:)

:)
Na zgliszczach świata powstaje nowy a w centrum tego świata rodzi się miłość

sobota, 16 listopada 2013

8. „Nagła zmiana charakteru i już masz się nad czym zastanawiać” 8.

no nadeszła pora na dodanie kolejnego rozdziału. Przedzierając się przez zmęczenie i ból udało mi się dobrnąć do tego momentu. Mam nadzieję, że nielicznym czytelnikom, którzy tutaj goszczą spodoba się to co tym razem dla was przygotowałam:)

Rozdział ten dedykuje: Basi, która jest tutaj ze mną prawie od początku i nie opuszcza mojego opowiadania. Dziękuje ci bardzo za twoje słowa:*

Kolejny rozdział postanowiłam dodać na przełomie 8-15 grudnia.

******************************************************************************
Dzwonek obwieszczający koniec lekcji był dla mnie znakiem do startu. Wpakowałem szybko swoje książki do plecaka, zapiąłem go w biegu, położyłem na biurku nauczyciela test i wybiegłem
z klasy zerkając na zegarek. Zostało mi niecałe pół minuty. Jeżeli się spóźnię chociaż o sekundę za drzwiami jego gabinetu będzie czekało mnie siarczyste powitanie z jego prawą ręką.  Zbiegłem szybko schodami w dół niknąc w uspakajającej mnie ciemności…

^^~^^

Stałem przed klasą Ryu-sensei. Zapukałem cicho w drzwi. Po chwili dostałem zgodę aby tam wejść. Postanowiłem jednak uchylić delikatnie drzwi i powiedzieć w jakim celu tutaj przyszedłem.
- Przepraszam. Mogę na chwilę prosić Doi’a?- Zapytałem. Wszyscy siedzieli w kółku. Zajęcia z Opiekunem. Doi bez słowa zgody wstał i wyszedł na korytarz. Zamknąłem drzwi. Spojrzał na mnie wywalając oczy na wierzch. Zakaszlał zadławiając się kropelkami śliny. Poczekałem aż się uspokoi.
- Co… kurwa… dlaczego… kto…?- Wydukał machając rękoma i co chwile pokazując na moją twarz. Zaśmiałem się krzywiąc się przy tym boleśnie.
- W domu ci wyjaśnię. Pożycz mi swoją zapasową koszulę. W domu ci oddam.- Powiedziałem. Spojrzał na moją czerwoną od krwi koszulę.- Mam trzy minuty aby wrócić do jego gabinetu- Dodałem zerkając na zegarek. Kiwnął twierdząco głową. Wszedł do klasy. Zostawił uchylone drzwi.
- Co chciał?- Usłyszałem głos Ryu.
- Chce coś pożyczyć.- Padła odpowiedź. Ciche chrząknięcie.- Gihei dzisiaj wracamy prosto do domu.
- Dlaczego?
- Nie ważne.- Powiedział Doi i wyszedł do mnie na korytarz. Podał mi czystą koszule zapakowaną w jakąś folię.- Ktoś musi cię opatrzeć.- Powiedział wskazując na moją twarz.
- Wiem.
- Może Ryu…
- Nie.- Powiedziałem. Drzwi otworzyły się delikatnie.
- Doi wracaj do k…- Ryu-sensei spojrzał na mnie zaskoczonym spojrzeniem nie dowierzając w to co widział. Kiwnąłem głową i odwracając się na pięcie pobiegłem tam skąd przyszedłem.

^^~^^

Siedziałem w jego gabinecie na swoim standardowym miejscu. Na sobie miałem jak na razie tylko spodnie od mundurka. Czysta koszula czekała aż opatrzę swoją twarz. Moja góra od mundurka była już zapakowana i czekała na pranie w domu. Przede mną stało lusterko, mocna lampa oraz apteczka. Mając na rękach rękawiczki oraz w nich wacik i silny środek odkażający przemywałem swoje rany krzywiąc się przy tym. Nie wiem o co im (Doi i Ryu) tak w ogóle chodziło. Przecież tym razem uderzył mnie tylko trzy razy. Raz w prawy policzek (przeleciałem po ziemi przez pół jego gabinetu). Wstałem. Drugi raz dostałem w lewy policzek (wpadłem na półki z książkami które zwaliły się na mnie boleśnie przygniatając mnie do ziemi). Wstałem. Za trzecim razem nie wiem jak dostałem i skąd. Wiem, że po kilku sekundach odzyskałem przytomność na podłodze. Trochę siniaków, zadrapań. No dobra może też rozcięta warga w trzech miejscach, podbite oko i rozwalony lewy łuk brwiowy. Też mi coś. Do wesela się zagoi. Ktoś zapukał do drzwi. Nie czekając na odpowiedź do środka wszedł Toshio.
- Joł. Skończyłeś już??- Zapytał. Siedziałem tyłem do drzwi. Nie widział mnie.
- A czy kurwa wyglądam jakbym skończył?!- Padła chamska odpowiedź mojego Opiekuna.
- Nie. Nie wygląda. Z kolei bardziej mi to przypomina twoje poirytowanie.- Powiedział Toshio. Odłożyłem z głośnym pyknięciem butelkę na stole i zabrałem się za wyszukiwanie plastrów bez opatrunku aby zakleić ze sobą rozwaloną wargę. Poirytowanie mówi??- O. Młody. Co tam?- Zapytał uwieszając się na moim ramieniu. Nie odpowiedziałem. Ruchem ramienia strąciłem z siebie jego rękę.
- Po co przyszedłeś?- Zapytał mój Opiekun.
- Nie mów mi, że zapomniałeś?
- O czym znowu?
- Yuke. 17-ste urodziny? Zapomniałeś na serio?- Zapytał udając załamanego.
- Dzisiaj?
- Tak. Dzisiaj. Mamy przecież wszyscy do niej iść. Miałeś go wcześniej zwolnić i się urwać ze szkoły.- Ciągnął dalej. Zakleiłem sobie to co miałem do zaklejenia. W domu zajmę się tym lepiej. Wstałem i ubrałem na siebie koszulę Doi’a. Katsuyoshi poszedł na chwilę na swoje „zaplecze”.- Młody wiesz, że rozbierając się przed nim i tak go nie zdobędziesz?- Zapytał żartobliwie pukając mnie w ramie. Odwróciłem się w jego stronę patrząc na niego z  żalem. Wybałuszył oczy i zagwizdał cicho. Suyo wrócił do pomieszczenia.
- Dobrze, że prezent kupiłem wcześniej.- Powiedział Suyo.- Usiądź. Daj mi pół godziny i będziemy mogli iść.- Powiedział zaglądając do jednej z szaf (dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że Suyo i tutaj trzymał jakieś ciuchy na przebranie). Toshio przyglądał mu się zaciekawionym spojrzeniem.- No co?
- Nie interesuje cię to?- Zapytał. Sprzątnąłem apteczkę, lusterko oraz lampkę. Wróciłem do gabinetu i zabrałem się za sprzątanie książek z ziemi. Toshio dopiero teraz je dojrzał.
- Interesuje mnie „co”?
- Co się stało twojemu podopiecznemu.- Powiedział to głosem jakby głupiemu tłumaczył że białe to czarne a nie białe.
- Wyjaśnij mu.- Powiedział chłodno niknąc we wnętrzu łazienki. Spojrzałem na Toshio.
- Nie drażnij go. Wszystko już i tak mnie boli.- Powiedziałem. Zabrałem się ponownie za układanie książek.
- Chcesz mi powiedzieć, że to on?
- Mhy.- Pokiwałem głową.
- Dlaczego?- Zapytał. Spojrzałem na niego. Odłożyłem na półkę z pięćdziesiąt książek nim mu odpowiedziałem.
- Mniemam iż to kara. Coś co wymyślił poprędce. Albo był tak zdenerwowany że nie był w stanie niczego wymyślić więc po prostu postawił na starodawne metody. Szczerze, to nie wnikam.- Powiedziałem wzruszając ramionami. Kolejne dziesiąta książek wylądowało na półce nim to on zadał kolejne pytanie.
- Miał powód aby cię tak ukarać?
- Eh.- Wypuściłem głośno powietrze. Wyliczając na jednej ręce a drugą układając dalej książki zabrałem się za swój monolog.- Po pierwsze nie ukarał mnie jeszcze za tamte ukrywanie się przez jedenaście dni. Po drugie pyskowałem do innego nauczyciela. Trochę do niego. Groziłem innemu nauczycielowi. Bez słowa odszedłem od niego udając się na koleją lekcję. No dobra. Zwiałem z miejsca „wypadku”.- Wyliczyłem. Podrapałem się po głowie.- A. I bym zapomniał. Złapałem rękę nauczyciela jak się nie mylę w trzech miejscach. To chyba za to.
- Czy tobie życie nie miłe?
- Miłe.
- Nudzi ci się?
- Nie za bardzo. Książki układam. A co?
- Wiesz o co mi chodzi.
- Wiem.
- To po jaką cholerę to zrobiłeś? Jakiemu nauczycielowi?
- Ryu. Dusił mnie.
- Ryu?! Dusił?! Ciebie?!-Krzyknął zaskoczony. Położyłem ostatnią książkę na miejsce. Zabrałem się za rozsypane dokumenty.
- Nie, kurwe dusił…- Wskazałem głową drzwi łazienki.- Mnie dusił.
- Więc to było w obronie własnej. Powiedziałeś mu o tym?
- Nie.
- Dlaczego?
- BO chyba musiał istnieć JAKIŚ powód dla którego mnie dusił nie uważasz?- Zapytałem. Katsuyoshi wszedł do swojego gabinetu. Zamilkłem.
- Dobra. Zapytam ciebie.
- O co znowu?
- Dlaczego Ryu go dusił?
- Zapytaj go.
- Ale ja pytam ciebie. Musiał ci powiedzieć.
- Jak go o to zapytałem to mi odpowiedział: „Kurwa pofarbuj się na tleniony blond głąbie jeżeli z rozmowy tego nie wywnioskowałeś”. To ja mu się grzecznie kazałem uciszyć i nie kłapać jęzorem w moim towarzystwie dopóki nie wyrażę na to zgody.
- Kurwa!! Z wami to ja się mam!!

