:)

:)
Na zgliszczach świata powstaje nowy a w centrum tego świata rodzi się miłość

środa, 6 maja 2015

28. „Gdy zamykasz oczy świat się nie zatrzymuję.” 28.

Hejka:)!
Tak jak obiecywałam dzisiaj dodaje kolejny rozdział dotyczący przygód naszego Maga i Łowcy.
Powoli zbliżamy się ku końcowi (wiem powtarzam to już od jakiegoś czasu, ale wolę was przygotowywać aby nie było zaskoczenia).

Kolejny rozdział dodać dopiero 10.06.2015 roku. Mam nadzieję, że dzielnie to zniesiecie.

Zapraszam do czytania:>
*****************************************************
Siedziałem nad brzegiem morza gapiąc się na wschodzące słońce. Nie mogłem spać ostatniej nocy, więc wyrwałem się z domu na krótki spacer i tak właśnie skończyłem tutaj. Oddychałem spokojnie. Przeciągnąłem się rozkładając się wygodnie na piasku. Wsadziłem ręce pod głowę i gapiłem się w niebo. Wiał delikatny, chłodny wiatr. Nie wiem ile tak leżałem gapiąc się w niebo bez konkretnego powodu i myśli kiedy niedaleko siebie usłyszałem dziwny szmer. Odwróciłem głowę w bok patrząc w tamtą stronę. Tutaj nie musiałem obawiać się ani zwierząt, ani roślin. Tylko ludzie mogą stanowić dla mnie jakieś zagrożenie.
Nad brzegiem morza usiadła wysoka postać. Było jeszcze szarawo więc mnie nie zauważyła. Siedziała jakieś trzysta metrów ode mnie. Patrzyła przez dłuższą chwilę na wschodzące słońce po czym ukryła twarz w dłoniach. Z tej odległości mogłem tylko dojrzeć jak drżą tej osobie ramiona.
Rozpoznałem ją jak tylko zbliżyła się do brzegu. Suyo. Poczułem uścisk w mostku i suchość w oczach. Przekrzywiłem głowę w bok. Płakał. Zgiąłem lewe kolano. Nabrałem powietrza do płuc i uderzyłem się otwartą dłonią w prawy policzek. Uniosłem rękę do góry kiedy poderwał się gwałtownie i rozejrzał dookoła siebie. Spojrzałem na niebo. Nie będę na niego patrzył, ale niech chociaż wie, że nie jest sam na plaży.
Po dziesięciu minutach nad moją twarzą zawisła ciemna sylwetka.
- Nie możesz spać?- Zapytał.
- Nie. Zasłaniasz mi niebo.- Zauważyłem inteligentnie. Prychnął i usiadł obok mnie.
- Niebo sobie ogląda zamiast spać.
- Jakbym mógł spać to bym spał a nie gapił się w niebo, to jest chyba logiczne.- Zauważyłem. Ziewnąłem przeciągle.
- Dlaczego nie mogłeś spać?- Zapytał. Zakaszlałem siadając gwałtownie. Siedział teraz kilka centymetrów za mną.
- A tak ogólnie.- Powiedziałem wymijająco. Usłyszałem za sobą jego cichy śmiech.
- Mam nadzieję, że nie pomyślałeś, że żartuję. Zostaniemy tutaj na trzy dni. Pomyśl czy chcesz to zrobić w ten sposób.- Powiedział i wstał. Poczochrał moje włosy swoją wielką ręką i ruszył w stronę wioski.- Co by tutaj zjeść na śniadanie?- Zastanowił się na głos przeciągając się mocno. Gapiłem się na jego plecy. On na serio chce to zrobić w taki sposób. Chce być pasywem. Chce się oddać kompletnie ciemnej osobie jeżeli chodzi o role osoby aktywnej w łóżku. Pokręciłem przecząco głową i ruszyłem chwilę za nim do woski.

