:)

:)
Na zgliszczach świata powstaje nowy a w centrum tego świata rodzi się miłość

poniedziałek, 2 marca 2015

26. „Nie płacz, że nie masz gdzie iść… niektórzy nie mają gdzie wracać.” 26.

Hejka:)
Powoli zbliżamy się ku końcowi naszej historii i przygody Nao w świecie Podziemi oraz świecie Magów. Mam nadzieję, że dotrwacie z nim do końca:)

Ostatnio doszły mnie słuchy, że Blogger ma zablokować blogi z treścią przeznaczoną dla osób od 18-stego roku życia. Jeżeli tak się stanie, to będzie dla mnie masakra, bo okaże się, że na sam koniec opowiadania będę musiała przenosić całe opowiadanie na inny blog. A to może być co nie co trudne. Ale jeżeli tak się stanie, to wtedy na moim drugim blogu podam wam namiary na bloga na którego przeniosę historię Nao.

Kolejny rozdział dodam 1.04. Nie żeby było w kolejnym rozdziale coś z czego moglibyście się pośmiać. Po prostu taką sobie datę wybrałam bo chciałam i już.

Dziękuje za dwa ostatnie komentarze. Komuś może się to wydawać, że to mało, ale dla mnie one bardzo wiele znaczą.

Dobra nie marudzę wam już bardziej tylko zapraszam do czytania kolejnego rozdziału:)
**********************************
Siedziałem na wysokim krześle rozglądając się powoli dookoła siebie. Czułem na sobie masę spojrzeń, ale nikt nie raczył odezwać się chociaż by i słowem. Rozejrzałem się dookoła siebie oceniając typ wioski. Swoim kształtem przypominała ona okolnicę. Dookoła mnie znajdowało się wiele domów. Małych, dużych. W jednej kolorystyce. Spojrzałem na wielkie drewniane pale taczające wioskę oraz ogromne wrota, które stały otworem. Podejrzewam, że nocą są one zamykane. Tylko dlaczego? Przed czym Magowie się bronili? Ponownie spojrzałem na osobę stojącą przede mną.
- Musisz mi o to suszyć głowę?- Zapytałem zrezygnowany wypuszczając głośno powietrze z płuc. Eizo w ostatniej chwili przytrzymał ją przed moją twarzą. Cofnąłem się na tyle na ile pozwalało mi krzesło. Jeszcze chwila i bym dostał.
- Czyś ty do reszty zwariował?! Po co ci to było?! Co?! Jak już siedziałeś tyle czasu z mordą na kłódkę to trzeba było dalej to ciągnąć!
- Fumi zejdź ze mnie. Dobrze wiesz dlaczego to zrobiłem więc po co się mnie o to pytasz?- Zapytałem. Oparłem głowę na dłoni i spojrzałem na nią.
- Jesteś idiotą Naoki! Prawdziwym idiotą! Wiesz co to będzie jak on się dowie kim jesteś?!- Wydarła się. Drgnąłem i spojrzałem na jej nogi. To, że będzie zły to mało powiedziane.
- Dam radę.- Powiedziałem cicho.
- Ta. Wmawiaj sobie dalej. Eizo weź się nim zajmij. Ja go nie chcę widzieć. Głupi bachor!- Warknęła i zniknęła w tłumie zebranych magów. Siedziałem tak dłuższą chwilę.
- Naoki?- Zapytał cicho Eizo. Spojrzałem na niego. Pierwszy raz widziałem u niego taki typ twarzy. Zatroskany.
- Nao wystarczy.- Powiedziałem. Kiwnął głowa.
- Nie masz sensorów więc…
- Tak. Jestem Magiem.- Powiedziałem. Przez tłum przebiegł cichy szmer. Wyłapałem słówka „Mag” oraz „Łowca”. Uśmiechnąłem się blado.- Byłem nim wcześniej niż wy wszyscy.
- Jak to?- Zapytał Koichi. Niebiesko włosy mag o niebieskich oczach ze Smoczym Bożkiem na ramieniu. Typ Magii: Kontrola X.
- Jakby wam to wytłumaczyć…?- Zastanawiałem się. Wyciągnąłem delikatnie rękę przed siebie, a jego Smok przyleciał do mnie. Usiadł mi na dłoni. Wiedziałem, że to jego miniaturowa wersja. Po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło. Zmrużył oczy i zwinąwszy się w kłębek położył mi pyszczek na dłoni. Mimo tego, że jego ciało pokryte łuskami miałem wrażenie, że dotykam najdelikatniejszego piórka na świecie.
- Miko?- Zapytał Koichi. A więc tak się nazywał jego Smok?
- Miko?- Zapytałem. Zwierzątko uniosło pyszczek i spojrzało na mnie.- Ty jesteś Miko?- Zapytałem. Otworzył swój pyszczek. Z jego wnętrza wydobył się cichutki pisk. Prawie jak trel ptaka. Uśmiechnąłem się. Spojrzałem na Koichi’ego. Otworzyłem zaskoczony oczy kiedy zauważyłem jak wszyscy pomijając właśnie Koichi’ego zatykając mocno uszy i z bólem na twarzy patrzą w moją stronę.
- Jak to zrobiłeś?- Zapytał zaskoczony chłopak.
- Ale co?
- No… to.- Zamachał w zawiły sposób rękoma. Patrzyłem na niego jak na idiotę.
- O co ci chodzi?
- Jak wytrzymałeś ten przeraźliwy skrzek?- Zapytał Eizo. Otworzył szeroko oczy kiedy wzdłuż mojej lewej nogi zaczął sunąć ogromny boa dusiciel. Owinął się dookoła mojej nogi , później zaczął podążać wzdłuż mojego tułowia aż do szyi. Owinął się delikatnie dookoła niej i położył swój łeb na moim barku.
- Smyk!- Krzyknął przerażony Sachi. Blondyn o szarych oczach. Typ Magii: Gadzi Pan.
- Sachi! Zabierz Smyka! Wiesz, że to agresywne…!- Krzyknął Eizo.
- Spokojnie.- Usłyszałem z tłumu głos Fumi. Spojrzałem w jej stronę. Przyglądała mi się uważnie.- Smyk mu nic nie zrobi. W ogóle Żadno zwierzę nic mu nie zrobi.- Dodała. Uśmiechnąłem się do niej. Wyciągnąłem obie ręce przed siebie. Łańcuchy zabrzęczały ostrzegawczo. Oba stworzonka wróciły do swoich właścicieli. Ciepło zniknęło z serca.
- Co to wszystko ma znaczyć?!- Zapytał oburzony Sachi.
- Jeszcze im nie wyjaśniłeś?- Zapytała. Pokiwałem przecząco głową.- Eh. A co im zdołałeś powiedzieć?
- To, że jestem dłużej magiem niż ktokolwiek z was.- Powiedziałem. Wypuściła głośno powietrze.
- Ok. Szybciej będę jak ja to powiem. I proszę was. Nie przerywajcie tylko uważnie słuchajcie.- Powiedziała. Nikt jej nie odpowiedział więc zabrała się za udzielanie im odpowiedzi na pytanie dotyczące mojej osoby.- Naoki jak wiecie to mój brat. Jestem jego starszą siostrą. Dwa lata różnicy. Urodziłam się człowiekiem. Nasi rodzice pracowali przy badaniach Kamienie Eteros. Wiecie to te odłamki meteorytów które zniszczyły w późniejszym czasie ziemię. Kamienie Eteros wytwarzają silniejsze oddziaływanie magią na ludzi niż meteoryty z których się wywodzą. Nasi rodzice chcieli się dowiedzieć dlaczego tak jest i czym tak właściwie są te meteoryty oraz Kamienie Eteros, które powoli zbliżały się do ziemi i nie można ich było w żaden sposób zniszczyć. Pracowali nad bronią, która mogła by uratować ziemię, która stała na torze lotu meteorytów. Tyle, że zbyt długie przebywanie przy Kamieniach zaczęło źle oddziałowywać na naszych rodziców. Już w tym okresie moja… nasza mama zrezygnowała z pracy w instytucie ponieważ była w ciąży. Pięć miesięcy po tym jak odeszła mój ojciec zaginął. Po dziesięciu miesiącach urodziła mojego brata Naokiego. Mama wiedziała co tak naprawdę stało się z tatą. Zabrała mnie i mojego „dziwnego” jak dla mnie wtedy brata do ich schronu niedaleko naszego miasta. Mój brat… hmm… od dziecka przejawiał niespotykany jak dotąd… hmm… no powiedzmy, że od urodzenia lgnęły do niego zwierzęta. Broniły go. Najgorzej było jak płakał. Wtedy każda żywa istota, która koło niego była wariowała. Broniły go jak jednego z nich. Mama wyjaśniła mi, że brat jest wyjątkowy. Posiada dar rozmawiania i panowania nad zwierzętami. Każdego rodzaju. Po jakimś czasie dodała, że to nie jedyna umiejętność mojego brata.- Przerwała i spojrzała na mnie. Przysłuchiwałem się tej opowieści ponieważ tak jak inni słyszałem ją po raz pierwszy.- Pokażesz nam co jeszcze potrafisz?
- Eh.- Wypuściłem głośno powietrze. Zamknąłem powieki. Oczyściłem swój umysł. Oddychając spokojnie starałem się nie myśleć o niczym. Poczułem jak coś owija się dookoła moich nóg. Pnie się w górę kalając moje dłonie, nadgarstki aż po szyję owijając szczelnie moje ciało. Otworzyłem oczy i spojrzałem w dół. Dookoła mojego ciała owijały się mocne pnącza bluszczu.- Wystarczy.- Powiedziałem cicho a bluszcz wycofał się delikatnie. Spojrzałem na siostrę ignorując przerażone spojrzenia pozostałych.
- Okazało się, że pomijając zwierzęta ma dar kontrolowania wszelkiej roślinności. Potrafił z nią rozmawiać. Chociaż dla mnie był to zwykły szeleszczący dźwięk w jego ustach rośliny na niego reagowały. Mama powiedziała, że brat jest wyjątkowy, ale ludzie tej wyjątkowości nie zrozumieją. Będą się jej obawiać. Będą chcieli ją zniszczyć. Wtedy obiecałam mamie, że nie pozwolę na takie coś. Po dwóch latach zniknęła i moja mama. Dopiero po jakiś dziesięciu latach dowiedziałam się co się stało z naszymi rodzicami. Matka oraz Król. Tym się stali.- Powiedziała. Otaczała mnie cisza. Nikt nawet nie drgnął.- Dwa miesiące po urodzinach Naokiego w ziemię uderzyły meteoryty niszcząc ją doszczętnie. Ukryta z nim w schronie przeżyłam. Wyszliśmy na powierzchnię. Okazało się, że ludzie zaczęli stawać się wyjątkowi. Tak jak mój brat. Ale nie każdy przeżywał zamianę w kogoś wyjątkowego. Ludzie zaczęli się bać. W przeciągu roku zbudowali światy głęboko pod ziemią i tam się ukryli. Udało mi się tam dostać razem z bratem, przyjacielem i jego bratem. Przez pół roku żyliśmy w dzielnicy Brutusa. Szczęśliwi pod jednym dachem. Tam nic nam nie groziło. Musiałam tłumaczyć bratu, że nie może nikomu powiedzieć kim jest. Nawet mój przyjaciel i jego brat o tym nie wiedzieli. Powiedziałam bratu, że jeżeli ktokolwiek się o tym dowie to źli ludzie zabiją go i każdego kto miał z nim styczność. Kto z nim rozmawiał, bawił się z nim, mieszkał. Ćwiczył aby ukryć to kim był. Udało mu się to po kolejnym pół roku. Wpoiłam w niego strach przed zwierzętami i roślinami chociaż wiedziałam, że kocha je bardziej niż siebie. Jego krew jest inna niż nasza. Potrafi ją kontrolować. Więc przechodził badania. Dwa miesiące po tym jak nauczył się kontrolować swoje moce brat mojego przyjaciela został Wybrańcem.- Mówiła. Drgnąłem. Czyżby ten cały czas mówiła…- A ja zaczęłam stawać się wyjątkowa. Zostałam Magiem. Zawarłam umowę z moim przyjacielem. On będzie bronił i opiekował się moim bratem, a ja dam mu możliwość zdobycia zawodu Łowcy o którym skrycie marzył. Z początku nie chciał się na to godzić. Mówił, że możemy ukrywać moją tajemnicę. Ale w końcu udało mi się go nakłonić. Wydał mnie za moją namową władzą obiecując ochronę mojego brata. Znikając z podziemia skorzystałam ze swojego daru. Wchodząc w umysły każdego kto mnie znał wymazałam im z pamięci moją osobę oraz moje istnienie. Dlatego mój brat wierzył, że od małego mieszkał sam w Brutusie. Dlatego nie pamiętał o mnie, o moim przyjacielu, który mieszkał z nim dopóki Naoki nie skończył piątego roku życia. Zapomniał o wszystkim. Tyle, że z czasem moja moc zaczęła słabnąć i dlatego w wieku dziewięciu lat dowiedział się, że ma siostrę. A mój przyjaciel po ponad dwunastu latach przypomniał sobie, że miał się nim opiekować. Głupia przez przypadek wymazałam również i to wspomnienie z jego głowy.
- Czekaj.- Przerwałem jej.- Chcesz mi powiedzieć, że ten twój przyjaciel to mój były Opiekun?
- Tak.
- Że niby on się mną opiekował i…
- Tak.
- Nie pierdol!- Krzyknąłem na nią. Pokręciła przecząco głową.
- Mówię jak jest. Nie musisz w to wierzyć. Nie zmuszam cię.- Powiedziała i wróciła do swojej opowieści ale ja już jej nie słuchałem. Że niby kto był moim opiekunem i o mnie dbał?! Proszę ja ciebie!