^^~^^

Siedziałem w salonie na kanapie. Znowu bolała mnie głowa (dostałem i od Doi’a i od Gihei’a i od Izo[??]). Gapiłem się w sufit. Nie odzywali się do mnie ani słowem. Musieli chyba przegryźć to co im powiedziałem. Ktoś zapukał do drzwi. Doi poszedł otworzyć. Wrócił po chwili z listem do mnie. Otworzyłem go niechętnie widząc na kopercie państwową pieczątkę. Kolejne przesłuchanie czy jaki ch??
Urzędowe pismo w cholernym urzędowym języku. Jak ja tego nie cierpiałem.
Bla, bla, bla… spirytualne bla, bla, bla…
Po uzyskaniu  pana ostatniego wyniku egzaminu postanowiliśmy umieścić pana w klasie A o profilu 3-8. W przeciągu miesiąca proszę o złożenie w naszej instytucji podania i formularza z wytycznymi dotyczącymi zawodu jaki chcę pan wykonywać
w przyszłości po ukończeniu szkoły…
Bla, bla, bla… spirytualne bala, bla, bla…
Prosimy również o konsultację zawodową ze swoim Opiekunem Szkolnym.
I po bla, bla, bla… Wypuściłem głośno powietrze uderzając kilkakrotnie głową o kanapę. Właśnie wtedy kiedy najmniej chcę z nim rozmawiać to muszę to zrobić. Nie w tym problem. Wtedy kiedy muszę z nim porozmawiać to mam się do niego nie odzywać.
- Co znowu?- Zapytał Izo. Nadal było słuchać złość w jego głosie.- Znowu na przesłuchanie cię wzywają?
- Nie. Gorzej.
- Zamykają cię?- Zapytał z nadzieją w głosie Doi.
- Nie doczekanie twoje. Jeszcze trochę ci podokuczam.
- No to co?
- Muszę przeprowadzić konsultację.
- Z kim?- Izo spojrzał na mnie zaciekawionym spojrzeniem.
- Z Suyo.
- Suyo??
- Katsuyoshi.- Poprawiłem się. Gihei może nie wiedzieć o kogo mi chodziło.
- W sprawie…??- Doi przysunął się bliżej mnie aby nie umknęło jego uchu nic a to zupełnie nic.
- Wyboru dalszej kariery zawodowej.
- Co proszę?- Zapytał zaskoczony.
- Wyboru dalszej kariery zawodowej?
- Ty się nas pytasz?- Zapytał Izo. Pokazałem im list jaki do mnie przyszedł.
- Żartujesz?!- Krzyknęli chórem.
- Dlaczego?
- Czy ty zdajesz sobie sprawę co ty dokonałeś??
- Nie za bardzo.
- Jednak głupi jest.- Izo po prostu stwierdził fakt. Uderzyłem go w nogę.
- Wiesz już jaki zawód chcesz wykonywać?- Zapytał zaciekawiony Gihei.
- Zostanę dziwką.- Powiedziałem ukrywając twarz w poduszce. Izo prychnął głośno mało co nie opluwając innych.
- Ty?! Dziwką?!
- A dlaczego nie? Przyjemność dla ciała i portfela.- Wzruszyłem ramionami.
- Nao ja się pytam poważnie.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Nie sądziłem, że to tak szybko nadejdzie. Myślałem, że zajmie mi to jakieś trzy lata albo i więcej. Że będę mógł się zastanowić.
- To myśl chłopie, myśl…
- A nie chcesz być Medykiem?- Zapytał zaskoczony Izo. Spojrzałem na niego. Jeszcze dzisiaj rano sam bym tak powiedział, ale teraz…
- Wybacz, ale nie chcę aby moim szefem był Ryu-sensei.
- On? Dlaczego on?
- Doi przecież to dyrektor szpitala jest.- Powiedziałem nie wierząc w to iż on nie wie kim jest dokładnie jego opiekun.
- Dlaczego nie chcesz pod niego podlegać. To dobry Medyk jest.- Powiedział Gihei. Spojrzałem na niego przecząco kiwając głową.
- Myślisz, że pracowalibyśmy sobie szczęśliwi koło siebie śmiejąc się ze swoich żartów i w ogóle. Przy pierwszej lepszej sposobności pozabijalibyśmy się na miejscu.- Uprzytomniłem ich trochę. Ich miny mówiły właśnie „A no tak”.
- Po chuj się z nim biłeś?- Zapytał Doi i ponownie uderzył czołem o blat stołu.
- Nie zaczynaj.- Powiedziałem i schowałem list do koperty.