^^~^^

Siedziałem u siebie w salonie. Razem ze mną siedzieli bliźniacy oraz Yujiro. Oni grali w karty a ja przyglądałem im się z bezpiecznej odległości. Pozostali wyszli w las. Śmiałem się, że poszli do lasu narobić hałasu. Ostrzegłem ich, że mają nie niszczyć żadnych roślin bo czeka ich to samo. A na propozycję abym poszedł z nimi grzecznie odmówiłem mówiąc, że mam kilka spraw do zrobienia w domu.
Wyciągnąłem kilka książek i zacząłem je układać na półce kiedy Yujiro zaśmiał się głośno i przeciągnął się ziewając szeroko.
- Jak jesteś śpiący to się prześpij.- Powiedziałem nie patrząc nawet w ich stronę. Rozejrzałem się po pokoju. W drewnianej doniczce na oknie stała sama ziemia. Pochyliłem się nad nią i przyjrzałem dokładnie.
- Poczekam aż reszta wróci.- Powiedział ziewając ponownie.
- Jak wrócą to cię obudzę- Mówiłem sięgając jednocześnie po kubek z wodą. Wlałem ją do doniczki i postukałem delikatnie palcami o ziemię.
- Chyba odmówię.- Odrzekł. Wzruszyłem ramionami i ogarnąłem podłogę z reszty moich rzeczy, których jeszcze nie zdążyłem jeszcze rozpakować.
- Jak tam chcesz.- Powiedziałem po kilku minutach i zerknąłem w ich stronę. Owszem cała trójka trzymała karty w dłoniach ale nie gapili się w nie tylko wlepiali ślepia we mnie.- Coś nie tak?- Zapytałem. Yaichiro ściągnął swoją przepaskę i przyjrzał mi się uważnie. Uśmiechnąłem się delikatnie. Zmarszczył czoło.- Mówiłem wam, że wasze oczy na mnie nie podziałają. Jeżeli nie będę chciał to żaden z was nie zobaczy we mnie Maga.- Wyjaśniłem kiedy zauważyłem jego skrzywioną minę.
- Jakoś nie mogę w to uwierzyć.- Powiedział Toshio. Wypuściłem głośno powietrze i sięgnąłem po nożyczki. Złapał mnie za dłoń.- Nie rób niczego.
- Chciałem je schować do szuflady.- Skłamałem płynnie.- Ale jak tam chcecie. Nie musicie mi wierzyć. Szef sam na własne oczy widział moją krew, którą notabene też potrafię zmieniać jak mi się podoba.
- Dziwny jesteś.
- Dla mnie to wy jesteście dziwni.- Odrzekłem uśmiechając się delikatnie kiedy Toshio zabrał swoją rękę.- To co tam tak w ogóle słychać w Podziemiu?- Zapytałem. Spojrzeli po sobie zmieszani.- No co jest?
- Nie możemy ci powiedzieć.- Powiedział zakłopotany Toshio. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Dlaczego?
- Ponieważ nie możemy na ten temat rozmawiać z Magiem.- Wyjaśnił Yujiro. Zaśmiałem się cicho kiedy  chwila zaskoczenia minęła.
- Rozumiem, rozumiem.- Pokręciłem przecząco głową z uśmiechem na twarzy.- Będziecie tutaj siedzieć?
- To zależy.- Odparł Yaichiro.
- Od?
- Od tego co ty będziesz robić.
- Nie gadaj, że…- Urwałem. Zaśmiałem się głośno.-No nie mogę. Zapomnijcie.- Odparłem i nie czekając na ich odpowiedź ruszyłem przed siebie w stronę drzwi. Zatrzymałem się przy nich.- Nie życzę sobie aby którekolwiek z was za mną szło.- Dodałem i wyszedłem na zalane słońcem podwórko.
- Eh. Jak myślisz dogadają się?- Usłyszałem za drzwiami stłumiony głos Toshio. Pewnie myśleli, że już poszedłem tam gdzie chciałem a nie, że stoję za drzwiami i cieszę się kąpielą słoneczną.
- Ciężko będzie. Wiesz jak Suyo namieszał. Nao w życiu mu nie wybaczy.- Odparł Yaichiro. Pokiwałem głową. Zaraz. Dlaczego ja stoję pod drzwiami od swojego domu i podsłuchuje jak oni o mnie gadają?
- Suyo mógłby mu powiedzieć prawdę i mieli by spokój.- Powiedział kpiącym głosem Yujiro.
- Yujiro tłumaczyłem ci to nie takie proste. Wiemy wszyscy jaki Nao jest. Powie, że go okłamujemy. Że mówimy to specjalnie aby znowu mógł rozkładać nogi przed Suyo. Uwierzy we wszystko, nawet różowy śnieg, ale nie w to.
- Toshio za bardzo go bronisz.
- Brat, to nie tak, że go bronię. Ja po prostu wiem jak on zareaguję. A co powie Suyo jak się dowie, że mu powiedzieliśmy.
- Pomarudzi ale będzie usatysfakcjonowany.
- Yujiro weź się w końcu zamknij. Suyo i Nao to nie takie proste postacie jak wam się wydaję. Jeżeli mówię, że Nao nam nie uwierzy a Suyo się zdenerwuję to tak właśnie będzie!- Krzyknął oburzony Toshio. O co oni się tak w ogóle spierali? Wzruszyłem ramionami robiąc pierwszy krok ku ścieżce, kiedy Yaichiro powiedział TE słowa.
- Yujiro a ty jakbyś zareagował gdyby ktoś do ciebie podszedł i powiedział, że facet który cię zgwałcił w rzeczywistości jest w tobie zakochany i kiedy kopnąłeś go w dupę postanowił o tobie zapomnieć sypiając z kim popadnie i gdzie popadnie, chlać ile wlezie i kłucić się z tobą na każdym kroku aby tylko o tobie zapomnieć? Jak byś zareagował? Wyśmiał byś tą osobę a na dodatek wkurwiłbyś się gdyby ktoś ci takie coś powiedział. Nao się wkurwi i nam nie uwierzy. Tak samo Suyo. Wkurwi się jeżeli my to powiemy. Sam wiesz jak to było z tobą kiedy mogłem powiedzieć Buru o swoich uczuciach. Nie chciałbyś aby ktoś cię wyręczał. Zostawmy to w ich rękach. Suyo powiedział, że może czekać nawet latami aż on się w końcu przełamie i mu wybaczy.
- Yaichiro a co z Suyo i Nao. Wiesz, że jeżeli nie zaczną się dogadywać na każdej płaszczyźnie mogą nawet umrzeć!- Krzyknął chłopak.
- A jak mają zacząć sobie ufać. Ofiara i kat. Ofiara która boi się kata i sam kat który nie chcę zrobić już niczego przez co ofiara mogłaby się bać.- Toshio powiedział szeptem. Wstrzymałem oddech i ruszyłem w stronę plaży. Poleżeć na piasku, popatrzeć w błękitne niebo, zażyć kąpieli słonecznych, posłuchać szumu morza i pomyśleć. Przede wszystkim pomyśleć.