^^~^^

Po dość długiej nocy i zakwaterowaniu się w nowym domu, który wybrała mi sama wioska (tak. Dowiedziałem się, że mieszkania tutaj przyznaje wioska, która tak na marginesie byłą żywym organem), które było w pewien sposób przerażającym miejscem jak do mieszkania nim się obejrzałem minęły już trzy tygodnie od kiedy znalazłem się w tej wiosce. Nauka na Powierzchni od punktu technicznego różniła się od tego czego mnie uczyli jako Łowcy. Wtedy uczono mnie jak przeżyć teraz uczyli mnie jak żyć. Głupie cztery literki między tymi dwoma słówkami a jaka różnica.
Stanąłem na głównym dziedzińcu uśmiechając się delikatnie do Miho i Masako. Dwóch czternastoletnich bliźniaczek. Uśmiechały się do mnie szeroko. Mogłoby się wydawać, że mam je pilnować. Opiekować się. O ironio. Los był przewrotny. To ONE opiekowały się MNĄ. Wiedziałem co mnie czeka dzisiejszego dnia. Przechodziłem to od ostatnich trzech tygodni. Przeszedłem z nimi całą wioskę opowiadając o każdym mijanym przeze mnie domku. Musiałem powiedzieć kto w nim mieszka i w ogóle. Opowiadałem im historię wioski, ich ogólne zwyczaje. Co mi wolno a czego kategorycznie nie.
- Jutro zajmie się tobą…
- …Ieyasu oraz Naofumi.
- Wyjdziesz z nimi…
- …poza mury wioski.
- Zobaczysz będzie…
-…zabawnie.- Mówiły kończąc za siebie zdania. Poraz nie wiem już który po moim ciele przeszedł zimny dreszcz. Spojrzałem na ich uśmiechnięte buzie.
- Wiecie, że jesteście przerażające?- Zapytałem dla upewnienia.
- Wiemy. Powtarzasz to nam od…
-…trzech tygodni.- Dokończyła delikatnie Miho. Jęknąłem głośno opuszczając zrezygnowany ramiona. Łańcuchy zabrzęczały przypominając mi o swoim istnieniu. Na dłuższą metę stawały się uciążliwe i męczące.
- Eh. Mogliby już przyjść i mi to w końcu ściągnąć.- Powiedziałem poruszając delikatnie łańcuchem na wysokości swojej twarzy.
- Niewygodne to?- Zapytała Masako. Miho tylko na mnie zerknęła. Żadko kiedy zdarzało się aby one nie kończyły za siebie zdań.
- Nie pamiętasz jak sama to nosiłaś?- Zapytałem zaciekawiony. Uśmiechnęła się szeroko.
- Razem z Miho urodziłyśmy się na powierzchni. Nigdy nie byłyśmy w Podziemiach.- Powiedziała. Przystanąłem zaskoczony. Czegoś takiego się nie spodziewałem. Kiwnąłem delikatnie głową. No nie wiem jak mam na taką sensację zareagować.
Poznałem dwóch magów urodzonych na Powierzchni. Ciekawe ilu z nich miało ten przywilej i nie skosztowało gorzkiego życia Podziemia?

^^~^^

Przeciągnąłem się zgarniając patyki z mojego podwórka. Nie miałem zielonego pojęcia dlaczego wioska postanowiła przydzielić mi jeden z największych domów i to umieściła mnie tam samego. Nie dość, że…
Samego.
W wielkim domu.
Na końcu wioski.
No po prostu o niczym innym nie marzyłem. Rzuciłem kilak patyków na kupkę i otrzepałem ręce. Spojrzałem na swój „nowy dom”. Teraz chociaż trochę przypominał dom. Chłopaki Ieyasu oraz Naofumi pomogli mi odmalować ostatnio wszystkie drzwi oraz ramy w tym domu. Sam wymyłem okna oraz podłogi. Powoli dawało się tutaj mieszkać. Rozlokowałem swoje wszystkie rzeczy jakie przysłano przed moim pojawieniem się tutaj po pięciu pomieszczeniach w domu. W kuchni zostawiając ją w stonowanym beżowym kolorze. W salonie. Jadalni. Mojej sypialni. Czymś na kształtu biura i w łazienkach. No to w sumie w siedmiu pomieszczeniach. Reszta stała „pusta”. No może nie do końca pusta. W każdym z siedmiu pokoi znajdowało się łóżko, dwie szafki nocne, szafa, komoda i stolik. Oraz firanki. Tak. Firanki. Nie wiem. Może kiedyś ktoś tutaj ze mną zamieszka. Ciekawe jak to będzie mieszkać z kimś. Z innym magiem. Ciekawe jakie będzie miał zdolności?
Podbijemy cały świat, o yeah!
Zachichotałem pod nosem nucąc cicho melodię pod nosem. Przetarłem pot z czoła. Według tego czego zdążyłem się nauczyć zbliżała się pora letnia. Czyli bardzo dużo upału i pracy w wiosce. Łańcuchy zabrzęczały nieprzyjemnie. Roztarłem porannie nadgarstki.
- Ta, kurwa. Najlepiej się spóźniać. Tylko kurwa człowiek z posterunku schodzi i już się opierdalają. Te Psy schodzą na psy.- Marudziłem pod nosem wchodząc do domu. Udałem się do kuchni. Umyłem ręce i powróciłem do swojego marudzenia.- Mieli być tutaj dwa tygodnie temu. Ale nie kurwa najlepiej. Pewnie Billy otworzył na nowo bar i siedzą po kontach zachlane moczymordy. Im te kurwa jebane łańcuchy w dupy powsadzam!
- Cóż za wysoko rozbudowane słownictwo.- Usłyszałem za sobą. Pisnąłem cicho podskakując jak poparzony. Starałem się nie okazywać na twarzy tego, że właśnie pisnąłem jak mała dziewczynka.
- Eizo! Kurwa nie strasz!- Krzyknąłem łapiąc się za serce. Biło szybciej. Chłopak siedział na krześle i uśmiechał się szeroko. Przyjrzałem mu się dokładnie.
- Przesadzasz. Co tam?
- To samo co wczoraj o tej samej porze.- Powiedziałem. Spojrzał na sufit myśląc chwilę.
- A. Znowu smarujesz dupy Łowcom.
- Ta! Mieli być tutaj kurwa dwa tygodnie temu.
- Spokojna twoja rozczochrana. Przyjdą. Tylko nie wiadomo kiedy.- Powiedział wzruszając obojętnie ramionami. Zazgrzytałem zębami.
- Możesz mi to ściągnąć?- Zapytałem pokazując mu łańcuchy. Przyglądał im się przez chwilę z poważnym wyrazem twarzy po czym uśmiechnął się delikatnie.
- Ne. Nie dam rady.
- Eh. Masakra.
- Chodź.
- Hę?
- Mówię chodź.- Powiedział i pociągnął mnie za rękę. Dobrze, że nie zrobił tego co ostatnio bo bym mu zajebał kopa w dupę.- Wiem o czym pomyślałeś.
- Ta? A o czym?- Zapytałem przewracając oczami kiedy zbiegliśmy ze schodków prowadzących do mnie do domu.
- Że byś mi zajebał kopa w dupę.
- FUMI!- Krzyknąłem. Wiedziałem, że przekazała mu moje myśli. Eizo zaśmiał się cicho.- Gdzie idziemy?
- Nie bądź maruda tylko chodź.
- Sam jesteś maruda.
- Jak ja jestem maruda to ty jesteś… ty jesteś…
- Ha! Nawet nie wiesz jak mnie zatytułować!- Zaśmiałem się głośniej. Uśmiechnął się do mnie. Powiem szczerze, że polubiłem nawet tego chłopaka chociaż musze przyznać, że równo to on pod sufitem nie miał.
- Ej!- Krzyknął i spojrzał na mnie oburzony. Zaśmiałem się cicho.
- Niech ci Fumi nie powtarza ślepo o czym myślę.- Doradziłem mu delikatnie. Pokazał mi język i pociągnął w stronę wyjścia z wioski. Teraz nawet nie wiedziałem kiedy mają przybyć Łowcy, którzy ściągną mi to ustrojstwo więc nie wiedziałem kiedy mogę a kiedy nie mogę wychodzić z wioski, ale patrząc po zachowaniu Eizo chyba miał to głęboko w poważaniu. Po kilku minutowym marszu zorientowałem się, że idziemy w stronę miejsca w którym za pierwszym razem zorganizowaliśmy sobie obozowisko. Ciekawe dlaczego ciągnął mnie w tamtą stronę?
- O czym myślisz?- Zapytał po chwili milczenia.
- Fumi ci nie powiedziała?- Zapytałem sarkastycznie. Pokiwał przecząco głową uśmiechając się do mnie delikatnie.- Dlaczego mnie tam ciągniesz?
- Zabawimy się.
- …- Spojrzałem na niego wybałuszając oczy. „Zabawimy się” w jego ustach może przybrać różną twarz więc nie wiedziałem czego mam się po nim spodziewać.
- Nie rób takiej miny. Spodoba ci się.- Zapewnił. Mhy. Ostatnio też miało mi się spodobać skakanie z drzewa na drzewo. Płuca mnie do dzisiaj bolały na wspomnienie spotkania pierwszego stopnia z jednym z drzew.
Zatrzymaliśmy się na brzegu morza. Pora letnia bardziej mi odpowiadała. Ostre słońce zawieszone wysoko na niebie drażniło moje oczy jak i całą skórę. Uśmiechnąłem się pod nosem patrząc na nieskazitelnie czyste niebo. Bez żadnej chmurki.
- No więc. W co się zabawimy?- Zapytałem. Spojrzał na mnie szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
- Najpierw… rozbieraj się.
- Hę?- Rozdziawiłem usta. Cofnąłem się o krok.- No wiesz jesteś nawet przystojny i w ogóle ale chodzisz z moją siostrą i tak na ogół nawet nie jesteś w moim guście, więc…
- Nie pierdol tylko ściągaj łachy.- Zaśmiał się ściągając z siebie swoją bluzkę. Zabrał się za sciąganie spodni po czym spojrzał na mnie.- Pomóc?- Zapytał. Pokiwałem pospiesznie głową ściągając przez głowę lnianą bluzkę. Łańcuchy zabrzęczały głośno. Skrzywiłem się. Bolało. Przeleciałem wzrokiem po jego ciele. Muszę przyznać, że miał pięknę ciało. Nie był typem osoby z widocznymi mięśniami ani typowym szkieletem. Był… szczupły. Pod skórą delikatnie rysowały się jego mięśnie. Spojrzał na mnie kiedy odłożył na bok również swoją bieliznę. Stał teraz przy mnie tak jak go natura stworzyła.- Co? Piękny mam tyłek?
- Noooo.- Zaśmiałem się ściągając spodnie.
- Możesz patrzeć ale tylko to. Nie oddam ci go.
- Kurde. A już myślałem, że będzie mój.- Powiedziałem udając załamanego. Zaśmiał się głośno.
- Fumi by nas zabiła.
- Dlaczego? Wszystko by zostało w rodzinie.- Zaśmiałem się. Pokazał mi język.
- Ściągaj gacie. Popływamy.- Dodał kiedy uniosłem wysoko brwi. Spojrzałem na rany na swoim ciele. O ile dobrze pamiętam ta woda była… słona.
- To słona woda?- Zapytałem. Kiwnął głową gapiąc się na mnie wyczekująco. Czułem jego spojrzenie na swoim ciele.- Będzie boleć.
- Baba jesteś, że się trochę bólu boisz?
- To nie będzie trochę.
- Wchodzisz do wody albo do wioski wracasz tak jak się urodziłeś. Czyli na.. walecika.- Zaśmiał się wrednie. Wypuściłem głośno powietrze ściągając z siebie bokserki.- Masz dużo blizn na ciele.- Zauważył. Kiwnąłem głową.- Czy to zaleta każdego Łowcy?
- Nie wiem. Wiem, że mam ich dużo bo wiele zrobiłem sobie specjalnie.
- Samookaleczanie?
- Nie do końca.- Powiedziałem podchodząc do wody. Chłodna ciecz obmyła mi stopy. Zadrżałem.- Kiedyś byłem Czarnym Medykiem. Raniłem najpierw siebie aby mieć na kim ćwiczyć leczenie.
- Z główką wszystko w porządku?
- Jak najlepiej. Krasnoludki na twoim ramieniu pytają się o to samo ciebie.- Odparłem. Zaśmiał się wchodząc do wody. Wskoczył do niej. Psychol! I to niby u mnie z głową jest coś nie tak? Ja wolałem wchodzić do niej stopniowo. Delikatnie i powoli obmywając gorące ciało chłodną wodą. Piekło pod kajdanami. Postanowiłem, że nie będę długo siedział. Poza tym nie nacieszę się wodą z dodatkowym obciążeniem.
- Ale nie wszystkie rany są robione przez ciebie.- Zauważył. Przeciągnąłem ręką po ramieniu na którym widniały dawne ślady po czyiś zębach.
- Nie wszystkie.- Powiedziałem tonem kończącym temat. Uśmiechnął się i popłynął dalej. Zanurzyłem się po ramiona w wodzie.
- Cy.- Syknąłem czując narastające pieczenie.
- Siedź tyle ile wytrzymasz!- Krzyknął. Spojrzałem za nim. Nie ma co. Potrafił pływać bardzo szybko. Zanurzyłem głowę pod wodą zaciskając mocno powieki. Uwielbiałem ten stan błogiej ciszy. Nie słyszałem kompletnie nic. Byłem tylko ja i moje myśli. Oraz ciemność (nie otworzyłem oczu bojąc się tej słonej wody). Wynurzyłem głowę na powierzchnię nabierając głośno powietrza do płuc. Przetarłem twarz. Dopiero po chwili doszło do mnie to co usłyszałem. Spojrzałem na Eizo. Kiwnął głową na znak, że dobrze dedukuję. Po całej okolicy rozchodziło się przeraźliwe wycie słyszalne w obrębie nawet dwudziestu kilometrów.
Widna z Podziemia została aktywowana. Ku górze zmierzali Łowcy.