^^~^^

Siedziałem w klasie na lekcji. W JEGO klasie. Nie odzywałem się chociaż co wszystkich bardzo zaskoczyło mieliśmy prace w grupach i mogliśmy sobie między sobą porozmawiać. Moja grupa złożona była z czterech osób: Doi, Gihei, Naora i ja. To co miałem im do powiedzenia zapisywałem na kartce.
- Rozmawiałeś z nim?- Zapytał szeptem Doi. Kopnąłem go pod stołem. Czy on nie wie, że ten świr ma uszy i oczy dookoła głowy? Pokiwałem przecząco głową.
-To już tydzień minął. Musisz z nim pogadać.- Gihei nie krył się nic ze swoim głośnym głosem. Katsuyoshi i kilku innych zaciekawionych uczniów zerknęło na nas zaciekawionych.
- Czy coś nie tak z waszym tematem?- Zapytał Katsuyoshi podchodząc do nas z jakąś książką.
- Z tematem wszystko w porządku. Tylko oni mają jakiś prywatny problem.- Powiedziała aż nazbyt szczerze Naora.
- Prywatny? Na moich lekcjach omawiacie prywatne sprawy?- Oczy mu pociemniały. Pokręciłem gwałtownie przecząco głową. Podsunąłem im kartki pod nos aby w końcu zajęli się tematem lekcji a nie mną i moimi problemami. Doi puknął mnie w czoło.
- Powiedz swojemu Opiekunowi a nie strugasz wariata i udajesz obrażonego milcząc.
- On nie udaje obrażonego. Nie kłapie ozorem bo nie wyraziłem na to zgody.- Poprawił go Katsuyoshi. W klasie zapanowała cisza. Nie wszyscy (chyba tylko ja i on) rozumieli o co mu chodziło.- Widzę, że nie rozumiecie. Naoki nie odzywa się ani do mnie ani w moim towarzystwie ponieważ nie wyraziłem na to zgody.
- Jak to?- Zapytała Naora. Szturchnąłem ją w ramię i pokręciłem przecząco głową na znak, że ma się w końcu zamknąć.
- To jego część kary za to co zrobił ostatnio.
- Głupi sposób karania jak dla niego pan wybrał Sensei.- powiedział Isei.
- Głupi? Hmmm… ja bym to ujął tak. Szacunek, strach coś pomiędzy tym.
- Nie łapię.- Ciągnął dalej Isei. Igrają z ogniem. Oj igrają. A ja zostanę poparzony!
- Dobra. Wyobraź sobie, że jestem twoim Opiekunem. Dobra?
- Dobra?- Zapytał. Klasa przyglądała się temu z zaciekawieniem. Pierwszy raz widzieli Katsuyoshi’ego w takim położeniu.
- Wymyśl sobie coś co przechlapałeś. Cokolwiek za co mógłbym cię czysto teoretycznie ukarać.
- Mhy. No to powiedzmy, że ukradłem na korytarzu Obi Shoken-sensei.
- Ok. Moja kara dla ciebie oprócz lania, pisemnej formy i czegoś tam jeszcze jest taka: wyskocz przez okno z piwnicy. Jeżeli ci się to nie uda znowu ci wleje. I tak w kółko. Albo wyskoczysz albo trafisz na OIOM.- Powiedział wrednie. Zadrżałem. Włączył się w nim tryb psychopaty.- Zrobisz to?
- Nie. Ponieważ to jest niemożliwe.
- Nao próbowałbyś to zrobić?- Zapytał. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Głupi jesteś?- zapytał Isei. Nie ruszałem się.
- A teraz Nao jako mój podopieczny. Wymyślcie mu coś za co mógłby zostać ukarany.- Powiedział. Spojrzałem na niego przerażony. Uniosłem się z krzesła.- Siad.- Powiedział chłodno. Upadłem na krzesło zaciskając dłonie na krawędzi stołu.
- Ok. No to ja.- Odezwał się Gihei. Lekcja odbiegła całkowicie od tematu.- Powiedzmy, że Nao zabrał mnie do pana gabinetu.- Powiedział. Poczułem na sobie lodowate spojrzenie.
- Zrobiłeś to?- Chłodne pytanie. Energicznie zaprzeczyłem głową.- Giiiheiii…?
- Nie zabrał. Kiedyś z Doi’em zapytaliśmy się go czy chociaż by nam pokazał gdzie w ogóle znajduje się pana gabinet bo prawie żaden uczeń tego nie wie to powiedział „Prędzej zginę niż tam kogoś zaprowadzę, a jeżeli jakiś uczeń będzie się kręcił w jego pobliżu to sam go zabije”.- Powiedział. Czekałem na wymyśloną karę. Przede mną położono dwie koperty. Białą i zieloną. Nie zerknąłem nawet na zieloną. Od razu wziąłem białą.
- Nao zawsze ma możliwość wyboru kary. Z dwóch kopert. Raz tylko wybrał zieloną, więc wie co się w niej znajduje. Już jej nie bierze…- Jego głos zanikał kiedy wpatrywałem się w treść kary jaką mi wymierzył tym razem. I nie tak jak u Isei ’a jakaś czysto teoretyczna, a czysto praktyczna.
Za to, że rozmawiałeś z nimi o moim gabinecie i nawet w podtekście napomknąłeś o tym, że nie możesz ich tam zabrać bo ja ci zabroniłem (tak samo jak zabroniłem ci mówić o tym co jest mówione w moim gabinecie) twoja kara na dzisiaj: Wstań i rozbierz się do lewej skarpetki na nodze. To jedyna rzecz jaka ma na tobie zostać.
                                                                                     Katsuyoshi
Wstałem chowając karę do koperty i oddając mu ją. Nie patrzyłem na nikogo. Wysunąłem nogi z butów. Zdjąłem prawą skarpetkę z nogi. Rozplątałem włosy związane w kitkę. Zdjąłem opaskę. Marynarkę mundurka złożyłem ładnie na krześle, które stało obok mnie. Każdy mi się przyglądał. Katsuyoshi spoglądał na mnie, ale co chwilę zerkał na reakcje innych uczniów.
- Nao… co ty…?
- Ucisz się.- Doi został uciszony dwoma zimnymi słowami.- Nie ważne jak irracjonalne
i absurdalnie by nie były moje kary on je wykona. I właśnie to robi.- Powiedział Katsuyoshi patrząc jak zsuwam z siebie koszulę. Kolejna była koszulka.
- Sensei proszę to przerwać.- Naora wstała i próbowała do mnie podejść ale Izo inteligentnie ją powstrzymał.
- Nie przysparzaj mu więcej problemów.- Syknął do niej. Upadłem na kolana kiedy miałem już odpinać pasek swoich spodni.
- Wstań. Pozwoliłem ci przerwać?- Zapytał Katsuyoshi. Wstałem opuszczając głowę w dół. Rozpiąłem spodnie i zsunąłem je na dół. Ułożyłem je starannie koło koszuli. Wsunąłem język między zęby przygryzając go delikatnie. Będzie boleć. Ale jeżeli zrobię to szybo… zahaczyłem palcem o krawędź bokserek kiedy na moje ramiona upadło coś ciężkiego. Rozpoznałem ten ciężkar, to ciepło i ten zapach. Haori Suyo-sensei. Złapał mnie za twarz. Kątem oka dojrzałem przerażone spojrzenia kolegów. Przetarłem szybko łzy aby nikt ich nie dojrzał.- Wystaw język.- Rozkazał. Zrobiłem tak otulając się jego Haori. Uderzył mnie w głowę. Skrzywiłem się masując obolałe miejsce. Był zły. To chyba ja powinienem się wściekać?!- IDIOTO!- Ryknął. Znałem ten ton krzyku. Zmartwiłem go. Opuściłem głowę.- Ubierz się.- Dodał. Zabrałem się za szybkie ubieranie tak jak stałem.
- To… to… to…
- Izo zapowietrzysz się. Teraz już rozumiecie o co mi chodziło kiedy powiedziałem, że on milczy. Nie odzywa się.
- Ta…- Powiedział Doi patrząc na niego nienawistnie. Puknąłem go książką w głowę.- Bronisz go?!- Krzyknął. Kiwnąłem twierdząco głową. Pokręcił przecząco swoją i spojrzał na mojego opiekuna.
- Teraz za pewne gdybym go nie powstrzymał a on w 150% by to kontynuował pewnie byłby już martwy. Mimo sprzecznych uczuć i braku chęci wykonania mojego rozkazu wykonywał go dalej a jednocześnie szykował się do przegryzienia sobie języka.- Powiedział. Tylko na jednej osobie zrobiło to wrażenie. Izo uderzył mnie w głowę.
- IDIOTO!- Drugi raz tego dnia ktoś mnie tak nazwał.
- Rozumiem, że tylko ty rozumiesz powagę sytuacji.
- A jakbym miał nie rozumieć?! Gdyby przegryzł sobie język wykrwawiłby się na śmierć! IDIOTA!- Znowu mnie uderzył. Powstrzymałem go przed trzecim uderzeniem.
- Eh. Mam już dosyć.- Powiedział Doi. Spojrzałem na niego. Trzymał w ręku mój list. Znaczy się ten co dostałem go tydzień temu. Nim doskoczyłem do niego aby mu go zabrać list został ciśnięty w mojego Opiekuna. Spojrzał na niego. Zabrałem mu go sprzed nosa.
- Pieczęć Państwowa?- Zapytał wyciągając w moją stronę rękę (w stronę listu dokładniej). Ciskając w Doi’a piorunami z oczu i zgrzytając zębami na jego obojętne wzruszenie ramionami podałem list Suyo. Przebiegł szybo wzrokiem po liście.- Po lekcjach u mnie w gabinecie. A teraz wracajcie do pracy.- Powiedział i udał się na zaplecze.