^^~^^

Straciłem rachubę czasu. Już sam nie wiem ile leżałem na tej plaży. Na ziemię sprowadziło mnie głośne burczenie w brzuchu. Położyłem na nim dłoń. Brzuch znowu głośno dał o sobie znać. Zaśmiałem się cicho.
- Już, już. Pancio za chwilę cię dokarmi.- Powiedziałem patrząc się na dolne partie mojego ciała. Dźwignąłem się na nogi i otrzepałem spodnie. Wyprostowałem się przeciągając każdy mięsień. Spojrzałem na niego. Słońce chyliło się ku horyzontowi. Ile godzin siedziałem na plaży?
Ruszyłem w stronę domu. Po chwili przystanąłem jak wryty kiedy na skraju plaży na wielkim kamieniu dojrzałem siedzącą postać. Rozpoznałem ją od razu. Suyo. Zerknął w moją stronę jakby coś sprawdzał. Skinął delikatnie głową, ale nie ruszył się ze swojego miejsca. Wypuściłem głośno powietrze i powolnym krokiem podszedłem do niego. Ciekawe po co tutaj przylazł?
Zatrzymałem się przed nim. Milczał. Kątem oka zauważyłem sporej wielkości dołek. W ręku trzymał cienki patyczek. Spojrzałem na niego unosząc brew do góry.
- Ile tutaj siedzisz?- Zapytałem wskazując najpierw na dołek później na kijek. Wyrzucił kijek za siebie otrzepując ręce.
- Jakiś czas.- Powiedział. Spojrzał na mnie kiedy po plaży ponownie rozniósł się dźwięk mojego wygłodzonego brzucha.- Głodny?
- Mhy.- Odparłem delikatnie czerwony na twarzy.
- Idziemy do domu?
- Mhy.- Odparłem ponownie. Wstał i rozprostował nogi. Kości w jego kolanach strzyknęły kilka razy wskakując na swoje miejsce.- Jak długo tutaj byłeś?
- Od jakiś czterech godzin.- Odparł nie patrząc na mnie.
- Dlaczego mnie nie zawołałeś?
- Nie wyglądałeś na osobę, która chciałaby z kimkolwiek gadać.- Wyjaśnił. Ruszył w stronę wioski. Ja po chwili ruszyłem za nim. Co chwilę zatrzymywałem się przytrzymując swój obolały brzuch.- Co jest?- Zapytał zerkając na mnie przez ramię.
- Właśnie sobie uświadomiłem, że ostatnio jadłem wczoraj pod wieczór.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie szeroko otwierając oczy.
- Dasz radę dojść do wioski.
- Dam.
- A może cię ponieść?
- Nie trzeba. Sam sobie poradzę.- Odparłem na jego „żart”. Zaśmiał się cicho.
- Myślałeś o tym co ci wczoraj powiedziałem?- Zapytał kiedy weszliśmy w gęstsze krzaki. Nie mogłem dojrzeć jego twarzy.
- Myślałem.
- I?- Zapytał. Próbowałem coś wyczytać z jego pleców, ale mi się nie udało.
- Daj mi jeszcze pomyśleć.- Poprosiłem. Kiwnął twierdząco głową.
- Tylko pamiętaj, że została nam ta noc, kolejna i później wracam do siebie.- Powiedział. Kiwnąłem głową chociaż wiedziałem, że nie ma szans aby to zobaczył.
Sam nie wiedziałem dlaczego się nad tym zastanawiałem. Z początku owszem byłem całkowicie przeciwny. Dzisiaj z rana z kolei postanowiłem się na to zgodzić i zrobić mu dokładnie to samo co on mi. Później jednak kiedy spotkałem go na plaży zrezygnowałem z tego zamysłu. Następnie znowu z tego zrezygnowałem i doszedłem do wniosku, że jednak się na to nie zgodzę. Ale leżąc na plaży pomyślałem, że może jednak…
Potargałem zrezygnowany włosy. Już sam nie wiedziałem co miałem robić.
- Suyo?- Zapytałem powoli.
- Hmm??- Zapytał zatrzymując się przed wejściem do wioski z strony której ja mieszkałem.
- Czy spałeś już kiedyś z jakimś facetem ale w roli pasywnej?- Zapytałem. Spojrzał na mnie pustym spojrzeniem. Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Nie wiem co wyczytał z mojej twarzy ale na chwilę otworzył szerzej oczy po czym odwrócił się do mnie tyłem patrząc na wioskę.
- Spałem.- Odparł tylko i ruszył przed siebie. Stałem oniemiały gapiąc się w miejsce w którym przed chwilą co stał. Spał z kimś? Z kim? Kiedy?
Moim ciałem zawładnął tak bardzo nieopisany gniew. Nie wiedziałem skąd się wziął. Próbowałem wziąć kilka głębokich oddechów aby się uspokoić chociaż na chwilę obecną miałem ochotę wszystko rozwalić.
Brat co jest?
Usłyszałem w głowie głos siostry. Wypuściłem głośno powietrze zamykając powieki.
Wypad z mojej głowy mały szkodniku.
Warknąłem.
Phi! Uspokój się. Wiesz, że posiadasz taką moc aby zniszczyć całą wioskę zwykłym kichnięciem.
Przypomniała mi prychając przed tym. Kiwnąłem głową.
Masz rację.
Odparłem ale nic już nie odpowiedziała. Ruszyłem w stronę swojego domu. Marszczyłem czoło wchodząc do salonu. No ja tego tak nie zostawię. Cały mój były oddział, moja siostra i jej chłopak siedzieli przy sucie zastawionym stole. Spojrzeli na mnie kiedy tylko wszedłem do mieszkania.
- Ręce umyj.- Upomniał mnie Toshio. Pozostali zrobili miny jakby właśnie upomniał samego diabła.
- Wiem.- Powiedziałem ruszyłem w stronę łazienki znajdującej się na parterze. Przystanąłem na chwilę przy drzwiach prowadzących na korytarz.- Suyo od dzisiaj chcę abyś wszędzie i tutaj i w Podziemiu nosił cały czas koszulki.- Dodałem i wyszedłem z salonu. Udałem się do łazienki. To jedyne co mogłem zrobić. Umyłem ręce i wróciłem do salonu. Czułem na sobie spojrzenia wszystkich. Fumi uśmiechała się delikatnie.
- Jeżeli tego chcesz.- Powiedział Suyo kiedy usiadłem naprzeciwko niego. Nie odpowiedziałem tylko delikatnie skinąłem głową.- Ale za to ty zastanów się nad tym co ci wczoraj powiedziałem. Do jutrzejszego południa.- Dodał nakładając sobie na talerz pieczone ziemniaki. Ponownie kiwnąłem głową.