*************************************

I jak wam się spodobał ten rozdział? Mam nadzieję, że nie zawiodłam waszych oczekiwań.
Kolejny rozdział postanowiłam nazwać:
27. „Miłość i nienawiść. Tak sprzeczne uczucia, a tak cienka granica.”27. 

Pozdrawiam i zapraszam na kolejny rozdział:
Gizi03031

wtorek, 3 lutego 2015

25. „Nie ściągaj z kogoś jego maski. Może się okazać, że to jego kaganiec.” 25.

Hej:)
I jak wam sie podobał ostatnio rozdział:)? Mam nadzieję, że był ciekawy:). Teraz akcję będą sie działy znacznie szybciej więc mam nadzieję, że mi to wybaczycie i nie pogubicie się w labiryncie moich myśli.
Ale teraz już nie męczę was swoim gadaniem i zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału:)
(A i kolejny dodam 3 marca jak mi się uda)
**************************************
Obudziłem się zlany potem. Oddychałem ciężko trzymając się za serce. Od mojego pierwszego wypadu na Powierzchnię minął już ponad rok. Opadłem zmęczony na poduszki próbując uspokoić swój oddech.
Niewątpliwie był to długi rok. Zostałem prawomocnym Łowcą. Ukończyłem szkołę. Razem z Izo założyliśmy klinikę w Brutusie, która z racji na mój kolejny zawód była otwarta dwa razy w tygodniu. Samotnie mieszkałem na pierwszym piętrze tej kliniki jako jej opiekun i właściciel. Doi zamieszkał wraz z Naora’om niedaleko Instytutu, w którym dziewczyna pracowała jako nauczycielka Wybrańców. Doi codziennie dojeżdżał do pracy tutaj w Brutusie. Wraz z kilkoma chłopakami z gangu otworzył tutaj świetlice, na której każdy dzieciak dostanie chociaż raz dziennie ciepły posiłek i jakoś produktywnie spędzi czas, na grach, zabawach i nauce przydatnych rzeczy, których w szkole nie wykładano.
Gihei pół roku temu zmienił swój stan cywilny i zamieszkał w domu swojego małżonka. Odwiedzał nas raz w tygodniu.
Sięgnąłem po wyjący od dłuższej chwili telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Taaa…?- Zapytałem przykładając telefon do ucha.
- Obudziłem?- Zapytał Toshio.
- Wstałem chwilę temu więc miałeś to szczęście, że to nie ty mnie obudziłeś.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho.
- Szef daje ci nieformalne zadanie.
- Nieformalne czyli?
- Czyli takie z którego nie zdajesz raportu i najlepiej będzie jakbyś z nikim nie rozmawiał, że to jest twoja misja tylko, że jesteś tam bo poprosił cię o to przyjaciel czy coś w ten deseń.
- Tam? Tam czyli gdzie?
- Trzeba iść do szkoły…
- Znowu?- Zapytałem zrezygnowany opuszczając gołe stopy na zimną podłogę mieszkania. Zadrżałem. To mnie chociaż obudzi.
- Znowu. Washichi i Yaichiro mają po niego pojechać jak tylko inni go znajdą.
- A ja mam robić jako niańka do dzieci?
- Kilka lekcji póki go nie znajdziemy. Uchodzisz za najlepszego ucznia jaki kiedykolwiek uczył się w tej szkole więc zostanie nauczycielem nie powinno być dla ciebie żadnym problemem.
- Kilka lekcji M.A-logi. I coś jeszcze?
- Jak nam się go nie uda znaleźć dopóki nie zacznie się przerwa obiadowa i później czas do przeznaczenia dla Opiekuna zajmij się jego podopiecznymi. – Powiedział cicho. Zamknąłem powieki.
- Czyli mam robić jako niańka.
- Ta…
- Spoko.- Powiedziałem bo i co innego mogłem im na to odpowiedzieć. Przecież nie mogłem odmówić.
- I taka mała prośba…
- Co znowu?- Zapytałem lekko podirytowany.
- Jak go znajdziemy weź go zbadaj czy się jakąś kiłą czy czymś nie zaraził od tych wszystkich dziwek.
- Niech pójdzie do Ryu.- Warknąłem i przerwałem połączenie. Co mnie obchodzi czy czymś go zarażono. Niech przystopuje spanie z kim popadnie to się nie zarazi. Kiła, rzeżączka, chlamydiozy, wrzód weneryczny, czerwonka bakteryjna, ziarniniak pachwinowy, AIDS, opryszczka genitaliów, WZW (HBV, HCV), kłykciny kończyste, HTLV 1 i 2, HPV, kandydoza, rzęsistkowica, świerzb, wszawica łonowa oraz ameboza. Zaśmiałem się cicho. Jest wiele chorób wenerycznych a on sypiając od nie powiem już ilu z kim popadnie w jakiś melinach nie wiadomo czy się zabezpieczając na pewno coś złapał. Nie ma bata, żeby nie miał chociażby grzyba albo np. o. hemoroidów.
- Uspokój się debilu i zbieraj się do budy.- Warknąłem sam na siebie wstając z łóżka. Ubrałem na siebie swój już standardowy strój Łowcy. Dzisiaj miałem iść na popołudnie do biura więc nie będę wracał do domu aby się przebrać. Spojrzałem w lustro. Wypuściłem głośno powietrze ogarniając stan swoich włosów. Przez pół roku trochę mi odrosły po tym jak doszedłem do radykalnego wniosku i ściąłem je do ramion. Teraz sięgały mi już połowy pleców. Niedługo znowu będą zasłaniać mi tyłek. Wtedy już ich nie zetnę. Brakowało mi ich. Związałem je w kitkę. Na głowę założyłem nieodłączną rzemieniową opaskę mimo, że już od roku nie musiałem jej nosić oraz opaskę na oko chociaż i ona już mi nie byłą potrzebna. Nosiłem ją ponieważ tak było wygodniej. Wiecie trochę głupio jak idę przez miasto widzę jakąś staruszkę a koło niej pojawia mi się Ilość zabitych ludzi: 7000. Raz coś takiego zobaczyłem, zaliczyłem szlifa spowodowanego ogromnym szokiem i od tamtej chwili nosze opaskę i ściągam ją jak jest taka konieczność. Ogólnie w pracy Medyka jak i Łowcy staram się jej nie nosić za często.
Jeszcze tylko telefon, coś do przegryzienia w drodze do szkoły, ciężkie buty, płaszcz i mogę iść.
Zamknąłem za sobą drzwi do mieszkania. Zszedłem na dół.
- Hej. Już do pracy?- Zapytał Izo segregując dokumenty w recepcji. Mimo, że klinika była otwarta tylko dwa dni w tygodniu on i tak spędzał tutaj więcej czasu niż ja. Dzięki temu wiedziałem, że wszystko jest ładnie opisane i ma swoje miejsce jak i wiedziałem, że niczego tutaj nie zabraknie.
- Muszę iść do szkoły.
- Znowu?- Zapytał tak samo jak ja kilka minut temu. Kiwnąłem twierdząco głową.- Tylko się nie pokłócicie.
- Nie martw się o to.- Zaśmiałem się cicho i wyszedłem z wielkiego białego budynku zmierzając wprost do szkoły. Przede mną podążała grupka dzieciaków z Brutusa. Zmierzali w tym samym kierunku więc postanowiłem iść za nimi nie wyprzedzając ich. Do moich uszu dobiegła dość interesująca rozmowa.
- No dobra. To jeżeli poprawnie odpowiesz na moje pytania to wtedy pomogę ci na tym sprawdzianie. Ale tylko pomogę nic więcej.- Powiedziała młoda dziewczynka na oko dziewięć lat. Chłopak bodajże w jej wieku kiwnął głową.- Ile to 3 x3?
-9.
- Ile to jest 6 x 6?
- 36.
- Ok. Co krowa ma cztery czego ja mam tylko dwa?- Zapytała. Uniosłem delikatnie głowę do góry. To chyba oczywiste, że jej chodzi o cycki.
- Nogi.
- Co ty masz w spodniach, a ja tego nie mam?- Zapytała poważnym głosem. Eee? No weźcie mnie nie rozpierdalajcie. To dzieciaki nie mają już o czym gadać. No dobra. Wcześniej może nie chodziło o cycki ale teraz ewidentnie chodziło jej o kutasa.
- Kieszenie.
- Co zaczyna się na „K” kończy się na „S”. jest owłosione, zaokrąglone, smakowite i zawiera biały płyn?- Padło kolejne pytania. Znowu w mojej głowie pojawiło się jedno słowo. „KUTAS”.
- Kokos.
- Co wchodzi twarde i różowe, a wychodzi miękkie i klejące?- Zakaszlałem zaglądając niby to do telefonu kiedy wyczułem na sobie ich spojrzenia. To już ewidentnie jest kutas. Nie ma bata by chłopak powiedział co innego.
- Guma do żucia.
- Co robi mężczyzna stojąc, kobieta siedząc a pies na trzech nogach?- Zapytała dziewczynka. No dobra. Zmienili kategorie pytań. Sika.
- Podaję rękę.
- Teraz będą pytania z serii „kim jestem”. Wkładasz we mnie swój drąg. Przywiązujesz mnie. Jest mi mokro wcześniej niż tobie.- Powiedziała. Eeee? Kobietą w trakcie stosunku? Już sam nie wiedziałem która odpowiedź jest dobra.
- To jest Namiot głupia. Weź wymyśl coś innego.
- Mam różne rozmiary. Gdy nie czuje się dobrze kapię. Kiedy mnie dmuchasz czuję się dobrze.- Powiedziała. Wstrzymałem oddech. No chyba nie…
- Nos.
- Mam twardy drążek. Mój szpic zagłębia się. Wchodzę z drżeniem.- Powiedziała. Pokręciłem przecząco głową.
- Strzała. Ej no weź. Pomożesz mi czy dalej będziesz mi to zadawać?
- Pomogę.- Powiedziała. Zrównałem się z nimi. Położyłem im ręce na ramionach wiedząc, że i tak skojarzą mnie z tej samej dzielnicy.
- Powinnaś mu pomagać na każdym sprawdzianie. Ja osobiście odpowiedziałem poprawnie tylko na dwa pierwsze pytania.- Powiedziałem i czerwony na twarzy lekko zakłopotany jak i zażenowany ruszyłem przed siebie aby jak najszybciej znaleźć się w szkole.