^^~^^

- Wytłumacz mi dlaczego dowiaduję się o tym od innego ucznia?- Zapytał siedząc naprzeciwko mnie.- Możesz się już odzywać.
- Nie… nie wiedziałem jak mam to powiedzieć.- Powiedziałem cicho. Przyglądał mi się.- W końcu nie dostałem zgody na wydawanie jakichkolwiek dźwięków. No i…- Urwałem widząc jego spojrzenie. Spojrzałem się na swoje kolana.
- Eh. Zastanawiałeś się już nad tym co chcesz robić??
- Niespecjalnie.
- Chcesz mi powiedzieć, że przez tydzień nic nie wymyśliłeś?
- Przez tydzień myślałem jak Sensei’owi o tym powiedzieć.
- Nie mogłeś…- Urwał. Spojrzał gdzieś w bok.- Przepraszam.
- Nie chce tych przeprosin.- Powiedziałem szczerze. Spojrzał na mnie gwałtownie.
- Słucham.
- Nie chce ich. Powiedziałeś to bo musiałeś. To są fałszywe przeprosiny.
- Fałszywe?!
- Gdyby były prawdziwe to byś się patrzył na mnie a nie gdzieś w bok.
- Co ty dzieciak jesteś?!
- W porównaniu z tobą to tak!
- Miedzy nami są tylko dwa lata różnicy!
- I trzy szkoły!
- No dobra tutaj musze się zgodzić, że intelektualnie jesteśmy na innym poziomie.- Przyznał. Zakipiało we mnie ze złości.
- Nie zastanawiałem się nad tym. Nie sądziłem, że będę musiał robić to tak szybko.- Powiedziałem po prawie że minutowym milczeniu.
- Tłumaczyłem ci przecież że z dnia na dzień możesz trafić do klasy wyżej i masz się na to przygotować.
- No coś tam było wspominane.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Dzisiaj nie.- Powiedziałem szczerze. Pokręcił przecząco głową.
- Daje ci tydzień abyś zastanowił się nad tym co chcesz w przyszłości robić. Tylko się zastanów dokładnie i nie daj dupy przy wyborze zawodu. Pamiętaj, że to co wybierzesz będzie się ciebie trzymać do końca życia.- Powiedział. Nie spodobał mi się ten tekst z dawaniem dupy ale przytaknąłem twierdząco głową.

^^~^^

Wszedłem do świetlicy w której odbywały się właśnie zajęcia łączone. W sumie były to warsztaty prowadzone przez dwie dziewczyny, których nie znałem. Jedna z dziewczyn o długich niebieskich włosach i takim samym kolorze oczu ubrana w skąpe spodenki, długie getry oraz koszulkę w paski. Koło niej stała brązowo włosa i piwnooka dziewczyna ubrana w krótką spódniczkę i brązową koszulkę na ramiączkach.
- Czy już wszyscy??- Zapytała cichym głosem pierwsza z nich (niebiesko włosa). Ledwo co było ją słychać.
- Ok. Gównarzeria zamknąć ryje. Ostatnio nie mam zbytnio humoru więc japy na kłódki, ogony pod dupę i siedzieć mi spokojnie.- Na scenie pojawił się Katsuyoshi. Dał pstryczka tej co przemawiała w czoło i spojrzał na zgromadzonych uczniów.
- Ehem. Dziękujemy za pomoc.- Powiedziała ta druga. Sarkazm? To chyba usłyszałem w jej głosie.- Tak więc dzisiejszego dnia omówimy z wami kwestię wyboru zawodu. Poproszono nas o to ponieważ nie tak dawno same wybierałyśmy zawód. Może was to zdziwić, bo zawód będziecie wybierać dopiero za kilka lat, ale da wam to do myślenia. Zacznijmy może od przedstawienia. Nazywam się Yuke. Mój zawód to: Nawigator. Łowca.
- Witam. Ja z kolei jestem Suko. Łucznik. Łowca.- Obie przedstawiły się skłaniając się przed nami. Kolejni łowcy.
** 25 minut później**
Szczerze, to nie rozumiałem niczego z tego co one tam mówiły. Jedna mówiła strasznie głośno, drugą było ledwo co słychać. Przysypiałem na krześle powstrzymując się z całej siły przed zrobieniem takiego głupstwa. Coś świsnęło koło mojego ucha kiedy moja głowa opadła na bok w chwili krótkotrwałej drzemki. Coś odbiło się od ściany za mną. Odwróciłem się. Plik kluczy. Już je widziałem. Podniosłem je i rozejrzałem się dookoła siebie. Katsuyoshi stał na scenie. Wszyscy gapili się na mnie zaciekawionym spojrzeniem. Schowałem klucze do kieszeni i usiadłem na krześle zamykając oczy.
- Kpisz sobie ze mnie?!
- Już kiedyś powiedziałem, że bym nie śmiał.
- Spać w szkole?!
- Nie śpię.
- Przecież kurwa widzę!- Otworzyłem oczy. Darł się niemiłosiernie.
- Tak, tak. Jak zawsze masz rację.- Machnąłem od niechcenia ręką. Nikt się nie mieszał. Wszyscy już się przyzwyczaili do mojego zachowania i tego, że (rzekomo) nic a nic się go nie bałem.
- Nao!
- Czego?!
- Wyjdź!- Warknął. Wzruszyłem ramionami i wstałem ze swojego miejsca. Zabrałem ze sobą swój plecak. Wyszedłem z Sali i udałem się w sobie tylko znanym kierunku.