^^~^^

Otworzyłem ociężałe oczy. W pokoju zaczęło dopiero co świtać. Na brzegu łóżka siedział Suyo. Był schylony. Na jego plecach w okolicach tatuażu który znikał za jego spodniami widniało kilka malinek. Wyciągnąłem w jego stronę rękę i dotknąłem opuszkami jego gorących pleców. Drgnął i spojrzał w moją stronę. UśmiechnąUśmiechnął się.
- Nie śpisz?- Zapytał zachrypniętym głosem. Zarumieniłem się delikatnie kiedy przypomniałem sobie ostatnią noc.
- Nie chce mi się. Już idziesz?
- Tak. Za pół godziny mamy być przy windzie. Pozostali pewnie już tam są.
- Nie poczekali na ciebie?- Zapytałem oburzony. Zaśmiał się cicho wstając z łóżka. Rozejrzał się po pokoju.- Na krześle.- Podpowiedziałem kiedy zorientowałem się czego szuka. Zaśmiał się cicho.
- Dziękuje.- Odparł.
- Czy… czy coś cię boli?- Zapytałem. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Skłamałbym gdybym powiedział, że nie, ale spodziewałem się czegoś gorszego.- Powiedział. Odetchnąłem z ulgą.- Śpij.
- Chcę iść z tobą.
- Śpij. Szef zrozumie jak mu powiem, że muszę częściej tutaj przychodzić.
- Zobaczymy.
- Wrócę z innym oddziałem.
- W koszulce.
- Jasne.- Zaśmiał się.
- Będę czekać.
- No ja myślę…
- Pogadamy o czymś jak wrócisz.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.
- Mogliśmy,…
- Nie. Sam musze to jeszcze przemyśleć.
- Ok.- Powiedział uśmiechając się delikatnie.- To ja lecę.- Dodał. Kiwnąłem głową. Nie umawialiśmy się na żadne tam czułości czy coś tak więc nie zdziwiło mnie to, że po prostu wyszedł z pokoju. Wypuściłem głośno powietrze i przekręciłem się na drugi bok. Nim się obejrzałem podążałem już w ramiona Morfeusza. Gdzieś na granicy jawy i snu usłyszałem wycie obwieszczające wszem i wobec, że winda ruszyła z powrotem do Podziemia.