^^~^^

Stałem na środku klasy rozglądając się po niej. Wszędzie można było usłyszeć krzyki, piski. Ogólnie- darcie mordy. Próbowałem ich uspokoić, ale nie dawałem sobie rady. Jak on to zawsze robił? No bił nas, ale dlaczego ja mam robić to samo co on?
- Mogę prosić o cisze?- Zapytałem, ale mój głos nie był w stanie przebić się przez panującą w klasie wrzawę. Spróbowałem kilka razy, ale nie dałem rady. Wyciągnąłem ciężki nóż Łowcy i stalową rękojeścią uderzyłem kilka razy w blat biurka. Zwróciło to uwagę kilku uczniów, ale tylko na chwilę. Wypuściłem głośno powietrze z płuc po czym nabrałem go naprawdę dużo do rozciągliwego organu.- ZAMKNĄĆ MORDY BO POZABIJAM!!!!!!!!- Wydarłem się na całe gardło. Wreszcie. Upragniona cisza i spokój. Wszyscy gapili się na mnie jak na jakiegoś kosmitę.- Proszę zająć swoje miejsca.- Dodałem stanowczo.- To, że Katsuyoshi-sensei jest nieobecny nie jest równoznaczne z odwołaniem zajęć. Witam, jestem jego zastępcą na dzisiejszą lekcję. Mam nadzieję, że się dogadamy.
- A przepraszam a gdzie jest Sensei?
- Dlaczego go tutaj nie ma?
- Kim pan jest?
- Nie jest pan nauczycielem?
- Dlaczego to pan z nami jest?
- Musimy mieć lekcje?
- Stop.- Przerwałem nawałnicę pytań.- Pozwolicie, że odpowiem wam w kolejności co do pytań jakie mi zadaliście. Nie mogę wam powiedzieć gdzie jest („Bo sam nie wiem” pomyślałem).  Ma pewne zadanie do wykonania. („Pewnie jebie się z jakimś dziwkiem” Dodałem w myślach). Jestem Naoki. Nie jestem nauczycielem. Ponieważ mnie o to poproszono. Tak. Musicie mieć normalna lekcję.- Powiedziałem. Grupowe buczenie uderzyło w mój delikatny słuch.- Ja was proszę o to abyście…
- Nawet klasy nie potrafisz uspokoić, co?- Padło chłodne pytanie. Napiąłem wszystkie mięśnie i spojrzałem w stronę drzwi. Stał tam sam nauczyciel M.A-logi. Poczochrany, niewyspany, z podkrążonymi oczyma. Ciuchy w nieładzie. I ktoś kto tak wygląda będzie mnie pouczał i dawał wykład moralny?
- Mam zgoła inne metody uciszania tłumu dzieciaków niż ty.- Odpyskowałem. Prychnął pod nosem. Do klasy zajrzał Torazo.
- Młody zajmij się jeszcze klasą. My go zabieramy do jego gabinetu jak skończymy to będziesz wolny.
- Spoko. Zabierzcie go.- Powiedziałem machając ręką jakbym odganiał jakiegoś robala. Tak naprawdę nie chciałem aby bardziej do nas podchodził bo widziałem po jego minie, że jeszcze do końca nie wytrzeźwiał.
- Ma być kurwa spokój bo pozabijam.- Powiedział dobitnie i wyszedł z klasy. Torazo pomachał mi na do widzenia i zamknął za nimi drzwi. Wypuściłem głośno powietrze. Odczekałem chwilę po czym zabrałem się za normalne prowadzenie lekcji.
W klasie panowała grobowa cisza…

^^~^^

Siedziałem u niego w gabinecie razem z Torazo, Toshio, Munoto oraz trójką dzieciaków, które wylosował jako swoich Podopiecznych. Siedzieli spokojnie jedząc w ciszy co chwilę rzucając w moją stronę ukradkowe spojrzenie. I na ich głowach widniały takie same opaski rzemieniowe jaką ja miałem aktualnie na sobie.
Suyo siedział  przed swoim biurkiem wiążąc wcześniej podcięte i rozczesane przez Munoto włosy. Ręce mu się trzęsły. Trzeźwiał.
- Chociaż tydzień.- Powiedział Torazo. Suyo zerknął na niego mrużąc przy tym swoje oczy. Od jakiś dziesięciu minut próbowali wyciągnąć u niego obietnicę, że przez jakiś czas będzie grzecznie chodził do szkoły i zajmował się swoimi obowiązkami.
- Torazo daj spokój. Wiesz, że to uparte jest i nie zrezygnuje z przelotnego dymania w rynsztoku tylko dla swoich obowiązków.- Powiedziałem przeglądając papiery porozrzucane na podłodze. Ułożyłem je w ładny, równiutki stosik i położyłem na jego biurku. Przyzwyczajenia biorą górę.- Tylko na przyszłość zamiast mnie wyznaczać do opieki nad jego klasami niech wyśle jakąś dziwkę z którą sypia. W końcu tyle co on z nimi spędza czasu powinny mu się jakoś odwdzięczyć.- Dodałem. W gabinecie zapanowała grobowa cisza. Nie słyszałem nawet stukania sztućcami o talerze za swoimi plecami.
- Gdybym cię nie znał powiedziałbym, że jesteś zazdrosny.- Zadrwił Suyo. Splótł palce ze sobą opierając łokcie na biurku i spojrzał na mnie.
- Ja? Zazdrosny? Proszę ja ciebie? Ciekawe o co? O kogoś kto ma już w sobie zapewne wszystkie choroby weneryczne tego świata bo pierdoli się z kim popadnie i gdzie popadnie.- Zadrwiłem z niego. Drgnął. Spojrzałem na telefon.- No na mnie już pora. W przeciwieństwie co do niektórych ja pracuje i nie wymijam się od swoich obowiązków.
- To coś nowego. Przejmujesz się moimi chorobami wenerycznymi?
- Hę?- Zapytałem jak głupi spoglądając przez ramie na niego. Uśmiechnął się. Zacisnąłem palce na klamce od drzwi.
- Jak z ochotą rozkładałeś dla mnie swoje nogi albo ssałeś z zapałem mojego chuja jakoś nie interesowało cię to czy posiadam jakąś chorobę weneryczną.- Zadrwił. Zabolało. Od dawna unikałem z nim rozmów nie dotyczących pracy Łowcy więc nie rozmawialiśmy na żadne inne tematy. Teraz kiedy odbiegliśmy od tematu pracy… jego słowa zabolały. Jakieś pół roku temu doszedłem w końcu do tego dlaczego jego słowa tak ranią, jego dotyk tak boli a mimo wszystko…
- To już przeszłość. Teraz nie tknąłbym takiej Publicznej Ubikacji nawet kijem.- Powiedziałem. Otworzyłem drzwi.
-  Tylko pamiętaj, że taki wielki Medyk, Łowca jak i najlepszy uczeń tej szkoły sypiał z tą Publiczną Ubikacją.- Zawołał. Odwróciłem się do niego uśmiechając się szeroko i mrużąc przy tym oczy.
- Wiesz jak to jest. Czasami jak kogoś przyciśnie jest zmuszony do skorzystania nawet z tak niehigienicznego miejsca jakim jest ta Publiczna Ubikacja.- Powiedziałem i wyszedłem z jego gabinetu zamykając za sobą drzwi.
Nie pozwolę aby jego słowa mnie zabolały. Nie pozwolę aby znowu wpłynął na moje życie. Już nie będę przez niego cierpiał i płakał. Już nie będę.

Wpadłeś brat. Oj wpadłeś.

Usłyszałem głos w swojej głowie, ale nic nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że prędzej czy później usłyszę od niej takie a nie inne słowa.