^^~^^

Ktoś od kilku sekund pukał w drzwi. Otworzyłem oczy. Chłopaki musieli wrócić do domu ponieważ któryś z nich okrył mnie kocem jak zasnąłem na kanapie w salonie. Wstałem z łóżka. Trąc oczy udałem się do drzwi. Otworzyłem je i zamknąłem tak szybko jak je otworzyłem. Musiałem nadal spać.
- Liczę do pięciu bo jak nie to wywarze te drzwi.- Usłyszałem psychopatyczny głos. Czyli jednak mi się nie śniło. Otworzyłem drzwi na oścież i wróciłem do salonu kładąc się na kanapie. Przykryłem się kocem zamykając oczy. Wszedł do salonu. Usłyszałem jak sprężyny w fotelu przy kominku skrzypią kiedy na nim usiadł. Milczał. Po jakiś pięciu minutach ciszy, którą miałem nadzieję, że on przerwie wypuściłem głośno powietrze i spojrzałem na niego. Patrzył na mnie zza swoich splecionych palców.
- Jeżeli chodzi o to co się dzisiaj stało na tym apelu to nie będę przepraszać bo naprawdę nie spałem.
- Widziałem coś innego.
- Na chwilę zamknąłem oczy i Sensei to zobaczył. A mogę dobrze powiedzieć co było wtedy mówione. Przecież Sensei wie, że przestaje kontaktować chwilę przed snem.- Powiedziałem.
- Dlaczego ty mnie tak prowokujesz? Czy to dlatego, że jako twój Opiekun poświęcam ci za mało czasu? Chcesz abym więcej ci go dawał?- Zapytał. Zadrżałem przerażony.
- Nie dziękuje. Nie skorzystam. Tak się składa, że tyle czasu ile mi poświęcasz wystarcza mi idealnie.
- Jestem dla ciebie za wredny, za brutalny?
- Gdybyś nie był to z takim czasem jaki mi poświęcasz wlazłbym ci na głowę i nie miałbyś
u mnie posłuchu.
- Czyli wszystko sprowadza się do małej ilości czasu?
- Będziesz ze mną przesiadywał nawet siedem godzin dziennie a i tak będę robić co mi się podoba w ramach zdrowego rozsądku abym mógł przeżyć.- Powiedziałem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.- Nie chciałem iść do szkoły. Wszyscy o tym wiedzą. Jeszcze na domiar tego dostaję Czarną Wdowę na Opiekuna, którego częściej nie widzę niż widzę. A kiedy się pojawia to załatwia ze mną przestarzałe sprawy sprzed miesiąca nawet. Na bieżące problemy nie mamy czasu. Z racji twojej pracy dość często obrywa mi się za byle gówno bo po prostu jestem pod ręką. Przyzwyczaiłem się już do tego. Ale jako twój podopieczny uważam, że powinieneś chociaż wiedzieć kiedy kłamię. Przecież obiecałem, że jeżeli będę miał skłamać to po prostu się nie odezwę. Ale powiedziałem, że nie spałem to mi nie uwierzyłeś. Nie chcę miłego, opiekuńczego i przyjaznego opiekuna. Chcę Opiekuna, który mi ufa i wierzy we mnie. Ale widocznie przeliczyłem się. Więc proszę mi powiedzieć po co przyszedłeś i wyjdź. Nie mam ochoty na żadne kłótnie już dzisiaj.- Dodałem i zamknąłem oczy.
- Klucze.
- Co??
- Oddaj mi klucze.
- Jakie klucze?
- Te którymi w ciebie rzuciłem. Nie mogę się bez nich do mieszkania dostać.- Powiedział. Spojrzałem na niego. Mówił prawdę. Wyciągnąłem je z kieszeni spodni i rzuciłem w jego stronę. Odwróciłem się do niego tyłem.
- Wie Sensei gdzie są drzwi. Dowiedzenia.- Powiedziałem okrywając się szczelnie kocem. Niech on już wyjdzie. Za dużo powiedziałem i teraz nie mogę na niego patrzeć.
- Pomyśl na spokojnie o zawodzie jaki cię interesuje. Poczytaj o nim. I zobacz czy się do niego nadajesz.- Powiedział. Po chwili usłyszałem odgłos zamykanych drzwi.

** tydzień później*/*
Siedziałem u niego w gabinecie. Wczoraj wrócił z kolejnej misji na zewnątrz. Miał rozwaloną brew. Ciekawe co się tam wydarzyło. Pił ciepłą herbatę. Spojrzał na mnie wyczekująco kiedy wyciągałem ze swojej teczki formularz zgłoszeniowy.
- Wypełniłeś go?
- Tak.
- A jeżeli nie wyrażę zgody na ten zawód?

- To będę bezrobotny do końca życia. W końcu to Sensei mi powiedział, że mam wybrać dokładnie zawód bo to JA będę się w nim męczył do końca życia. JA nie SENSEI.- Powiedziałem
i podałem mu formularz zgłoszeniowy. Przebiegł po nim szybko wzrokiem pijąc po woli herbatę. Zadławił się kaszląc głośno. Spojrzał na mnie niedowierzająco upuszczając formularz zgłoszeniowy. Spoglądałem na niego upartym wzrokiem. Zdania nie zmienię. Na formularzu w rubryce opisanej: Numer i nazwa wybranego zawodu. Widniał napis…
**************************************************************************

I jak?? Podobał wam się...?? Mam nadzieję, że tak. A teraz wracam do oglądania nowego Anime, które wręcz pokochałam.:D

Kolejny rozdział będzie nosił tytuł:9. „Bo chcieć to móc. Nic poza tym jak na razie się nie liczy”. 9

niedziela, 13 października 2013

7. „Kiedy jesteś nieszczęśliwy szukasz kogoś, kto jest w gorszym położeniu niż ty.” 7.