^^~^^

Nim się obejrzeliśmy na Powierzchni spadł śnieg. Widziałem go pierwszy raz w życiu. I niestety nie na długo, ponieważ po tygodniu stopniał. Eizo wytłumaczył mi, że zima tutaj trwa bardzo krótko bo nawet nie dwa tygodnie, ale czasami potrafi tak dać w kość, że mieszkańcy czują się jakby trwała ona kilka lat pod rząd.
Minęły już cztery miesiące kiedy przez moją głupotę hajtnąłem się z moim byłym opiekunem, liderem i nauczycielem. Wracał na Powierzchnie tak raz na dwa tygodnie. Od kiedy jego Oddział dowiedział się, że jestem Magiem na Powierzchni byli tylko dwa razy. Tak za każdym razem Suyo przychodził z innym Oddziałem. Dużo rozmawialiśmy, spacerowaliśmy i spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Zostałem niesłownie przypisany jako Opiekun każdej grupki Łowców którzy wychodzili z windy ponieważ wszyscy wiedzieli, że Suyo tam będzie.
Długie rozmowy, spacery oraz czas spędzony razem poprawił w jakimś stopniu nasze relację, ale nie na tyle abym zaufał mu tak jak kiedyś i oddał mu swoje ciało tak jakby każdy chciał. Oczywiście nie mówię, że nic nie robiliśmy. Trzymaliśmy się za ręce. To już stało się dla nas tak oczywiste jak oddychanie. Tylko wychodził z windy od razu łapaliśmy się za dłonie. Siedzieliśmy blisko siebie, tuliliśmy się do siebie, całowaliśmy czasami oddawaliśmy się jakimś pieszczotą. Jeżeli Suyo chciał czegoś więcej to on wtedy lądował na pozycji pasywnej. Ale rzadko kiedy miało to miejsce. A ja sam nie miałem zamiaru na to nalegać. No nie powiem, że było mi źle, ale jeżeli mam być szczery sam przed sobą czasami dziwnie się czułem kiedy w niego wchodziłem. No wiem, było to dziwne i jednocześnie przyjemne uczucie, ale nie o to mi chodzi. Miałem takie dziwne uczucie. Że to nie od powinien być na tym miejscu i że coś jest nie tak. Nie lubiłem tych myśli więc sam nie nalegałem na sex z nim. Ale nie odmawiałem jeżeli to on go zaproponował.
Nie mówił za dużo o tym co działo się w Podziemiu oraz o tym jak zareagowali inni Łowcy na wiadomość gdzie jestem. Wiem tylko o tym, że zaprzestano moich poszukiwań i w Podziemiu posiadam status „Uznany za zaginionego”.
Tak było lepiej. Moim zdaniem było lepiej.
Szedłem właśnie w stronę windy. Nikt mi nie powiedział, że Suyo przyjeżdża dzisiaj. Myślałem, że będzie za jakiś tydzień. Przecież pięć dni temu znowu wrócił do Podziemia. Przeszedłem zaledwie kilka metrów kiedy to się stało. Poczułem straszliwy ból przeszywający moje plecy oraz klatkę piersiową. Nie mogłem złapać oddechu. Upadłem na kolana i złapałem się kurczowo za pierś. Ból nie do opisanie rozdzierał moje plecy. Miałem wrażenia jakby ktoś ciął mnie na kawałki.
-PRZESTAŃCIE!!!- Mój ryk echem roznosił się po lesie. Wątpiłem aby ktokolwiek go zrozumiał. Co najwyżej inna osoba, która tak jak ja rozumie i czuje to samo co rośliny. Nie wiem kogo Suyo przyprowadził tym razem ale osoby te robiły coś czego nie powinny. Uniosłem się na chwiejnych nogach i ruszyłem słaniając się co chwilę w stronę windy. Pot spływał mi po skroniach oraz plecach przyklejając do nich lnianą bluzkę. Zrobiło mi się ciemno przed oczami kiedy ponownie poczułem ten sam rodzaj bólu. Z głośnym świstem wciągnąłem powietrze do płuc. Opierając się o pobliskie drzewo stanąłem niedaleko windy. Koło niej stał Suyo. Tłumaczył coś ze zdenerwowanym wyrazem twarzy Ryu- nauczycielowi biologii. Ten tylko pokiwał głową i ponownie machnął ręką. Kolana ugięły się pode mną kiedy znowu odczułem ten ból. Rozejrzałem się. Dookoła windy rosły drzewa Dogohoro. Wysokie drzewa z różowo-zieloną korą. Długie gałęzie drzew sięgały prawie ziemi zwisając aż od konarów które rosły jakieś dwadzieścia metrów nad ziemią. Fioletowe liście znaczyły, że drzewo to jest w trakcie rozsiewania swoich nasion za pomocą innych gałęzi które łączyły konary drzew ze sobą. Dogohoro to bardzo wrażliwe drzewa. Nawet jeżeli nie są w okresie… hmmm… „godowym” dotykanie ich sprawia mi jakiegoś rodzaju ból, a teraz…
Teraz dojrzałem grupkę ludzi, która plątała się dookoła tych drzew i zdzierała z nich korę. Wyciągnąłem w ich kierunku lewą rękę i zacisnąłem ją w pięść.
Gałęzie sięgające ziemi oplotły się dookoła nóg zakapturzonych postaci oraz dookoła nóg Ryu, który spojrzał na nie przerażonym wzrokiem. Nim się zorientował wisiał trzy metry nad ziemią tak samo jak pozostali jego towarzysze. Gałęzie również oplotłu Suyo. Ale unieruchomiły mu tylko ręce. Opuściłem dłoń i na chwiejnych nogach podszedłem do nich.
- No powiem wam, że macie kurwa niezły tupet.- Powiedziałem zbolałym głosem. Ryu odwrócił gwałtownie głowę w moją stronę.
- Nao posłuchaj…
- Zamknij się.- Przerwałem Suyo. Podszedłem do pociętego drzewa i przeciągnąłem po jego pniu palcami. Cierpiało. Strasznie cierpiało.- Czy nikt wam do chuja pana nie powiedział, że bez Maga posługującego się Kontrolą X macie nie ruszać żadnych roślin a tym bardziej Dogohoro i to jeszcze w tym okresie?!- Krzyknąłem nie patrząc w ich stronę. Wypuściłem głośno powietrze.- Już spokojnie. Nic się nie stanie. Nie pozwolę na krzywdzenie was. Wybaczcie spóźnienie.- Dodałem sycząc pod nosem. Mówiłem w języku roślin.
- Nao…
- Tak?- Zapytałem. Odwróciłem się w stronę głosu Suyo. Dopiero teraz zauważyłem dokładnie jego twarz. Był przerażony. Odwróciłem się do niego tyłem i machnąłem ręką uwalniając go. Wziąłem kilak głębokich wdechów.
- Wybacz, ale potrzebujemy kory z tych drzew.
- Przez najbliższy miesiąc nikt nie ma prawa dotykać tych drzew.
- Ale Naoki posłuchaj…
- Nikt! Nawet ty!- Krzyknąłem. Osunąłem się na tyłek siadając tak, że drzewa znajdowały się za moimi plecami. Uniosłem ręce do góry i machnąłem nimi w dół tuż koło swojej twarzy. Wszyscy uwięzieni wylądowali w pobliżu Suyo. Ryu jako pierwszy się ogarnął i stanął koło mojego męża. Warknąłem cicho. Suyo zrobił mały krok w bok aby oddalić się od biologa. Nie mogłem się pozbyć wrażenia, że uśmiechnął się kiedy wyczuł co poczułem widząc Ryu tak blisko niego.
- Naoki?- Zapytał zaskoczony biolog.
- Ryu-sensei.- Odpowiedziałem nawet na niego nie patrząc.
- Teraz już rozumiem dlaczego powiedziałeś, że chcesz iść z nami na taką misję.- Powiedział Ryu zerkając na Suyo. Koło nich stanęła kolejna osoba. Z jej głowy zsunął się kaptur. Drgnąłem kiedy kątem oka zauważyłem Gihei’a.
- Nao?
- Gihei.- Odparłem. Zrobił krok w moją stronę ale Suyo go powstrzymał. Nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Nie podchodźcie do niego.- Powiedział. Czuł to co ja teraz czułem więc wiedział, że podchodzenie do mnie może im tylko zaszkodzić.- Naoki to naprawdę pilna sprawa. Myślisz, że w normalnych warunkach zrobiłbym to co teraz?- Dodał. Spojrzałem na niego. Miał na sobie skurzaną kurtkę zapiętą po szyję.
- Ściągnij kurtkę.- Powiedziałem. Wypuścił głośno powietrze i ściągnął ją zarzucając sobie na ramię.
- Jeżeli my nie możemy zdobyć tej kory to chociaż ty spróbuj. Wiesz jak to zrobić aby roślina nie cierpiała, prawda?
- Powiedziałem chyba wyraźnie, że nikt nie ruszy tych drzew.
- Naoki! Do cholery jasnej!
- Powiedz mu.- Powiedział Ryu stając koło Gihei’a, który nadal się na mnie gapił.
- Ryu nie mieszaj się.
- Co masz mi powiedzieć?
- Nic.
- Suyo.- Powiedziałem zmęczonym głosem. Unikał mojego spojrzenia.- No to wy mi to powiedzcie.
- Przybyliśmy tutaj po korę tego drzewa jak i…
- Zamknij się Ryu.- Suyo warknął na niego podchodząc do Gihei’a. Pochylił się nad nim i coś mu szepnął do ucha. Zmarszczyłem czoło. Co to…? Otworzyłem szeroko oczy kiedy Gihei z całej swojej siły swoim małym ciałkiem uderzył mocno w tył głowy Suyo. Zakręciło mi się w głowie i wstrzymałem głośno powietrze kiedy i ja odczułem to samo co on. Poczułem tępy ból z tyłu głowy przed tym jak straciłem przytomność upadając na ściółkę.