^^~^^

Siedziałem w barze razem z całą swoją paczką. W sumie czekaliśmy jeszcze na Gihei’a i Ryu. Dziwnie się czułem pijąc ze swoim szefem jak i nauczycielem. Ale co tam ja. Gihei jest jego mężem… żoną? Aj. No wiecie o co chodzi.
Ostatni raz mogłem sobie pozwolić na taki wypad jakiś miesiąc temu. Dzisiaj uwinąłem się szybciej ze swoją robotą więc pozwolono mi wcześniej wyjść. Jakoś tydzień temu Izo wspominał coś o jakimś wypadzie na piwo. Wtedy powiedziałem, że nie wiem czy dam radę wpaść, ale teraz się cieszę, że jednak mi się udało.
Do baru wszedł Gihei wraz ze swoim wybrankiem serca. Uśmiechnąłem się do niego kiedy pomachał w naszą stronę uśmiechając się szeroko.
- Przyszli.- Szepnąłem patrząc na Doi’a. Spojrzał w stronę drzwi. Uśmiechnął się. Ostatni raz widział się z Gihei’em prawie miesiąc temu.
- Joł.- Powiedział Gihei siadając naprzeciwko mnie. Koło niego usiadł nasz były już nauczyciel od biologii. Po stole przebiegł jego skorpion. Zatrzymał się naprzeciwko mnie. Ryu wyciągnął rękę aby go do siebie przyzwać. Podrapałem go po pancerzu trzymaną przez siebie długą wykałaczką. Czułem na sobie ich spojrzenia.
- Ej! Ktoś nam podmienił naszego Nao! Oddawajcie nam oryginał!- Krzyknął Jiro. Zaśmiałem się cicho.
- Co to było?- Zapytał Isei.
- Wiesz. Czasami mam styczność ze zwierzętami jak i roślinami więc co mi szkodzi okazać mu chociaż trochę czułości skoro już do mnie podeszło.- Powiedziałem wzruszając ramionami. Zaśmiałem się cicho widząc ich miny.
- Prosto z pracy?- Zapytał Ryu. Kiwnąłem głową po chwili wahania naciągając z jawnym szpanem połać mojej koszulki jakbym poprawiał kołnierz koszuli.
- Jakbym poszedł do domu nie dałbym już rady wrócić tutaj ponownie. Jak ściągnę płaszcz to nawet na pierwszy rzut oka nie wyglądam jak Pies.- Powiedziałem uśmiechając się sarkastycznie.
- Nie. Wcale.- Zadrwiła Naora. Pokazałem jej język. Nasza wspólna, skromna imprezka rozkręcała się na całego. Jeden przekrzykiwał drugiego starając o czymś pogadać. Śmiechy i pełno alkoholu.
- Proszę. Oto pana zamówienie.- Powiedziała młoda kelnereczka o ciemno fioletowych włosach. Przyjąłem od niej tacę z kilkoma wielkimi kuflami piwa.
- Dziękuje. Nowa?- Zapytałem patrząc na nią wymownie. Kiwnęła głowa przestępując nerwowo z nogi na nogę.
- Pana też tutaj pierwszy raz widzę.
- Ostatnio nie miałem za bardzo czasu aby wyskoczyć gdzieś na jakieś piwko ze znajomymi. Na stałe tutaj pracujesz?
- Dorabiam. Normalnie pracuję gdzie indziej, ale, że tamto miejsce jest w remoncie musiałam znaleźć sobie co innego.
- Miejsce w remoncie?- Przeleciałem w pamięci nazwy wszystkich lokali w których mógłby być teraz jakiś remont.
- Zna pan ten bar dla Łowców. Pracuje tam do miesiąca. Ale w zeszłą sobotę zaczęli robić tam remont. Tamtejszy właściciel i barman… Gilly… Dilly…
- Billy.- Wtrąciłem cicho.
- No właśnie Billy. Załatwił mi tutaj pracę dopóki tam nie skończą… Chwilka. To pan zna Billy’ego?- Zapytała zaskoczona. Pokazałem wymownie na płaszcz wiszący na krześle za mną i uśmiechnąłem się do niej delikatnie. Cała czerwona na twarzy skłoniła się przede mną.- Najmocniej przepraszam.
- Nie masz za co. Rozumiem żeby doszło do takiej sytuacji jeżeli bylibyśmy w tamtym barze. Tutaj jestem zwykłym klientem.
- Ale tak nie wypada…
- Wypada nie wypada. To nie jest bar dla łowców. Fajnie się z tobą rozmawia. Nie mogę się doczekać aż Billy otworzy na nowo bar. Wtedy na pewno tam zajrzę zobaczyć jak ci idzie.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie. Czułem na sobie spojrzenia pozostałych. Kiwnęła głową i wróciła do baru kiedy zauważyła, że jest przywoływana przez głównego barmana. Uśmiechnąłem się.- Słodka.
- Słucham?- Zapytał Doi. Spojrzałem na niego.
- No co? Mówię, że jest słodka. Mogłem zapytać ją o jej numer telefonu.- Powiedziałem sięgając po swoje piwo.
- Ale przecież ty masz chłopaka.- Zauważył inteligentnie Doi.- EJ!- Krzyknął kiedy wyplułem na niego całą zawartość swoich ust. Z resztą nie tylko ja. Wytarłem mokre usta.
- Doi. Nie mówmy o tym.
- Czyli to prawda?- Zapytał zaskoczony Gihei. Zacisnąłem palce na nasadzie nosa zamykając zmęczony oczy.
- Chcesz wyrwać tą laskę a twój chłopak…
- Tamto to już skończone.- Powiedziałem chłodno sięgając po swoje piwo.
- Czy osoba, o której rozmawiacie to…- Zaczął Ryu ale urwał kiedy obdarzyłem go chłodnym spojrzeniem.
- Powiedziałem, że tamto już skończone.- Powiedziałem. Odwróciłem głowę w bok.
- O. Suyo-sensei przyszedł.- Dobiegł mnie głos Naora’y. Wstrzymałem oddech. Jeszcze tego mi tutaj kurwa brakuje. Wziąłem spory łyk piwa. Czułem na sobie spojrzenie Ryu. Pokazałem mu język kiedy na niego zerknąłem i wróciłem do picia.
- A jak tam…- Urwał Izo. Spojrzałem przez ramie. Za moimi plecami stał Suyo wraz z jakąś niską kobietą o czerwonych włosach i takich samych oczach. Oczy pomalowane na czarno, usta na czerwono. Miała na sobie czerwoną obcisłą, skórzaną sukienkę mini. Kolejna dziwka?
- Siema Ryu.- Powiedział dziwnym głosem. Już był podchmielony? Pokręciłem przecząco głową i wziąłem łyk piwa odwracając się w stronę mojego towarzystwa.
- Siema. Wolne?- Zapytał dla podtrzymania konwersacji.
- Teraz już tak.
- A jutro?
- Nee. Pracę mam.- Zaśmiał się cicho. Prawdziwy śmiech. Nie ten wymuszany. Po moim ciele przebiegł znany mi już od dawna dreszcz.- A ty?
- Jutro mam nockę więc dzisiaj mogę sobie pozwolić na małe szaleństwo. Wpadnij jutro do lekarza.
- Po chuj?
- Badania kontrolne.
- Miałem robione.
- Rok temu.
- Twój czas.- Powiedziała kobieta pokazując na zegarek na swojej ręce.
- Nie przerywaj. Najwyżej ci dopłacę.
- Spoko. Jeżeli nie będę miała problemów to możesz sobie gadać.- Powiedziała. Zerknąłem. Na nią. Wyczuła, że się na nią gapię bo się na mnie spojrzała. Zmierzyła mnie i prychnęła pod nosem. Uuuuuuuu. Grubo. Zostałem wyśmiany przez jakąś dziwkę. Zaśmiałem się kiwając przecząco głową. Sięgnąłem po swoje piwo i upiłem z niego łyk.- Twoi znajomi?- Zapytała.
- Ta. Nie widać?
- Widać, widać. Zastanawia mnie…
- Co?
- Czy jest wśród nich Naoki?- Zapytała. Kufel na dosłownie ułamek sekundy zastygł w powietrzu nim odstawiłem go z cichym pyknięciem na blat stołu.
- Dlaczego cię to tak interesuje?
- Ponieważ chcę wiedzieć co za kretyn rezygnuje z takiego sprzętu –Mówiąc to położyła mu rękę na kroczu.- i rzuca takiego cudownego chłopaka.- Zaświergotała. Zesztywniałem na całym ciele. Odwróciłem się w ich stronę.
- HĘ? Że niby kto był cudowny?!- Warknąłem na nią. Emocje wzięły górę.- I że niby kto był kurwa moim chłopakiem, dziwko?! On?!- Dźgnąłem palcem powietrze pomiędzy mną a nim.
- Ty jesteś Naoki?- Zapytała zaskoczona po czym w jej oczach zagościły wesołe ogniki. Zacisnąłem mocno szczeki.
- Nao jesteś w służbowych ciuchach więc siadaj.- Poradził spokojnie Ryu. Stałem tak jeszcze przez chwile po czym zająłem swoje miejsce.- Suyo, a ty. Nie powinieneś nikomu mówić o tym jakie łączyły was relacje. Czy to był przelotny seks czy coś więcej nikogo nie powinno interesować co robiliście w sferze intymnej waszej znajomości.
- Doprawdy? A kto nam się wpakował do pokoju jak pieprzyliśmy się na biurku?- Zapytał drwiącym głosem. Wciągnął głośno zaskoczony powietrze kiedy wylałem na niego zawartość pełnego kufla.
- Jeszcze jedno słowo a gorzko tego pożałujesz.- Warknąłem na niego wyrywając swoją prawą rękę z uścisku Ryu.- Nie rozpowiadaj o mnie swoim tanim dziwką!
- Byłeś tańszy niż one.- Powiedział wrednie drapiąc się po głowie. Zagotowało się we mnie.
- Suyo…- Zaczął Ryu.
- No co? Przecież mówię prawdę. Nie zawołał ode mnie ani grosza kiedy rozkładał dla mnie swoje nogi. Więc jest gorszy niż te wszystkie dziwki z którymi teraz sypiam.
- Nie masz prawa tak o mnie mówić. Nie jestem taki jak one i jak ty!
- A jak nazwiemy osobę, która rozkłada nogi na każde moje zawołanie, która przyszła do mnie pierwsza skomląc o małe pukano jak suka z cieczką i która nie wzięła za to nic? Dziwka co nie?
- Nie przyszedłem do ciebie pierwszy i nie skomlałem jak suka z cieczką!
- A kto przylazł do mnie po śmierci Buru i w ten sposób chciał zapomnieć o śmierci przyjaciela?! To nie ja prosiłem o bolesne jebanie swojego tyłka tylko ty!
- To już było po naszym pierwszym razie!
- O którym zapomniałeś! Nie pamiętałeś komu pierwszemu dupy dałeś!
- Dobrze wiesz, że mnie naćpano! Jak miałem cokolwiek pamiętać!
- Teraz to naćpano ale wtedy tak nie myślałeś!
- Skąd ty możesz wiedzieć o czym myślałem za każdym razem jak mnie pieprzyłeś?!
- Przeważnie o tym bym szybko skończył i zmienił tą jebaną pozycję!- Krzyknął. Teraz przysłuchiwał się nam już cały bar. Otworzyłem szerzej oczy. Skąd on wiedział…?- Widzisz?! Nawet teraz mogę powiedzieć o czym myślisz!
- Weź wypierdalaj z mojej głowy i mojego życia!
- Jak mam wypierdalać z twojego życia skoro jestem twoim przełożonym?!
- To zachowuj się jak mój przełożony a nie jak Publiczna Ubikacja!
- Z której sam korzystałeś!
- Kurwa! Dlaczego ty jesteś taki chujowy! Mogłem wybrać inny zawód chociaż miałbym święty spokój!
- Toż ci od początku mówiłem, że nie nadajesz się na Łowcę!
- Widocznie chujowy z ciebie Opiekun i nauczyciel jeżeli nie potrafiłeś mnie nakłonić do zmiany mojej decyzji!
- Jakbym był chujowym nauczycielem nie byłbyś najlepszym uczniem w szkole!
- Ty nie jesteś nauczycielem tylko jebanym katem!- Wydarłem się na niego. Gotowało się we mnie. Ja… ja… ja…
- Jebany to byłeś ty a nie ja! Jebany uczeń, chujowy medyk i do tego Łowca cipa!
- CO PROSZĘ?!
- Jak uczeń może dać się ruchać nauczycielowi?! Jak medyk może ranić swojego pacjenta! Jak Łowca…- Urwał kiedy uderzyłem pięścią w blat stołu. Zaśmiałem się histerycznie patrząc na swoje nogi. Zerknąłem na niego. Nie wiem jaką miałem minę ale drgnął delikatnie.
- …- Wyciągnąłem z kieszeni pieniądze aby zapłacić za swoją dole z baru. Zgarnąłem swój płaszcz ubierając go na siebie.
- I co uciekasz? Pokarz wszystkim prawdziwego siebie! Nie pociągniesz dalej tematu? Boi dupo?! Nie dziwię się, że wszyscy cię zostawiają! Siostra, Buru, Rodzice! Jesteś osobą, która myśli tylko i wyłącznie o sobie! Łowca! Phi! Proszę ja ciebie! Czarny Medyk to się zgodzę! Medyk który nie był w stanie pomóc swojej siostrze, rodzicom oraz przyjacielowi!- Krzyczał. Drżącymi rękoma sięgnąłem za swoją koszulkę. Wyciągnąłem spod niej rzemieniowy naszyjnik na którym wisiała zawieszka z literą „W”.  Rozwiązałem ją i trzymając ją w drżących rękach pokazałem mu.
- ZAMKNIJ MORDĘ DRANIU!!!- Wydarłem się na całe gardło. W oczach zebrały mi się łzy.- POWIESZ JESZCZE JEDNO SŁOWO W MOIM TOWARZYSTWIE A ROZKAŻE CIĘ ROZSTRZELAĆ!!!!- Dodałem. Oddychałem ciężko. Milczał patrząc na mnie wkurwionym spojrzeniem. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę wyjścia. Nim wyszedłem z baru zdołałem usłyszeć jak Ryu powiedział wkurwionym głosem „Przegiąłeś tym razem”.

^^~^^

Siedziałem u siebie w salonie.  Odstawiłem na stolik pusta butelkę po whisky. Wstałem na chwiejnych nogach aby dobrać się do kolejnej butelki którą miałem w barku. Rozpieczętowałem ją i wypiłem soczysty łyk z jej wnętrza kiedy usłyszałem charakterystyczny dźwięk obwieszczający, że ktoś stoi za moimi drzwiami i chcę mnie zobaczyć. Zmierzyłem w tamtą stronę trzymając nieodłączną butelkę w ręku. Otworzyłem drzwi nie patrząc wcześniej przez judasza. Nie interesowało mnie kto tam stał.
- Nao?
- Doi. Gihei.- Powiedziałem. Oparłem się o futrynę drzwi i wziąłem kolejny łyk.- Co was do mnie sprowadza?
- Możemy wejść?-Zapytał Gihei. Spojrzałem na nich. W sumie co mi tam. Otworzyłem szerzej drzwi chodząc do mieszkania. W sumie można powiedzieć, że oni weszli a ja latałem po ścianach nim dotarłem do salonu. Weszli za mną ignorując po mistrzowsku to co tutaj zastali.
- Jak chcecie siedzieć to sobie kanapę odwróćcie a jak nie to siadajcie na podłodze.- Powiedziałem i przewróciłem się koło stołu. Butelka którą trzymałem w ręku o dziwo została nienaruszona. Zaśmiałem się głupkowato siadając na dupie.- Co was do mnie sprowadza o tak późnej porze?
- Szczerze?
- No chyba oczywiste, że szczerze.
- O co chodziło? Tam w barze?
- Doi nie domyśliłeś się słuchając naszej rozmowy?
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że ty i Suyo…
- Ta.- Powiedziałem biorąc kolejny łyk trunku.- Drań i bydlak z niego ale macie rację.- Pokazałem na siebie palcem. Zaśmiałem się głupkowato.- Byłem dupo dajką naszego nauczyciela on M.A-logi.- Dodałem. Posmutniałem.- Dupo dajką nauczyciela.
- Nie mów tak.
- A jak mam to mówić? Co?
- To znaczy, że ja też nią byłem.- Powiedział opanowanym głosem Gihei. Spojrzałem na niego jak na idiotę.
- Nie byłeś.
- Jak to  nie. Przecież sypiałem z Ryu. W sumie do dzisiaj z nim sypiam…
- Między wami było co innego.
- Jaaaasnneeeee. Rozkładałem nogi przed nauczycielem od biologii. W sumie przedmiot się różni. Więc masz rację. Z nami było co innego.
- Pierdolisz.- Powiedziałem zaskoczony jego wypowiedzią.
- Ryu pierdoli nie ja.- Dodał. Zatkało mnie.
- Eee… Tylko o to chcieliście zapytać?- Zapytałem. Spojrzeli po sobie i wtedy zaczęły się pytania. Masa pytań. Na które odpowiadałem im do samego rana. Jak to się zaczęło z Suyo. Jak to wznowiliśmy? Dlaczego? Kiedy to robiliśmy? Ile razy? Co wtedy czułem? Dlaczego przerwaliśmy? Dlaczego on się tak zmienił? Dlaczego ja się zmieniłem? Kim była moja siostra? Kim moi rodzice? Co się z tą całą trójką stało? Pytali dosłownie o wszystko o co kiedyś nie mieli odwagi ani okazji zapytać. A ja…? Ja im po prostu odpowiadałem.
- Więc dlaczego nie zignorujesz jego wypadów na dziwki i będziesz wiódł spokojne życie bez jego osoby?- Zapytał Doi jakieś dwie godziny później. Napiąłem wszystkie mięśnie. Spojrzałem do butelki ale już dawno mogłem zobaczyć jej przeźroczyste dno.
- Jego obelgi i kłótnie są mniej bolesne niż nieme oglądanie jego osoby z kolejną dziwką.
- Nie rozumiem.- Powiedział Gihei. Zaśmiałem się cicho.
- Oj… Nao… ty płaczesz…?- Zapytał zaskoczony Doi. Wytarłem pospiesznie oczy oraz policzki. Mimo tego łzy nie przestawały lecieć. Na początku się śmiałem próbując jakoś załagodzić sytuację, ale było już tylko gorzej. Rozpłakałem, a wręcz rozwyłem się na dobrze. Doi i Gihei siedzieli naprzeciwko mnie nie wiedząc jak się mają w takiej sytuacji zachować.
- To trudne…- Zapłakałem jak małe dziecko.- Tak bardzo trudne…
- Ale co jest trudne?!
- Trudne… trudne… trudne…
- Kurwa Nao! Ogarnij się i powiedz co jest takie trudne!- Krzyknął Doi. Pod zamkniętymi powiekami spod których nadal leciały mi łzy zobaczyłem jego uśmiechniętą twarz jaką kiedyś zaprezentował mi w jaskiniach kiedy zamknięto nas tam abyśmy się pogodzili. Jego szczery uśmiech. Zapłakałem jeszcze głośniej.
Tak trudno jest na głos powiedzieć, że go kocham.