hej, hej, hej!!
Dzisiaj z racji tego, że przetrzymałam was do końca planowanego terminu dodania rozdziału nie będę już taka wredna i dodam go teraz a nie pod koniec dnia.
Z góry przepraszam, za to co powiem teraz, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Na kolejny rozdział (ttaj i na moim drugim blogu) musicie niestety dłużej poczekać (koniec pierwszej połowy listopada początek drugiej połowy listopada: od 15.11 do 22.11). Za tydzień idę do szpitala i po prostu nie wiem kiedy mnie wypuszczą więc nie wiem czy wyrobiłabym się z wcześniejszym napisaniem rozdziału. Mam nadzieję, że będziecie choć troszkę wyrozumiali i wybaczycie mi ten długi postój.
A teraz zapraszam do czytania:D mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba:)
*******************************************************************************
 Naora. Dziwna dziewczyna. Mogę to powiedzieć z czystym sumieniem nie martwiąc się o to, że mnie usłyszy i się na mnie obrazi. Fakt. Usłyszeć może mnie usłyszeć, ale nie obrazi się na mnie. Wiem to ponieważ sama mi powiedziała, że każdy kto ją zna mówi, że do normalnych to ona nie należy. W sumie nie znam nikogo kto byłby normalny. W tym świecie każdy ma jakiś defekt, dysfunkcje bądź coś tam innego. A czym różni się ona od np. mnie?
Otóż… gdyby tak wyjaśnić bez wyjaśniania na dobrą rękę chodzi o to, że Naora jest i magiem i wybrańcem jak i zwykłą uczennicą. Ma to związek z promieniowaniem jakie zaczęło działać na powierzchni tuż po katastrofie. Naora potrafi być magiem różnego kalibru przez pięć sekund po czym mdleje na minutę i tak w kółko. Tylko jeżeli zemdleje moc jej czaru gaśnie tak więc i znika magia jaką stosowała. Może również wytwarzać płodne komórki jajowe, które żyją tylko pięć sekund po czym umierają. Jedyne co może robić dłużej niż pięć sekund i co nie umrze jak zamknie oczy to bycie zwykłym człowiekiem. I to jej wychodzi najlepiej.
Powiedziała mi o tym miesiąc po naszym poznaniu się. Byłem naprawdę zaskoczony kiedy mi to powiedziała. To właśnie ona podesłała mi obraz tej Łowczyni kiedy byłem na przesłuchaniu. Skorzystała wtedy z magii telepatii. I to właśnie ona teraz stała na środku klasy w trakcie zajęć łączonych z Suyo-sensei i rozglądała się po klasie kiedy on szukał czegoś na zapleczu. Uśmiechnąłem się do niej siedząc na końcu klasy i bujając się na krześle.
Mój Opiekun wszedł do klasy zasłonięty stosem jakiś kartonów.
- Ile razy mam ci powtarzać, że masz się nie bujać na krześle?- Padło chłodne pytanie. Postawiłem delikatnie nogi krzesła na kamiennej posadzce klasy. Przyglądałem mu się uważnie.
Po tym jak wróciłem z jaskini minął już tydzień. Przez ten okres czasu nie miałem łatwego życia. Wszyscy się mnie o coś czepiali, ciągali mnie po jakiś urzędach, na przesłuchania, musiałem zapierdzielać w szpitalu równo z każdej strony jak i w szkole. Również chwile spędzane z nim w gabinecie nie należały do najprzyjemniejszych. Ale mogę powiedzieć z dumą, że siedząc tydzień na drewnianym startym krześle w samej bieliźnie i milcząc gapiłem się na niego smagany zimnym powietrzem nauczyłem się idealnie odczytywać jego gesty, zamiary, myśli. O. Właśnie teraz rozglądał się niby od niechcenia po swoim biurku rozpakowując jednocześnie jeden z kartonów. Szukał czegoś. A mianowicie…
- Poszedł z nim Sensei na zaplecze. Tam go znajdziesz.- Powiedziałem przyglądając się Naora’e, która z kolei nie spuszczała wzroku z niego. A żeby było śmiesznie cała klasa spojrzała na mnie. Wrócił po chwili niosąc w ręku swoje czarne pióro.
- Tak jak zacząłem mówić na początku, każde z was w sumie z nas tak na dobrą sprawę jest magiem.- Kontynuował wcześniejszy wywód. Wszyscy z niezrozumieniem wypisanym na twarzy spojrzeli na niego.- Tutaj w Sferze 22 jak i innej powietrze z powierzchni jest przetaczane przez wiele kondygnacji filtrów więc wy osobiście wdychacie czyste powietrze. Jeżeli jednak któreś z was było by podatne na gen X wtedy nawet jeżeli byście wdychali najczystrze powietrze to wasz wrażliwy organizm i tak wszedł by w reakcje z minimalną ilością promieniotwórczych pierwiastków znajdujących się w powietrzu. Tyle, że żaden z was nie jest magiem więc nie ma rekacji. Jeżeli z kolei wyszlibyście na powierzchnie nie mając na sobie Synaptorów to niestety już nic by was nie uratowało. Czy to wyjdzie Łowca, Normalny człowiek, medyk, Wybraniec. Każdy zacznie mutować i nie będzie mógł wrócić do domu. Za chwile rozdam wam wszystkim Synaptory. Założycie je grzecznie na siebie i będziecie czekać.- Powiedział podając każdemu z osobna pewne drewniane pudełeczka. Zajrzałem do swojego. Znajdował się tam jakby plastikowy półokrągły kolczyk jakby do wargi, tylko grubszy.- Teraz wszyscy wyciągniecie swoje Synaptory. Nie odkręcajcie kulek. W nich znajduje się słabe antidotum które oczyści powietrze w waszych nozdrzach jeżeli istnieje możliwość mutacji. Jeżeli jesteście na powierzchni i antybiotyk zostaje doprowadzony do waszego ciała Synaptor wydaje potworny dźwięk słyszalny w obrębie stu kilometrów. Wtedy inny Łowcy którzy z wami wyszli do góry muszą dostarczyć was jak najszybciej do Zsypu. Wracacie pod ziemie. Jeżeli macie szczęście jesteście ludźmi jeżeli nie, nie macie szansy nawet pożegnać się ze znajomymi. Teraz tak. Synaptory zakładamy w ten sposób…- Po zaprezentowaniu nam tego jakże skomplikowanego zadania jakim było nasunięcie synaptorów jak kolczyka dla byka tylko, że kuleczki umieszczamy we wnętrzu nosa nasz Sensei spojrzał na Naorę. Ona jako jedyna nie dostała Synaptora.- Gotowa??
- Tak.- Odpowiedziała i stanęła koło niego. Trzymał w ręku jakiś mały pistolecik. Mierzył w jej szyję. W drugiej ręce zegarek. Naora podeszła do jednego z kartonowych pudełek i wyciągnęła z niego metalową skrzynkę, która zaskwierczała w jej ręku jakby ktoś położył na gorącą blachę kostki lodu. Otworzyła ową skrzynkę i wyciągnęła z niej trochę zielonego piachu unosząc go do góry aby nam pokazać. W tym samym momencie jej ciało stanęło w płomieniach a z jej ust wydobył się przeraźliwy krzyk. Poderwałem się na równe nogi, ale po chwili wszystko ustało a ja zostałem odprowadzony na swoje miejsce jednym chłodnym spojrzeniem.
- Jak dobrze mogliście zauważyć wasza koleżanka gdyby w jej przypadku mutowanie było możliwe za pewne była by magiem ognia.
- Chcesz mi powiedzieć, że ta cała szopka była tylko po to aby jakaś banda degeneratów mogła zobaczyć co się stanie jak nie…- Nie mogłem znaleźć słów łypiąc na niego gniewnie kiedy zanosił na rękach nieprzytomną Naorę na zaplecze. Wrócił po chwili i spojrzał na mnie chłodnym spojrzeniem.
- Tak. Po to to właśnie było.
- Czyś ty do reszty rozum stracił?
- Licz się ze słowami.- Warknął. Uniosłem się na sztywnych nogach i ignorując go jak i cała klasę udałem się na zaplecze.- Pozwoliłem ci opuścić swoje miejsce?
- Chyba powinieneś wiedzieć, że w takim momencie to do mnie nie podchodź.- Odpyskowałem zaglądając jej pod powieki. Wszedłem ponownie do klasy wiedząc za Naora za chwilę powinna wstać. Odskoczyłem przed jego ręką zmierzająco w moją stronę. Zaskoczony spojrzał na mnie. Pokręciłem przecząco głową i zająłem swoje wcześniejsze miejsce. Ktoś zapukał cicho do klasy, po czym do środka wszedł Toshio.
- Tak?- Katsuyoshi nie był zadowolony jego widokiem.
- Dostaliśmy wezwanie.
- Co znowu się stało?
- Chodź ze mną. Wyjaśnię ci wszystko po drodze. Yaichiro poszedł już po Ryu.
- Długo to zajmie czasu??
- Jutro będziesz w szkole nie martw się.- Powiedział. Suyo wypuścił głośno powietrze i zgarnął swoje rzeczy do torby.
- Nao…
- Wiem.
- U mnie w gabinecie?
- A uczniowie Ryu-sensei’a gdzie będą?
- Na świetlicy. Zawsze ich tam zostawia.
- Mogę ja też?- Zapytałem. Spojrzał na mnie uważnie.
- Znasz tam kogoś??
- Prawie wszystkich.
- Dobra.- Zgodził się. Uśmiechnąłem się delikatnie. Odprowadziłem go wzrokiem. Toshio spojrzał na mnie czujnie.
- Młody tylko się zachowuj.- Powiedział. Klasa spojrzała zaciekawiona po sobie nie wiedząc do kogo mówił nieznany im Łowca.
- Wiem.
- Żebym nie musiał znowu cię szukać.
- No WIEM.
- Nao…- Mój Opiekun zerknął na mnie przez ramię. Wypuściłem głośno powietrze i machnąłem od niechcenia ręką jakbym odganiał się od natarczywej muchy.
- Wiem, wiem. Po lekcjach wrócę grzecznie do domu.
- Idziemy. Teraz możecie udać się do świetlicy. Nao zostaniesz z Naora w klasie i sprzątniecie cały sprzęt. Tylko nie dotykaj pyłu. A Synaptory masz zabrać od innych dopiero jak pył zostanie zabezpieczony.- Powiedział i wyszedł z klasy w momencie kiedy Naora weszła do środka.