^^~^^

Otworzyłem oczy. Łeb mi pulsował dają o sobie znać tak jakbym zapomniał, że w ogóle go posiadam. Rozejrzałem się dookoła siebie. Znajdowałem się właśnie w swoim pokoju. Skrzywiłem się. Usiadłem na łóżku.
- Niech no tylko się dowiem kto mnie walnął…
- Nie złość się na tą osobę.- Powiedział Suyo. Spojrzałem w stronę okna. Siedział na parapecie ale nie patrzył w moją stronę.
- Wyjaśnij mi to.- Powiedziałem. Wypuścił głośno powietrze.
- Potrzebowaliśmy kory tego drzewa dla naszego Szefa. Ostatnio jego stan zdrowia bardzo się pogorszył a wiemy, że to drzewo mu pomoże. Dlatego musieliśmy to zrobić.- Mówił nie patrząc na mnie.
- Szef? Twój Szef? Szef Łowców?
- Tak. Ten sam w każdym z wymienionych przez ciebie przypadków.
- Co mu jest?
- Nie wiadomo?- Zapytał patrząc na mnie zdruzgotanym wzrokiem.
- Czegoś jeszcze mi nie mówisz.
- Nie.
- Suyo nie kłam. Pamiętaj, że ja to czuję.- Powiedziałem. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Dostałeś odgórną zgodę na powrót do Podziemia. Jesteś najlepszym medykiem jaki kiedykolwiek tam był więc Władzę chcą abyś uleczył mojego Szefa. Do czasu jego powrotu do zdrowia mógłbyś tam być.
- Ale…- Zapytałem z wahaniem. Nie wiedziałem czy cieszyć się czy płakać na to co mi powiedział.
- Ale… hmmm… przez cały ten czas musiałbyś mieć łańcuchy i musiałbyś podpisać oświadczenie, że nie użyjesz tam swojej magii bez mojej zgody. Ogólnie to ciągle musiałbym z tobą być. Nie mógłbyś się oddalać ode mnie. Jeżeli złamałbyś te warunki byłoby to jednoznaczne z wypowiedzeniem wojny.
- Czyli że niby mam zejść na dół, nosić łańcuchy, znowu udawać kogoś kim nie jestem i mieć ciebie przy sobie?
- Tak. Ogólnie jeżeli chodzi o łańcuchy jeżeli je ubierzesz to moja obecność będzie miała uzasadnienie.
- To jest rozkaz?
- Nie mamy prawa ci rozkazywać. W tym momencie możemy prosić cię o pomoc.
- Prosicie mnie o pomoc a macie zamiar zakuć mnie w kajdany i…
- Wiem! Ja wiem jak to wygląda, ale Nao błagam cię. Ja ciebie błagam. Wróć tam ze mną i uratuj Szefa.- Powiedział ze łzami w oczach.
- Będę musiał być zamknięty?
- O ile będę z tobą będziesz mógł chodzić wszędzie gdzie będziesz chciał.- Powiedział i spojrzał na mnie. Czekał w milczeniu. Wpatrywałem się w niego. Wrócić tam i pomóc Szefowi. Wypadałoby. On mi pomógł. Zataił prawdę o mnie. Nie wydał mnie. Przystał na moje warunki. Usiadłem naprzeciwko niego.
- Założysz mi kajdany tutaj czy…?
- W… w windzie.- Powiedział wypuszczając z ulgą powietrze.
- Słuchaj. Nie obiecuję, że mi się uda cokolwiek zrobić więc wiesz. Nie licz za bardzo na cud.
- Jeżeli to będziesz ty na pewno mu jakoś pomożesz.- Powiedział uśmiechając się do mnie szeroko. Pokręciłem przecząco głową. Skąd w nim taka wiara we mnie? Nie miałem pojęcia.