^^~^^

Zmęczonym krokiem przeszedłem przez długi korytarz i zatrzymałem się przed windami. Przetarłem twarz rękoma zostawiając na chwilę palce w kosmykach włosów. Nie ma innego wyjścia. Jeżeli nadal pozwolę mu siebie ranić nigdy nie zaznam spokoju. Jeżeli tutaj zostanę cały czas będzie tak mówił i się zachowywał. Muszę to przerwać.
Mam już dosyć jego zachowania, słów i tych uczuć które powoli mnie niszczą.
- Siema.- Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się. Yaichiro. Przestąpił nerwowo z nogi na nogę i spojrzał na drzwi od windy.
- Siema.- Odpowiedziałem. Obaj usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Weszliśmy do wnętrza windy. Yaichiro nacisnął przycisk z numerem naszego pięta. Ja wcisnąłem przycisk prowadzący na najwyższe piętro.
- Do Szefa?- Zapytał widząc co wcisnąłem.
- Ta.- Odpowiedziałem ziewając przeciągle.
- Widzę, że ciężką noc miałeś.- Zauważył. Zaśmiałem się cicho. Gdyby wiedział ile takich nocy miałem ostatnio…
- Miałem kilka spraw na głowię.
- Może weźmiesz sobie kilka dni wolnego. Aby odpocząć.- Zaproponował. Moim zdaniem to zły pomysł. Wtedy będę miał za dużo czasu na myślenie.
- Ta. Zapytam Szefa o to jak już u niego będę. Może da mi z tydzień wolnego. Wtedy będę mógł się rozerwać.
- Hihihihi. Tylko jak weźmiesz tutaj urlop to nie pędź do pracy do szpitala albo do kliniki.- Zaśmiał się cicho. Uśmiechnąłem się.
- Miałem to na twarzy wypisane, że wiedziałeś co mi po głowie chodzi?
- Znam cię nie od dziś. Chyba wszyscy w Oddziale wiedzą o tobie już wszystko, więc niczego przed nami nie ukryjesz.- Dodał. Uśmiechnąłem się gorzko.
- Ta. Masz rację. Niczego więcej nie dam rady przed wami ukryć.- Powiedziałem kiedy zostałem sam w windzie. Oparłem się o jej ścianę. Zaśmiałem się cicho. Zaczynało mi odbijać czy co.
Wysiadłem z windy. Swoje kroki skierowałem w stronę biurka sekretarki Szefa. Spojrzała na mnie kiedy zatrzymałem się przed nią.
- Był Pan umówiony?- Zapytała. Nie lubiłem tych jej uprzejmości chociaż wiedziałem, że nie mogła do mnie na wjeździe rozmowy uderzyć na „ty”.
- Nie. Wypadła mi pilna sprawa do omówienia z Szefem. Jeżeli nie może mnie przyjąć teraz to poczekam, aż będzie miał czas.- Powiedziałem. Spoglądała na mnie uśmiechając się delikatnie. Nie znosiłem tego typu uśmiechu. Każdy kto się tak uśmiecham w stosunku co do mojej osoby przywodził mi na myśl jedno hasło przewodnie „Współczujcie biedakowi, który spał ze swoim Liderem”. Popadam w paranoje. Pokręciłem delikatnie głową. Sięgnęła po słuchawkę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedł do pana Naoki.- Powiedziała do telefonu. Kiwnęła kilka razy głową.- Mówi, że to jakaś pilna sprawa.- Dodała. Rozmawiając patrzyła ciągle w moją stronę.- Dobrze. Przekaże.- Powiedziała. Rozłączyła się.- Proszę chwilę poczekać. Szef za chwilkę pana wezwie.
- Dobrze.- Powiedziałem siadając na jednym z plastikowych krzeseł zostawionych na korytarzu. Nie siedziałem tam nawet 5 minut kiedy sekretarka powiedziała mi, że mogę wejść. Wypuściłem głośno powietrze stając przed drzwiami. Odczekałem chwilę i zapukałem w nie. Nie czekając na odpowiedź wszedłem do środka.
- Usiądź.- Powiedział głos w cieniu. Zrobiłem tak jak kazał.- Coś się stało?
- Zanim zaczniemy chciałbym zapytać czy mogłoby to pozostać między nami? Ogólnie czy nie będzie Pan zły, nie wywali mnie albo nie zabije od miejsca?
- Rozumiem, że prosisz mnie o sto procent dyskrecji i brak reakcji dopóki mi nie wyjaśnisz co cię do mnie sprowadza?- Zapytał dla upewnienia. Nie lubiłem z nim rozmawiać ponieważ nie widziałem jego twarzy. Wielu rzeczy musiałem się domyślać albo wyczytywać w jego głosie.
- Nie inaczej.
- Rozumiem, że to coś poważnego. Znowu pokłóciłeś się z Suyo?- Zapytał. Milczałem ponieważ nie dał mi odpowiedzi na wcześniejsze pytanie.- Dobrze już dobrze. Rozumiem. Pozwolę ci zakończyć twoją wypowiedź a dopiero później zareaguje.
- Fajnie by było.- Powiedziałem cicho pod nosem. Wypuściłem głośno powietrze.
- No to zaczynaj.
- Chcę zrezygnować z pracy Łowcy, Medyka i życia w tej Sferze.- Powiedziałem na wydechu. Poruszył się niespokojnie.
- Czy stało się coś konkretnego, że podjąłeś taką drastyczną decyzję?
- Chcę zniknąć. Nikomu nie mówić gdzie jestem.
- Ale dlaczego? Gdzie byś się udał?- Zapytał poddenerwowanym głosem. Kilka razy wytarłem spocone dłonie o spodnie na moich udach.
- Na… Wyślesz mnie na Powierzchnie.
- Co ty za głupoty opowiadasz? Całe życie z sensorami chcesz żyć. Wiesz, że je trzeba zmieniać co jakiś czas.- Powiedział po chwili milczenia. Nie zrozumiał. Sięgnąłem do pochwy na moich plecach i wyciągnąłem z niej ciężki nóż. Spojrzałem na niego zamykając go w swojej lewej dłoni. Przeciągnąłem po niej wyciągając nóż z uścisku. Syknąłem. Piekło. Wręcz bolało.- NAOKI?!- Krzyknął przerażony. Uśmiechnąłem się.
- Spokojnie. Widzi Pan?- Zapytałem pokazując na krew na mojej dłoni.
- Widzę. Krew. Poczekaj dam ci apteczkę, co ci odbiło?
- Chwila.- Powiedziałem przyglądając się swojej ciemnoczerwonej i gęstej krwi.- A teraz? Widzi Pan?- Zapytałem kiedy na naszych oczach przez moją krew przeleciał srebrny połysk i znowu stała się czerwona. Usłyszałem huk upadającego krzesła. W ciemnościach mignęły mi blond włosy. A więc Szef był blondynem. Uśmiechnąłem się smutno.- Widział Pan.
- Co… co… jak? Ale jak? Przecież…?
- Proszę nic nikomu nie mówić. Za dwa dni jak się spakuje sam się u Pana wstawię. Będziecie mogli eskortować mnie na Powierzchnię. Nikomu proszę o tym nie mówić. Naoki po prostu zaginął. Nic po za tym nie wiadomo. Zaginąłem i nigdy nie wrócę. Po jakimś roku będziecie mogli uznać mnie za martwego. Kiedy będę eskortowany zasłonicie mi twarz aby nikt nie wiedział kim jestem. Błagam tylko o to jedno. Nikomu nie mówić. Zapomnieć. Wyrzucić z pamięci całego społeczeństwa. Tak, jakbym nigdy nie istniał.
- Jak ty to sobie wyobrażasz?!
- Po prostu. Tak jak to powiedziałem.
- Wiesz, że to tak nie działa. Każdy musi być zapisany w rejestr, a ja nawet nie wiem kiedy to się zaczęło. Czyżby sensory…
- Nie. Sensory niczym nie zawiniły. Są sprawne. Tyle, że mi nigdy nie były potrzebne.
- Jak to nigdy?
- Ja się taki urodziłem. Spłodzili mnie zdrowi ludzie. Urodziłem się taki a dwa lata później doszło do katastrofy. Ja się urodziłem, inni się zarażają. Jestem inny. Ani Yaichiro ani Toshio tak samo jak Buru nie odkryją prawdy swoimi oczyma. Badania krwi nie działają. Jak sam dobrze widziałeś potrafię ją zmienić tak aby niczego nie było widać.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że od tylu lat mieliśmy Maga pod nosem, żył sobie spokojnie w Brutusie, chodził z dzieciakami do szkoły, został Medykiem i Łowcą i jeszcze…
- Nikogo nie zabiłem.- Przerwałem mu.- Ale tak. Macie rację. Najlepszy uczeń w szkole, Wybitny Medyk, Łowca oraz Mag to jedna i ta sama osoba.
- Skoro… skoro masz zdolność ukrywania się dlaczego mi o tym powiedziałeś?! Dlaczego się ujawniłeś?!- Krzyknął uderzając rękoma w blat biurka. Drgnąłem zaskoczony. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Po chwili zaśmiałem się cicho.
- Ponieważ jestem już zmęczony. Mam dosyć życia w tym świecie. Pod ziemią. Nie chcę już tak żyć. Proszę. Pozwól mi być wolnym.
- A co z twoimi przyjaciółmi? Oddziałem? Pracą?
- Mówiłem. Mam zniknąć z pamięci społeczeństwa. W sumie jakby się dowiedzieli kim jestem sami wywalą mnie z pamięci.
- Nao dlaczego ty nam to robisz?- Zapytał załamanym i wilgotnym głosem. Płakał?
- Przepraszam…- Powiedziałem cicho. W pomieszczeniu zapanowała nieprzyjemna cisza.

^^~^^

Zakleiłem ostatnie pudło ze swoimi rzeczami. Dostałem niby tydzień wolnego. Z mojego Oddziału tak samo jak z pracy Medyka i w ogóle nikt z mojego otoczenia pomijając Szefa nie wiedział, że ten tydzień nigdy się nie skończy i, że nie wrócę z niego do pracy.
Najgorzej będzie przewieźć te wszystkie rzeczy do biura, w którym jeszcze pracowałem. Obiecałem Szefowi, że do jutra południa wszystkie moje rzeczy zostaną przewiezione do niego. Aby nie było już problemu.
Dlaczego to zrobiłeś?

Nie mogłaś poczekać z pytaniami do czasu jak się zobaczymy?