^^~^^

Siedziałem na świetlicy naprzeciwko Giheia. Tylko my we dwoje zostaliśmy z kartami. Graliśmy teraz o wygraną. Jeżeli ja wygram mogę mu rozkazać co tylko zechcę. Jeżeli on wygra to wtedy role się odwrócą. Muszę wygrać. Za wszelką cenę muszę wygrać.
- Masz 17-stkę.- Powiedział w końcu Gihei. Graliśmy w dość prostą z reguły grę karcianą. Przyglądałem mu się uważnie. Wziąłem głęboki oddech.
Powiedz 49.
Usłyszałem w głowie głos który przerwał mi tok myślenia i zgubił w moich myślach gdzieś cudowną dwudziestkę jaką chciałem właśnie podać.
- 49.- Powiedziałem. Ja położyłem swoje karty na stole które wskazywały 25. On swoje które pokazywały równiutko z każdej strony 49. Uśmiechnąłem się strzelając ze swoich kostek.
- Sądząc po twojej minie szykujesz mu coś mocnego.- Zaśmiał się Doi. Koło niego siedziała Naora.
- Chcesz to usłyszeć przy nich czy na osobności?- Zapytałem dając mu możliwość wyboru. Zmierzył mnie od góry do dołu. Zadrżał.
- Na… na osobności.- Wydukał. Wstałem bez słowa i kiwając na niego głową nakazałem mu iść za sobą. Wyszliśmy ze świetlicy i stanęliśmy przy drzwiach.- Słucham. Co mam robić?
- Najpierw powiedz jaka będzie kara jeżeli tego nie zrobisz?
- No nie wiem. Wymyśl ty.
- Jesteś tego pewien?
- Tak.
- Ok. No to pomyślmy…- Podrapałem się po brodzie wywalając oczy na sufit.- Ok. Wiem. Do momentu aż nie ukończę 4 poziomu nauczania i nie opuszczę szkoły będziesz do niej chodził…w damskim mundurku.- Zadecydowałem. Otworzył szerzej oczy.- Wiesz oczywiście, to się wytnie tamto się wklei. Włoski zapuścisz, trochę się ciebie pomaluje, przebijemy uszka. Butki też odpowiednie dla dziewczynki.- Dodałem. Pokręcił przecząco głową.- Co? Sam przecież powiedziałeś, że mam wybrać karę.
- Ale bez przesady. Przecież ty będziesz jeszcze dobre z trzy lata do szkoły chodził.
- To jeżeli nie dotrzymasz umowy zakładu lepiej módl się abym skończył ją do końca następnego roku.
- A jeżeli nie zrobię i tego i tego??- Zapytał. Spojrzałem na niego uważnie. Odsunął się ode mnie.- Mówię tylko „Jeżeli”. Tak się pytam,
- Wtedy na jakimś z apeli porządkowych nim przyjdą nauczyciele wciągnę cię na scenę, rozbiorę cię do naga, przywiąże przodem do całej szkoły do krzesła rozkraczonego jak żabę na liściu i umieszczę w tobie włączony wibrator. Zostaniesz tak do przyjścia jakiegoś z nauczycieli. Pamiętaj, że zrobię to tak abyś dłuuuugo tak siedział.- Powiedziałem. Przerażony kiwnął głową na znak, że rozumie o co mi chodzi.
- No to co mam zrobić za przegraną grę.
- Do momentu aż ci nie powiem masz udawać…- Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się gorzko.- Mojego chłopaka.
- Nao!- Krzyknął cofając się ode mnie.
- Chodzenie za ręce, przytulanie się, słuchanie się mnie, miłe słówka, mizianie po włosach ewentualnie całus w policzek. Nic więcej. Wiesz, randki też w to wchodzą. Odpada tylko seks i całowanie.
- Ale… ale dlaczego?!- Zawołał zrozpaczony.
- Bo ja tak chcę.- Powiedziałem. Pokręcił przecząco głową.- Chcesz chodzić po szkole w spódnicy?!
- Ale… Nao…
- Sam dałeś mi wolną rękę.
- Powiedź mi…dlaczego…?
- Czy nie powiedziałem wyraźnie… bo tak chcę.
- Na jak długo?
- Aż mi się nie znudzi.
- W szkole, domu, na ulicy też?
- Wszędzie gdzie ktoś nas może zobaczyć. O prawdzie wiemy tylko my dwaj.- Powiedziałem.- Nie toleruje zdrady ani nic w tym rodzaju.- Otworzyłem drzwi od świetlicy.- Nikt ma się o tym nie dowiedzieć.
- To co chcesz powiedzieć reszcie?
- Że przez najbliższe dwa tygodnie sprzątasz w domu toaletę.- Zaśmiałem się. Popchnął mnie mocno do przodu aż wpadłem na drzwi.
- Nao!! Ty idioto!- Krzyknął i uciekł w głąb korytarza. Pomasowałem obolały bark i usiadłem na swoim miejscu.
- Co ty mu zrobiłeś?
- Powiedziałem mu co ma robić w ramach przegranej.
- I tak zareagował?
- Chyba zareagował na karę jaką wymyśliłem jak nie dotrzyma wytycznych przegranej.
- A co to za kara?
- A takie tam coś.- Powiedziałem drapiąc się po nosie i uśmiechając się delikatnie. Gihei usiadł koło mnie nie patrząc w moją stronę. Poczułem przy swojej nodze ciepło jego nogi. Wychyliłem się w jego stronę kładąc głowę na zgiętej ręce.- Gniewasz się nadal?
- Spadaj.
- Oj przestać. To nie potrwa długo.
- Weź się odw… NAO!- Krzyknął kiedy delikatnie uszczypnąłem zębami jego ucho. Głupio się tak czułem. Doi i Naora patrzyli na mnie zaskoczeni.
- Słucham?- Zaśmiałem się cicho.
- Nie rób tak.
- Bo??
- Głupek.- Mruknął pod nosem i położył twarz na stoliku tak jak i ręce. Wróciłem do rozmowy z pozostałymi. A w sumie spojrzałem na ich zaskoczone miny. Gihei odwrócił twarz w drugą stronę i położył na mojej dłoni swoją chłodną jak lud dłoń. Spojrzałem  na niego z ukosa. Nie zabrałem ręki… była zimna…