^^~^^

Stałem naprzeciwko windy czekając aż wjedzie na górę. Suyo stał niedaleko mnie rozmawiając o czymś z moją siostrą. Koło mnie stał Eizo.
- Przywieź mi pamiątkę.- Powiedział. Prychnąłem pod nosem.
- Serio?
- Całkowicie serio.
- No weź. Mam ci pamiątkę przywieźć.
- No tak. Wiesz, że nie mogę sam tam zejść więc chcę pamiątkę.
- Postaram się coś dla ciebie znaleźć jeżeli tego chcesz.- Powiedziałem. Uśmiechnął się szeroko uwieszając się mojego ramienia.
- Wiem, że na pocztówkę nie mam co liczyć więc…
- Jeżeli nie zabierzesz od niego rąk to nie masz co liczyć, że nadal je przy sobie zachowasz.- Powiedział Suyo. Odwróciłem się za siebie. Stał za mną. Zerkał na nas zza przymrużonych oczu. Dawny Suyo powrócił. Eizo zaśmiał się cicho i zabrał ręce.
- Spoko. Potrzebne mi są.- Powiedział i odsunął się delikatnie ode mnie. Winda podjechała do góry zatrzymując się z głośnym wyciem na szczycie szybu.
- Gotowy?
- Nigdy nie będę na to gotowy.- Powiedziałem przekraczając próg windy.
- Nao jedziesz tam jako Mag w pokojowym celu więc…
- Wiem.- Przerwałem siostrze kiedy Suyo stanął koło mnie.
- Postaram się go szybko oddać całego.
- Trzymaj się.- Powiedział Eizo i drzwi windy się zamknęły. Suyo ściągnął swoje sensory chowając je go pudełeczka.
- A mi nie będą potrzebne jakieś sensory tam na dole?
- Nie.- Powiedział Suyo i zaśmiał się cicho. Uśmiechnąłem się delikatnie.

 *************************************************
I jak? Podobało wam się?
Mam nadzieję, że chociaż trochę was zadowoliłam:). Kilka osób może być zawiedzionych obrotem sytuacji, ale... zostawię wam to na później xD.

Pozdrawiam i zapraszam za miesiąc.
Gizi03031





środa, 1 kwietnia 2015

27. „Miłość i nienawiść. Tak sprzeczne uczucia, a tak cienka granica.”27.

Hejka:)
Tak jak obiecywałam dodaję dzisiaj rozdział. Oczywiście jego treść jest prawdziwa i nie oznacza to, że jutro znowu coś dodam i powiem "a ten rozdział z 1 kwietnia to żarcik taki, wiecie".
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba.

Dziękuje Basi, Zuzi oraz Katrin za wasze komentarze oraz słowa otuchy jak i uwagę oraz czas poświęcony temu opowiadaniu.

Kolejny rozdział postanowiłam dodać na początku maja, ale jeszcze nie mam określonej daty. Poczekajcie chwile... <myśli>...mam! 6 maja dodam kolejny rozdział.

