciał wyjść z łóżka ale nie mógł się na to zdobyć. Wstałem z zamiarem ucieczki. Chciałem go ominąć i pobiec przed siebie. Złapał mnie w pasie przytrzymując mocno.
- Puszczaj!- Krzyknąłem. Złapał mnie delikatnie za dłoń i nakierował w przestrzeń przed nami. Tak jakieś piętnaście centymetrów od łóżka natrafiłem na jakiś opór. Jakby niewidzialną ścianę. Kidy tylko jej dotknąłem moje ciało zostało rażone prądem. Zabrałem ją pospiesznie. To dlatego mnie powstrzymał. Gdybym na nią wpadł to nie skończyło by to się dla mnie za ciekawie. – Co to jest?
- Nie sądziłem, że i tutaj to zamontowali.
- Co to jest?- Powtórzyłem pytanie.
- Blokada. Jeżeli w porze potencjalnego snu obaj będziemy w obrębie łóżka blokada się uruchomi.
- Po co ona?
- W łóżku najlepiej się ludzie godzą.- Powiedział. Naparłem na jego nogi aby się uwolnić.
- Ja nie mam zamiaru się z tobą na łóżku, w łóżku ani nigdzie indziej godzić.- Powiedziałem sapiąc ciężko. Popchnął mnie na ścianę za nami.
- O co się tak wściekasz. To chyba ja powinienem być wkurwiony. Kolejny raz podniosłeś na mnie rękę i to z twojego powodu i twojej niewyparzonej mordy tutaj jesteśmy więc to chyba ja powinienem się wkurwiać, a nie ty.
- Jeszcze się pytasz o co się wściekam?!- Zapytałem oburzony. Dlaczego cała wina została przypisana mnie?
- Nie wiem dlatego się pytam!
- Mogłeś im jeszcze powiedzieć z imienia z kim sobie sypiasz! Kim jest ta twoja dupa do posuwania! I jeszcze po takiej rozmowie robisz takie rzeczy w łazience! Niby jakbym się z tego wytłumaczył jakby każdy to zauważył?! Że co?! Że mnie kurwa komar ugryzł?! Weź czasem rusz tą pustą łepetyną, a nie!!- Wydarłem się na niego. Złapał mnie za przeguby dłoni przyciskając mnie do ściany.
- Nie mogłeś tego powiedzieć w jakiś inny sposób tylko atakować mnie na środku baru pełnego Łowców?!
- Jak do ciebie nic normalnie nie dociera! Tempa Pało!
- Licz się ze słowami!
- I ten twój standardowy tekst : LICZ SIĘ ZE SŁOWAMI!! Mam go po dziurki w nosie! Weź się w końcu ogarnij! Ile ty masz kurwa lat?! Czasami zachowujesz się jak rozpieszczony bachor! Myślisz, że na wszystko ci wolno tylko dlatego, że…- Urwałem kiedy przyłożył mi znienacka dłoń do ust.
- Ani. Słowa. Więcej.- Wycedził przez zaciśnięte zęby. Odepchnąłem jego rękę.
- I widzisz?! Znowu to robisz!
- ZAMKNIJ SIĘ ALBO GORZKO TEGO POŻAŁUJESZ!
- Weź mi nie rozkazuj, nie myśl sobie…!- Urwałem przerażony kiedy wpił się w moje usta. Pożałuje. Nie pobije mnie. To chciał mi powiedzieć kiedy wykonał ten ruch. Nie pobije mnie. Zrobi coś gorszego moim mniemaniem.
Mogłem trzymać mordę na kłódkę!

 ************************************************
no to by było dzisiaj na tyle:). mam nadzieję, że wam się spodobało:). Pozdrawiam i niedługo zapraszam na kolejny rozdział:)
Gizi03031