^^~^^

Robiliśmy tak już od tygodnia. W szkole aż huczało od plotek. Gihei chodził za mną, na lekcjach siedzieliśmy razem, do szkoły i ze szkoły chodziliśmy razem, zawsze trzymając się za ręce. Dzień po tamtej rozmowie wchodząc do szkoły trafiliśmy na korytarzu na Ryu-senseia…
- Naoki pozwolisz za mną.- Powiedział. Spojrzałem na niego trzymając za drżącą dłoń Gihei’a.
- Areszt już odbębniłem, więc jeżeli chodzi o sprawy szpitalne to nie mam o czym z sensei’em rozmawiać. W szkole tak samo, ponieważ wszystkie sprawdziany mam zaliczone jak i wszystkie wypracowania oraz prace domowe oddane.
- Nie dyskutuj ze mną.- Powiedział.
- Nie pójdę.- Powiedziałem ciągnąc Gihei’a za sobą. Drogę zaszedł mi mój Opiekun. Gihei spojrzał na mnie zaskoczony kiedy temperatura mojego ciała musiała spaść o jakieś pięć stopni w dół.
- Nao w tej chwili masz wykonać polecenie Ryu-senseia.- Powiedział opierając się o futrynę drzwi prowadzących do klasy w jakiej miałem mieć teraz zajęcia.
- Poczekaj na mnie w klasie. Niedługo do ciebie wrócę.- Powiedziałem do Gihei’a przytulając go mocno.- Będzie dobrze.
- Nie idź…
- … zagrzej mi krzesełko swoim zgrabnym tyłkiem.- Powiedziałem i potargałem mu włosy idąc za nauczycielem od biologii. Mijaliśmy kilka znajomych twarzy, ale jakoś zbytnio się im nie przyglądałem. Weszliśmy do jego gabinetu. Drzwi zamknęły się za mną z cichym pyknięciem
a ciemne palce zakleszczyły się na mojej szyi unosząc mnie delikatnie do góry.
- Co ty kurwa odpierdalasz za szopkę z Giheiem?!- Warknął do mojego ucha. Nie poznawałem jego delikatnej i wiecznie uśmiechniętej twarzy przyjaznego nauczyciela bioli.
I najbardziej zaskoczyło mnie to, że tak otwarcie przyznał się do tego iż coś go łączy z jakimś uczniem. No może nie jeszcze aż tak otwarcie ale to już tylko kwestia czasu. Podrapałem ramię dłoni przygważdżającej m mnie do ściany, ale nadal nie puszczał.- Nie myśl, że ujdzie ci płazem to, że położyłem na nim swoje łabska. Zapamiętaj to!- Dodał. Nie miałem już czym oddychać. Zamknąłem oczy.
Nao nie rób tego. Katsuyoshi cię gołego powiesi na maszcie szkoły!
Usłyszałem głos w głowie, ale było już za późno. Jeden szybki ruch wykonany z zamkniętymi oczami. Osunąłem się po ścianie w dół kiedy ręka ściskająca moje gardło zniknęła z niego a jej właściciel wylądował na ziemi trzymając ją kurczowo przy swoim torsie. Sądząc po tym jak wyglądała musiałem ją złamać w dobrych trzech miejscach.
Kurwa! Przesadziłeś! Mogłeś to robić bez łamania!
Wiesz, że ten ruch zawsze łamie kości.
To mogłeś połamać mu ją tylko w jednym miejscu, a nie w trzech. Suyo tutaj idzie! Spierdalaj!
Phi! Gdzie kurwa?!
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wpadł mój Opiekun, a za nim jak cień Gihei. Obaj spojrzeli najpierw na Ryu-sensei a później na mnie.
- Co się tutaj wyprawia?!
- Rozmowa dyscyplinarna, nie widać?- Odpyskowałem wstając z ziemi.- Jeżeli będę miał jakieś siniaki na szyi to cię kurwa plastikową łyżeczką wykastruję!- Warknąłem na Ryu-sensei. Moja twarz wylądowała na biurku. Lewa ręka została przytrzymana. Zimne palce zaciskały się na moim karku.
- Licz się ze słowami gówniarzu.- Syknął Katsuyoshi trzymając mnie mocno. Nie szarpałem się. Gdyby trzymał moją drugą rękę… ale nie trzymał jej.
- Nao… Ryu-sensei…
- Kazałem ci w klasie cze…- Nie mogłem nic więcej powiedzieć. Jeżeli poluźnię mięśnie szyi to zmiażdży mi kark.
- Ryu dlaczego dusiłeś mojego podopiecznego.- Warknął mój Opiekun.
- Nie mieszaj się do tego.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić a czego nie. To mój podopieczny.
- Sam go pobiłeś! Sam go dusiłeś! Więc się odjeb!
- To MÓJ podopieczny.- Powiedział. A wręcz warknął. Nie widziałem jego twarzy ale mogłem ją sobie wyobrazić.- Czy mam teraz tutaj skręcić kark temu dzieciakowi?!- Krzyknął. Gihei odsunął się od niego przerażony. Ryu zasłonił go swoim ciałem.
- Tylko spróbuj.- Warknął na niego. Widziałem jego twarz. Nieźle musiała mu dokuczać ta ręka.- Nao następnym razem to ja zabiję ciebie jeżeli jeszcze raz się do niego zbliżysz albo go ruszysz!- Krzyknął na mnie. Pozwoliłem aby odebrano mi sporą część powietrza.
- A to… niby… dlaczego?- Wycharczałem spomiędzy jego palców.
- Ponieważ on był, jest i będzie mój!- Krzyknął. Katsuyoshi poluźnił uścisk ale nie pozwolił mi się wyprostować.
- Nie widziałem aby był podpisany w jakimkolwiek miejscu na ciele.
- Zapamiętaj to sobie!
- Mogę chodzić z kim chcę.
- Odpierdol się od niego.
- Bo co? Ktoś kto gówno o nim wie, nie rozumie go i w ogóle traktuje go jako swoją zabawkę ujścia napięcia seksualnego nie ma prawa mi mówić, że mam się odwalić od niego. Ja go darze ciepłymi uczuciami. Nie pozwolę aby się czegoś bał, aby cierpiał. Jestem jego chłopakiem i to sto razy lepszym niż…- Katsuyoshi został odepchnięty a ja znowu wisiałem w powietrzu! Zrobił to! Ze złamaną ręką! Suyo-sensei wpadł na biurko przewracając je na bok. Poderwał się na równe nogi
i doskoczył do niego gniotąc mu gardło. Wtedy to Gihei skoczył mu na ramię i zatopił w nim zęby.
- K…Kocham…- Wycharczał siny na twarzy.
- Phi! Pff…- Bez problemu uwolniłem się z jego uścisku.- Idę na lekcję.- Oznajmiłem ni
z gruszki ni z pietruszki. Zatrzymałem się przy drzwiach patrząc przez ramię na ich skamieniałe mordy.- Jeżeli Gihei jeszcze raz przez ciebie zapłaczę to ci go sprzątnę sprzed nosa.- Powiedziałem
i wyszedłem idąc szybkim i pewnym krokiem przez korytarza. Dzisiaj właśnie na tej lekcji powinienem mieć sprawdzian z EPTA. Jeżeli się na niego spóźnię to mnie babsko wredne usadzi
w kozie po lekcjach. A nie chce mi się zostawać dłużej w tej instytucji bez powodu. Otworzyłem drzwi od klasy.
- O Nao właśnie sprawdza…- Nauczycielka stała przy biurku z dziennikiem w ręku. Przerwała swoją wypowiedź kiedy moje ciało zostało uniesione do góry i plecami boleśnie uderzyłem o ścianę. Jedna ręka. Starczyła tylko jedna jego ręka zaciśnięta na moim mundurku aby uniósł mnie wysoko nad podłogę klasy i przycisnął mocno do ściany. Złapałem go za przegub ale wiedziałem, że to i tak nic nie da.
- Po tej lekcji. W. MOIM. GABINECIE. BEZ. GADANIA.- Warknął. Ledwo widocznie kiwnąłem twierdząco głową. Puścił mnie i wyszedł bez słowa z klasy. Osunąłem się po ścianie kaszląc głośno i trzymając się za gardło. Ryu przy nim to słaba panienka jeżeli chodzi o duszenie. Oddychanie mnie bolało. Shoken-sensei klęczała przede mną.
- Nao wszystko w porządku? Możesz oddychać? Czy coś cię boli?- Zapytała wyciągając do mnie rękę. Zatrzymałem ją jednym ruchem dłoni świadczącym, że nie potrzebuje pomocy.
- Żyję więc jest dobrze.- Powiedziałem wstając ledwo na nogi. Cała klasa gapiła się na mnie jak na jakiś okaz w zoo.
- Czy on tak zawsze?- Zapytała. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się mrużąc przy tym oczy.
- Czasami jak ma zły humor to zdarzy mu się to i owo.- Powiedziałem i zabierając swój plecak z ziemi usiadłem na swoim miejscu.- Proszę sobie tym głowy nie zawracać.
- Pójdziesz do niego po lekcji?
- A mam inny wybór?- Zapytałem kpiąco wyciągając z plecaka książki.
- Zostań tutaj.
- Życie mi jeszcze miłe. Wtedy to na pewno mnie zabije jak się nie pojawie w jego gabinecie.- Powiedziałem.
- Nao. Tak nie można. Przecież on jest niezrównoważonym…- Uderzyłem pięścią o ławkę.
- Proszę przestać. To mój Opiekun więc proszę się do tego nie mieszać.- Poprosiłem ją patrząc na tablicę. Co było jednoznaczne z urwaniem przeze mnie tematu.
***********************************************************
to koniec na dzisiaj. Mam nadzieję, że wam się spodobało:)
Pozdrawiam:
Gizi