Zapytałem zrezygnowany kiedy usłyszałem znajomy głos w głowie. Sięgnąłem po butelkę wody. Opróżniłem ją do połowy rozglądając się po pomieszczeniu. Szafki jak i pułki świeciły pustkami. Miałem tylko ciuchy na jutro oraz trochę jedzenia, jedna para naczyń została na stoliku. Podrapałem się po głowie. Wzruszyłem ramionami. Sięgając po swój telefon odłożyłem butelkę na stole. Wybrałem pewien numer.
- Tak?- Usłyszałem po drugiej stronie.
- Ryoko podaj mi Toshio do telefonu.- Powiedziałem. Mogłem się spodziewać, że to on odbierze.
- Już.- Powiedział. Coś zaszeleściło, stuknęło nim usłyszałem głos osoby, z którą chciałem rozmawiać.
- Nao?
- Tak.
- Coś się stało?
- Dlaczego coś miałoby się stać?
- Bo ty do mnie dzwonisz.
- Eh.- Wypuściłem głośno powietrze zagłębiając się w swoim starym fotelu. Ciekawe co się stanie z meblami?- Chciałbym wykorzystać ostatnie życzenie.- Powiedziałem. Ciekawe czy skojarzy o co mi chodzi?
- Co mam zrobić?- Zapytał przybierając poważny ton głosu. Uśmiechnąłem się do telefonu. Pamiętał.
- Mam kilka pudeł do przewiezienia do Szefa do nas do biura. Byś mi je poprzewoził?
- Tylko to?
- Tak. Wiesz, że masz nie mówić nikomu o tym co dla mnie zrobisz i masz się mnie nie pytać dlaczego to robisz.
- Spoko. Przecież wiem. Ale mogę tak za dwie godzinki?- Zapytał dziwnym głosem. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.
- Wiesz, że obaj jesteście perwersami?- Zapytałem kiedy usłyszałem przeciągły jęk Ryoko w tle.
- Dopiero teraz się o tym … dowiedziałeś?- Sapnął.
- Widzimy się za dwie godziny. Mam nadzieję, że to ty jesteś na dole i dupa cię będzie boleć.- Warknąłem uśmiechając się złośliwie pod nosem.
- Nie tym razem maleńki.- Powiedział i się rozłączył. Rozejrzałem się po pokoju. W sumie kilka pudeł można by było teraz wynieść z mieszkania. Te najmniejsze. Takie które ogarnę sam. No i dwie torby. Telefon znowu wylądował przy moim uchu.
- Nao?
- Izo tylko mi nie mów, że się teraz pieprzysz?
- Co?! Zwariowałeś?! Jest środek tygodnia i do tego nie ma jeszcze południa! O co ci chodzi, że wyskakujesz do mnie z takim…
- Wybacz, wybacz. Chciałem się tylko w czymś upewnić. Masz wolne auto?
- No mam.
- Przewiózłbyś mi kilka niepotrzebnych mi rzeczy z domu do mojego biura.
- Do Łowców?
- Tak.
- Po co?
- Czasami jak zostaje dłużej w pracy te rzeczy mogą mi się tam przydać, a że nie potrzebuje ich w domu to pomógłbyś mi je tam przewieźć?- Zapytałem. Odczekałem chwilę nim dał mi odpowiedź.
- Będę u ciebie za pół godziny.- Powiedział. Uśmiechnąłem się.
- Spoko. Zniosę je na dół przed klinikę.- Powiedziałem i się rozłączyłem.

^^~^^

Wszystkie moje rzeczy zostały przewiezione. Rozejrzałem się po mieszkaniu. Zostały rzeczy których nie zabieram. Wypuściłem głośno powietrze. Zgarnąłem klucze i wyszedłem z domu. Miałem się dzisiaj spotkać w barze ze znajomymi ze szkoły jak i z osobami z Oddziału (tymi które chciały przyjść). Ot tak. Mały wypad na piwo. W barze pojawiłem się pierwszy. Dopiero wtedy spojrzałem na zegarek. Pojawiłem się godzinę przed czasem. Zamówiłem sobie coś do jedzenia oraz duży kufel piwa.
Nawet nie rejestrowałem w umyśle smaku jedzenia, które zamówiłem ani nie docierały do mnie słowa tych którzy też odwiedzali bar. Na dobrą sprawę dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że nie siedzę już sam przy stoliku.
- Ocknąłeś się?- Zapytał uśmiechnięty Yaichiro.
- Ta. Sorry. Odpłynąłem.
- A o czym takim myślałeś?-Zapytał Torazo. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- O czymś miłym.- Odpowiedziałem. Za cholerę nie powiem im, że to o nich myślałem przez cały ten czas.
- Długo czekasz?- Zapytał Ryu. Pokiwałem przecząco głową. Tego też im nie powiem. Sięgnąłem po swój telefon, który zawibrował mi w kieszeni spodni. Spojrzałem na wyświetlacz. „Szef”.
- Tak?
- Widziałem, że dowieźli wszystkie twoje rzeczy.
- Tak. Dzisiaj je przywiozłem.
- Czy to znaczy, że już jutro chcesz wyruszyć.
- Tak szybko to nie myślałem. Zrobię tak jak Pan sobie tego zażyczy.
- Musisz mi powiedzieć jeszcze jedna ważną rzecz.
- Jaką?
- Jaką magią władasz?- Zapytał. Odchrząknąłem. Mam mu to powiedzieć przez telefon? Pomyślałem przez chwilę.
- Nie czytał pan moich dokumentów z opisu magii jaką władają mieszkańcy Powierzchni, który zrobiłem rok temu?- Zapytałem wiedząc, że zbije go tym z tropu.
- Hę? Co ty mówisz?
- Ten raport. Tak uwzględniałem taką wzmiankę dotyczącą „Roślinnej Kontroli X”.- Powiedziałem. Po drugiej stronie zapanowała grobowa cisza.- No tak. To ten typ magii który panuje nad roślinami i zwierzętami.
- Chcesz mi powiedzieć, że ty…?
- Nie inaczej.- Uśmiechnąłem się do swoich towarzyszy przysłuchujących się mojej rozmowie.- Wiem, że mogłem niewyraźnie napisać tą nazwę w dokumentach. Jeżeli Pan chce to za dwa dni przyjdę do biura i posprawdzam swojego dokumenty. Tam gdzie pismo jest nieczytelne po prostu je poprawie.- Dodałem.
- Widzimy się jutro.- Powiedział i się rozłączył.
- Jutro? Dobrze. Jeżeli chce pan tak szybko naprawy tych dokumentów… dobrze. Rozumiem. Nie przeszkadzam. Dziękuje.- Powiedziałem do wyłączonego już aparatu. Włączyłem niby to czerwoną słuchawkę i schowałem telefon do kieszeni.
- Więc jutro masz do pracy?- Zapytał Doi.
- Co? A tak. No.- Powiedziałem zamyślony. Uśmiechnąłem się biorąc łyk piwa.- Czeka mnie masa roboty papierkowej.- Dodałem.
- Hideki? Dobrze się czujesz?- Usłyszałem głos Torazo dobiegający z mojej lewej strony. Spojrzałem w tamtą stronę. Hideki siedział blady jak ściana gapiąc się na blat stołu. Pochyliłem się w jego stronę.
- Hideki?- Zapytałem. Drgnął i spojrzał na mnie. Zmarszczyłem czoło. Był przerażony.
- Prz…Przepraszam. Przypomniało mi się, że sam muszę do jutra wieczora przesłać mojemu wydawcy trzy skończone rozdziały a utknąłem w pierwszej linijce pierwszego rozdziału. On mnie zabije.- Zajęczał zrezygnowanym głosem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mogłem się domyślić, że Hideki znowu miał jakiś problem ze swoją nową książką.
- O czym tym razem piszesz?- Zapytałem zaciekawiony. Miałem już w kolekcji jego dwie książki. Ciekawe na co teraz postawi.
- Chcę napisać szkolny romans.
- Romans?
- Męsko męski.- Dodał. Otworzyłem szerzej oczy i zamruczałem zaskoczony.- Co taki zdziwiony?
- No nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. A o czym dokładnie to będzie. Nie no w sumie nie dokładnie, taki zarys?- Zapytałem. Wyciągnął z kieszeni spodni jakąś kartkę. Wyprostował ją kilka razy. W trakcie prostowania spojrzał czule na Torazo i podał mi owy zagrywek papieru.
- To jest kawałek czegoś co kiedyś tam pojawi się w jakiś z rozdziałów. Powiedz mi co o tym myślisz?- Zapytał. Zerknąłem na papier.
Zobaczyłem drobne pisko w wielu miejscach pokreślone. Pochyliłem się aby lepiej dojrzeć coś w nikłym świetle.

„          - Zrobiłeś to.- Jęknął Keisuke. Chłopak go zignorował.
                - Keisuke znasz.- Wskazał na brązowowłosego.- Aki Sorani.- Pokazał kolejnego. Tym razem padło na białowłosego.- Shin Kurotawa Kurosawa. To jego siostra Natsu i ich przyjaciel z dzieciństwa Miki Forbedrey.- Dokończył. Kiwnąłem głową. Ciekawe co brat robi dzisiaj na obiad? W sumie… dzisiaj gotował Senou. Czyli za pewne znowu zrobi omlet z curry. Może zajdę po drodze do domu do jakiegoś baru i coś sobie zjem? Wtedy za pewne byłby zły…?
                - Ten jak długo wytrzyma?- Zapytała Natsu. Spojrzałem na nią schodząc z obranego przez moje myśli toru. Może by tak mówili trochę normalniej. Działali mi na nerwy!
                - Nie wiem. Się zobaczy.
                - Ostatni ile wytrzymał?
                - Dwa tygodnie. Starzy go później przenieśli do innej…- Keisuke urwał swoją wypowiedź gapiąc się w swoją komórkę. Zaśmiał się po chwili głośniej.- Osiedle Hanabi to to nowe wybudowane w zeszłym roku?
                - Ta… Dlaczego pytasz?- Zapytał Aki. Zmarszczyłem brwi.
                - Stara załatwiła mi tam korepetytora. Wiesz o co chodzi. O wszystko się muszą sadzić.
                - Za matmę.- Wyjaśnił i schował telefon do kieszeni swoich spodni.- Dzisiaj mam się u niej pokazać.
                - Laska?- Zapytał Aki. Keisuke kiwnął głową.
                - Starzy nie chcą abym spedalił kogoś innego więc wybierają mi laski.- Powiedział bez ogródek. Poczułem na sobie czyjeś spojrzenie. Spojrzałem w tamtą stronę. Harutou przyglądał mi się uważnie. Skoro jego kumpel był pedałem to dlaczego…
                - Wiem o czym myślisz.- Powiedział nadal gapiąc się na mnie.
                - Słucham?- Zapytałem. Nie że nie dosłyszałem. Chciałem aby powiedział co takiego jego zdaniem myślę.
                - Haru nie mogłeś wybrać kogoś mniej wkurwiającego?- Zapytał Aki.
                - A mi się podoba.- Pierwszy raz głos zabrał Shin. Spoglądał na mnie. Aki gapił się na mnie nienawistnym spojrzeniem cały czerwony na twarzy. He?
                - A co ci się w nim takiego kurwa podoba?!
                - Jest… uroczy.- Odpowiedział chłopak nie patrząc na swojego sąsiada. Aki zerwał się na równe nogi.
                - Aki zostaw.- Powiedział Harutou kiedy ten zbliżył się do mnie z wyciągniętą w moją stronę ręką.”

Spojrzałem na niego uśmiechnięty. Oddałem mu kartkę.
- Rozumiem, że to poskreślane nie będzie brane pod uwagę?- Zapytałem. Pokręcił przecząco głową chowając kartkę tam skąd ją wyciągnął.- Jak już zostanie wydana daj mi znać. Będę musiał ją sobie kupić.- Dodałem. Kiwnął z kilku sekundowym opóźnieniem głową. Pewnie myślał już o tym jak dalej pociągnąć swoją fabułę. Ciekawe jak to się dalej potoczy i co było wcześniej. Przed tym co teraz przeczytałem.
Uśmiechałem się delikatnie przyglądając się dokładnie każdemu kto tutaj teraz ze mną siedział. Nie było wśród nas Suyo. Tylko jego. Ciekawe czy znowu robi to teraz z jakąś dziwką?
Opuściłem wzrok w dół kiedy moje serce przeszył ostry i niespodziewany ból.
Ból którego wkrótce się pozbędę, raz na zawsze z mojego życia.

^^~^^

Był dzień wolny od pracy. Siedziałem u niego w gabinecie oglądając dokładnie ciuchy jakie mi nałożono. W biurze znajdowało się raptem może z piętnaście osób. Idealny dla mnie dzień. No dobra. Wróćmy do lustrowania mojego ubioru. Kremowe, lniane, luźne spodnie, ciemniejszy odcień męskiego odpowiednika damskich balerinek na nogach oraz długą białą, lnianą tunikę z rozcięciami na udach. Długie rękawy. Związałem włosy w koka. Uśmiechnąłem się delikatnie czując na sobie spojrzenie Szefa. Nie widziałem go, ale wiedziałem, że siedzi przed biurkiem.
- Czy każdy Mag jest wyprowadzany w takim stroju?
- Nie wyprowadzałeś nigdy żadnego?
- Nie. Nie miałem okazji.
- Tak. Każdy.- Odpowiedział. Spojrzałem na biurko na którym leżało pięć łańcuchów długich na jakieś 40 cm każdy zakończony z jednej strony bransoletą. Wiedziałem, że musze je na siebie ubrać. Ubiorę je i ściągną mi je dopiero za miesiąc. Na powierzchni. Cały miesiąc muszę w nich chodzić. Usiadłem na fotelu sięgając po jeden z łańcuchów. Bransoletę zatrzasnąłem na kostce lewej nogi.- Jesteś pierwszym Magiem jakiego widzę, który sam siebie zakuwa.
- Dziwne by było jakbym tego nie robił patrząc na to w jaki sposób znalazłem się w tej sytuacji.- Powiedziałem zapinając kolejną bransoletę na swojej drugiej nodze.
- Nie będzie ci ciężko?
- Łańcuchy nie wyglądają na takie ciężkie.- Zaśmiałem się. Pomachałem jednym z łańcuchów.- Niezła zabawka do bdsm.
- Nie o to mi chodziło zboczeńcu mały.- Warknął. Zaśmiałem się. Wiedziałem, że nie o to.
- Chyba każdemu jest kto tam wyruszał, co nie?
- A nie będziesz tęsknił?
- Chyba każdy tęskni?
- Tyle, że żaden z dotychczasowych magów nie zostawiał tutaj wybranka swojego serca.- Powiedział cicho. W pomieszczeniu dało się słyszeć tylko ciche kliknięcie kiedy zamykałem bransoletę na lewej ręce. Zerknąłem w jego stronę.
- Skąd wiesz?- Zapytałem chłodno.
- Wiem wszystko co ma związek z moimi Łowcami.- Zauważył. Wypuściłem głośno powietrze.
- Tak będzie lepiej dla wszystkich.- Odpowiedziałem. Kiedy już skończyłem z zamykaniem swoich kończyn w ciężkich łańcuchach sięgnąłem po ostatnią. Największą z nich wszystkich. Tą, którą umieszcza się na smyczy.- Zabawne. Jako Pies nie miałem smyczy, a teraz sam ją na siebie zakładam.- Zaśmiałem się cicho. Sięgnąłem obrożą do szyi.
- Czekaj. Ja to zrobię.- Powiedział. Uśmiechnąłem się delikatnie. Podałem mu obrożę. Wstałem stając do niego tyłem. Zamknąłem oczy. Stałem tak przez chwilę.- Chciałbyś mnie zobaczyć?- Zapytał kiedy poczułem na szyi jego zimne palce.
- Już kiedyś mnie o to Szef pytał. Ponownie muszę odmówić.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie. Usłyszałem charakterystyczne kliknięcie. Moja szyja stała się cięższa. Przy każdym moim najdrobniejszym ruchu towarzyszyło mi brzęczenie metalu.
- Teraz ta wiedza w niczym by ci nie przeszkadzała.
- Nie wiem jaką minę robisz.- Powiedziałem dotykając delikatnie obroży. Nadal miałem zamknięto oczy.- Chcę wierzyć, że chociaż trochę ci smutno. Jeżeli zobaczę triumf albo radość bądź pogardę i strach na twojej twarzy… nie. Tego nie chcę widzieć.- Dodałem cicho. Poczułem jak jego ramiona oplatają moje w delikatnym uścisku. Jak wtula się w moje plecy. Drżał?
- Nie mógłbym tak patrzeć!- Krzyknął. Nadal miał przy sobie modulator głosu. Nie poznałem go.- Masz zamknięte oczy?- Zapytał.
- Tak.- Odpowiedziałem. Okręcił mnie w swoją stronę po czym przytulił się do mnie mocno. Stałem zaskoczony.
- Jesteś cudownym człowiekiem, pełnym ciepła i życzliwości. Sumiennym i wiernym Łowcą oraz najbardziej empatycznym i opiekuńczym Medykiem jakiego kiedykolwiek było mi dane spotkać. Nie interesuje mnie to, że jesteś Magiem. Gdybym mógł dla ciebie zmieniłbym prawo i połączył oba światy w jedno aby tylko nie tracić takiego pracownika, członka wspólnoty jak i towarzysza którym jesteś. Żałuje, że to wszystko nie potoczyło się inaczej. Żałuję, że tylko tyle mogę dla ciebie zrobić. Przykro mi Nao.- Mówił szybko ledwo co łapiąc oddech pomiędzy wyrazami. Głos mu drżał. Objąłem go delikatnie pozwalając wypłynąć moim łzą na powierzchnię. Pierwsza i ostatnia osoba, z którą dane mi było się pożegnać . Staliśmy tak chwilę w milczeniu. Po chwili cofnął się ode mnie. Odczekałem chwilę po czym delikatnie uchyliłem powieki. Nigdzie go nie widziałem.
- Dziękuje.- Szepnąłem cicho. Na biurku leżała biała maska duża z horrorów wraz z czarnym kapturem. Uśmiechnąłem się. Ubrałem ją na siebie.- I jak wyglądam?
- Twarzowo.- Zażartował. Zaśmiałem się głośno. Zamilkłem kiedy ktoś zapukał do drzwi. Usiadłem na swoim miejscu tak jak kazał mi to Szef.
- Nie wiem kto ma dzisiaj dyżur na dole więc nie wiem kto będzie w twojej eskorcie.- Powiedział. Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem.- Wejść.- Dodał głośniej. Drzwi otworzyły się cicho.
- Wzywał Szef?- Usłyszałem znajomy głos. Zesztywniałem.
- Torazo? Toshio? Nie sądziłem, że to wy macie dzisiaj dyżur.- Powiedział Szef. Usłyszałem nutkę bólu w jego głosie. Uśmiechnąłem się smutno.
- Wczoraj zamieniliśmy się z chłopakami z drugiego piętra. Spotkaliśmy się z przyjacielem dlatego dzisiaj musimy odpracować.- Powiedział wesołym głosem Toshio.- Czy coś się stało, że wezwał nas Szef tak znienacka?
- Tak. Musicie zająć się moim gościem.- Powiedział. Widziałem ich miny kiedy skierowali wzrok w moją stronę. Szok. Przerażenie. Pogarda. Opuściłem głowę w dół.
- Proszę o wybaczenie ale dlaczego u pana w gabinecie jest kurwa Mag?!- Zapytał zbulwersowany Torazo. Uderzenie ręką o blat biurka sprawiło, że podskoczyłem zaskoczony.
- Nie powinno to was interesować. Waszym zadaniem będzie przetransportowanie go na Powierzchnię.
- Teraz? A badania? Wywiad? Trzeba spakować jego wszystkie rzeczy.- Toshio zaczął wymieniać wszystko na palcach lewej dłoni.
- Sam je tutaj przyniósł dzisiaj rano i powiedział, że jest Magiem. Dał mi wszystkie swoje badania oraz przeprowadzony wywiad.
- Sam? Sam się wydał?- Zapytał zaskoczony Torazo. Spojrzał w moją stronę. Tym razem na jego twarzy widniały dwa uczucia. Zaskoczenie oraz podziw.
- Tak. Sam. Dlatego w nagrodę za to, że ten sędziwy już pan się na to zdobył obiecałem mu, że jego tożsamość nie zostanie wam ujawniona. Nie wolno wam ściągnąć mu maski jak i próbować nakłonić go do rozmowy. Jeżeli zadacie mu jakieś pytanie to tylko takie na które będzie mógł odpowiedzieć kiwnięciem głowy. Zrozumiano?- Zapytał chłodno. Grupowe przytaknięcie.- Tak więc nie będę was już zatrzymywał. Magu.- Zwrócił się w moją stronę. Wstałem.- Tym razem Panowie się tobą zajmą.- Dodał. Kiwnąłem głowa. Podszedłem do nich ubierając po drodze lniane białe rękawiczki na ręce. Teraz nie było widać w ogóle mojego ciała. Podszedłem do nich. Toshio złapał za mój łańcuch na prawej ręce. Położyłem mu na dłoni lewą rękę i pokręciłem przecząco głową zabierając od niego łańcuch.
- Co?- Zapytał nie rozumiejąc. Odwróciłem się w stronę biurka. Przyłożyłem prawą rękę do serca i skłoniłem się głęboko przed osobą ukrytą w cieniu.
- Żegnaj.- Odpowiedział. Wyprostowałem się i na drżących nogach  ruszyłem w stronę wyjścia. Szedłem powoli wiedząc, że oni pójdą za mną. Zatrzymałem się koło windy. Spojrzałem za siebie. Miałem rację. Stali tam. Toshio znowu złapał za łańcuch. A ja ponownie zrobiłem to samo co w gabinecie.
- Mu chyba chodzi o to, że nie musisz go prowadzić jak psa bo on nie ucieknie.- Zauważył inteligentnie Torazo. Uniosłem kciuka do góry na znak, że ma rację.
- Jak to? Nigdy nic nie wiadomo.- Powiedział oburzony wchodząc za mną do windy. Stałem pomiędzy nimi. Puknąłem go delikatnie w ramie. Spojrzeli w moją stronę. Pokazałem na łańcuchy na rękach. Później wykonałem ruch zakleszczania czegoś na ręku i pokazałem na siebie.
- Sam się zakułeś?- Zapytał Torazo. Kiwnąłem twierdząco głową. Toshio prychnął. Wypuściłem głośno powietrze. Znowu puknąłem go w ramię.
- No co?- Zapytał. Pokazałem palcem na łańcuch zwisający z nadgarstka, złapałem go i przecząco pokiwałem głową. Po chwili puściłem łańcuch i wyciągnąłem w jego stronę prawą dłoń. Patrzył na nią nie rozumiejąc. Schyliłem się sięgając po jego lewą rękę. Splotłem nasze palce w jedno. Drgnął. Pokazałem na siebie, później machnąłem ręką i pokręciłem przecząco głową. Uniosłem nasze ręce do góry.
- Nie trzymaj go za łańcuch. Jak złapiesz go za rękę nie ucieknie bo go trzymasz?- Zapytał Torazo. Kiwnąłem kilka razy głową. Nadawałby się na kalambury czy coś.
- Skąd ty to wiesz?
- Umiem dobrze czytań z ruchów ciała.- Zaśmiał się
- Ukrywałeś się?- Zapytał Toshio kiedy widna się zatrzymała. Wyszliśmy na zewnątrz zatrzymując się na początku wielkiego garażu. Kiwnąłem twierdząco głową.- Jak długo?- Dodał. Zamyśliłem się. Mają mnie za staruszka. Wolną ręką kilka razy pokazałem w powietrzu ilość palców.- 17?- Zapytał. Kiwnąłem głową.- Miesięcy?- Zaprzeczenie.- Lat?- Potwierdzenie. Spojrzeli na mnie zaskoczeni.- Niezły jesteś Dziadek.- Zauważył. Wypiąłem dumnie pierś po czym zgarbiłem się kiedy doszliśmy do samochodu.

^^~^^

Posadzili mnie na wielkim drewnianym siedzeniu zostawionym na środku wioski pełnej magów. Pierwszy raz byłem w tej wiosce mimo, że na Powierzchni byłem już kilka razy. Spojrzeli na mnie jeszcze raz. Zaskoczyli mnie tym, że mimo tego co teraz ronili mieli przy sobie swoją broń.
- Nie wiemy kto przybędzie na odpieczętowanie, ale dokładnie za miesiąc bądź cały czas w wiosce.- Powiedział Toshio. Kiwnąłem twierdząco głową. Odwrócili się. Złapałem ich pospiesznie za ręce. Spojrzeli na mnie zaskoczeni. Położyłem prawą rękę na sercu po czym skłoniłem się przed nimi na tyle głęboko na ile pozwalała mi pozycja siedząca.
- Żegnaj.- Powiedzieli. W ciszy patrzyłem jak odchodzą. Nie ruszyłem się nawet o milimetr nawet wtedy kiedy w wiosce rozbrzmiał przeraźliwy pisk obwieszczający, że winda została uruchomiona i powoli zaczęła zjeżdżać w dół. Po kilku minutach ktoś podszedł do mnie. Poznałem tą osobę. Eizo.
- Możesz już ściągnąć maskę.- Powiedział. Zerknąłem w jego stronę.-Nazywam się Eizo. Teraz znajdujesz się na terenie wioski Sun a to…
- On to wszystko wie.- Przerwała mu Fumi. Wypuściłem głośno powietrze widząc jej minę. Zdjąłem z głowy maskę wraz z kapturem.- Teraz mi z łaski swojej odpowiesz, dlaczego im powiedziałeś, że jestem Magiem?! Hę?! Naoki?!- Krzyknęła oburzona patrząc się na mnie. Spojrzałem gdzieś w bok byle nie patrzeć w jej oczy.
Na placu zapanowała cisza.
 ***************************************************************

I jak? Podobało się? :D
Hihi:).
Powoli zbliżamy się ku końcowi (powiem wam szczerzę, że teraz pisze notatkę z notatki. Dodam jedną i dopiero piszę drugą więc mogą być jakieś poślizgi jeżeli chodzi o dodawanie) dlatego tak szybko się wszystko dzieję:).
Kolejny rozdział postanowiłam nazwać
26. „Nie płacz, że nie masz gdzie iść… niektórzy nie mają gdzie wracać.” 26.

Pozdrawiam:
Gizi03031:)