Pozdrawiam i życzę miłego czytania.
***********************************************************
Szedłem szybkim krokiem za Eizo wyciskając po drodze wodę z włosów. Oddychałem spokojnie chociaż tak naprawdę teraz byłem kłębkiem nerwów. Zamorduję tych którzy tutaj się pojawią. Kazać czekać dwa tygodnie to już za wiele. Miałem ogromną ochotę spóźnić się na to spotkanie w wiosce, ale Eizo powiedział, że to nie jest najlepszy pomysł i mówił coś tam o naruszeniu paktu jaki kiedyś tam zawarli z Łowcami. Dobra. Był pakt, był spokój więc nie chciałem aby to przeze mnie się to wszystko zniszczyło.
- Fumi mówi, że już są w wiosce.- Powiedział Eizo wdrapując się po piaszczystej ścieżce w górę. Wiedziałem, że do wioski trafimy, za jakieś dwadzieścia minut. Słońce chyliło się już ku horyzontowi. Niedługo nastanie wieczór.
- Szybcy są. Windę naprawili czy co?- Zapytałem. Zerknął na mnie przez ramie.
- Dlaczego mieliby ją naprawiać.
- Ponieważ od zawycia do ich przybycia winda szybko dojechała do góry. Ja zawsze jechałem tutaj jakieś sześć godzin.
- Bo ona tak długo jedzie. Nie mówili ci, że winda wyje jak zatrzyma się na samej górze i ruszy z góry na dół?
- Nie. Myślałem, że wyje też kiedy rusza z samego dołu.- Powiedziałem. Zaśmiał się gorzko.
- Za dobrze byśmy mieli, co nie.- Powiedział sarkastycznie.
- Fumi mówiła, kto przyszedł?- Zapytałem.
- Przebieraj szybciej nogami. Powinniśmy być już dawno w wiosce.
- Pamiętaj, że pomysł z „zabawianiem się” był twój.
- Tak. Tak. Przyjmuję całą winę na swoją klatę jak prawdziwy mężczyzna.- Powiedział schodząc w dół. Widziałem już mury wioski. Wejdziemy od strony mojego domu. Czyli musimy jeszcze pójść na środek wioski. Ciekawe kto przyjechał?
- Eizo. Kto przyjechał?
- Chodź.
- Unikasz odpowiedzi.
- Wiem.
- Dlaczego?- Zapytałem zrównując się z nim tuż przy moim domu. Złapał mnie za dłoń i pociągnął za sobą abym szedł jeszcze szybciej.
- Domyśl się.- Powiedział. Zmarszczyłem czoło. „Domyśl się”? Co to miało znaczyć? Otworzyłem szerzej oczy i stanąłem jak wryty kiedy zauważyłem nad głowami zgromadzonych magów znajome mi twarze. Zmęczone. Niewyspane. Wkurwione wręcz z niezdrowymi sińcami pod czerwonymi oczyma. Niewątpliwie każda z tych zmęczonych twarzy należała do mojego byłego oddziału. Szef naprawdę był wredną osobą, nie ma co. A ja na serio byłem urodzonym pechowcem.
- Fumi nie wkurwiaj mnie bardziej niż ustawa przewiduję. Dawaj mi tutaj tego maga. Nie mam ochoty na jakieś wasze durne podchody. Chcemy się wyrobić z robotą tutaj w dwa dni i wracamy do siebie.
- Spokojnie. Eizo już…
- Kurwa! Mówisz to od dwudziestu jebanych minut!- Mój były Opiekun krzyczał niemiłosiernie. Po moim ciele przebiegł zimny dreszcz. Żołądek skurczył się ze strachu. Oddech przyspieszył. Serce zabiło szybciej ale z radości, że mogło go w końcu ujrzeć. Całe moje jestestwo oraz ja osobiście byliśmy przeciwni reakcji głupiego serca, ale ono się przecież nikogo nigdy nie słuchało. Wziąłem głęboki oddech przeciskając się przez otaczających mnie mieszkańców wioski.
- Przepraszam. To moja wina więc proszę jej nie winić za to, że się spóźniłem.- Powiedziałem delikatnie wchodząc na środek placu na którym się aktualnie znajdowaliśmy. Dookoła mnie zapanowała grobowa cisza. Czułem na sobie ich spojrzenia. Washichi spadł z torby na której siedział. To był jedyny ruch jaki został wykonany przez naszych przybyszy.- Rozumiem, że to wy macie to ze mnie ściągnąć?- Zapytałem unosząc ręce do góry. Łańcuchy zabrzęczały niebezpiecznie. Wtedy na ich twarzach pojawiło się wiele uczuć. Ból. Niedowierzanie. Szok oraz… ulga. Ulga? Dlaczego ulga?
- Nao?- Zapytał zaskoczony Toshio. Uśmiechnąłem się delikatnie i kiwnąłem głową.
- Możecie mi to już ściągnąć?- Zapytałem delikatnie.
- TO JEST KURWA JAKAŚ KPINA!!!- Suyo kopnął jeden z plecaków, który stał koło niego. Ten poleciał w moją stronę. Jedno machnięcie ręką a przede mną wyrosła wysoka ściana stworzona z grubych pnączy lian. Na jej szczycie usiadł Miko otwierając swój pyszczek. Wiedziałem co się zaraz stanie. Pomijając mnie i właściciela zwierzątka wszyscy złapali się za uszy kiedy ich zdaniem przeraźliwy ryk, a dla mnie delikatny świergot smoka rozniósł się po całej wiosce.
- Miko spokojnie.- Powiedziałem cicho. Smok spojrzał w moją stronę i zleciał w moją stronę siadając mi na lewym ramieniu. Spojrzałem na właściciela zwierzaka. Uśmiechnął się do mnie i kiwnął twierdząco głową. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Machnąłem ręką i ściana zniknęła. Patrzyłem teraz na ich wykrzywione bólem twarze.- Miko nie lubi jak ktoś podnosi na mnie rękę więc nie rób tego ponownie.- Dodałem ostrzegawczo sięgając po plecak. Podszedłem z nim do Suyo i podałem mu go. Patrzył mi prosto w oczy nie ruszając się o krok. Wypuściłem głośno powietrze i położyłem plecak koło jego nóg. Wyprostowałem się i wyciągnąłem w jego stronę ręce z łańcuchami.- Ściągniesz?
- Czekaj! Czekaj! Czekaj!- Zawołała Sakue. Spojrzałem w jej stronę.- Najpierw weź nam to jakoś wyjaśnij! Co ty tutaj robisz?! Cała Strefa cię szuka od ponad miesiąca. Wszyscy chcą wiedzieć gdzie jesteś i w ogóle. Nie ma Łowcy który by nie wiedział, że jesteś poszukiwany po tym jak kilka dni nie pojawiałeś się w żadnej ze swoich prac, nie odbierałeś telefonów oraz nikt cię nie widział! Więc wytłumacz się! Czy ty wiesz co…
- Stop.- Przerwałem jej marszcząc czoło. Nie chciałem tego wszystkiego wiedzieć, a i tak powiedziała już za dużo jak na mój skromny gust.- Eh. Toshio, Torazo powiem wam tylko jedną rzecz.
- Taak?- Zapytał niepewnie drugi z mężczyzn.
- Jestem tym rzekomym sędziwym dziadkiem.- Powiedziałem nie patrząc w ich stronę. Instynktownie zerkałem w stronę Suyo. Jeżeli będzie miał nadejść atak to tylko i wyłącznie z jego strony.
- HĘ?!- Krzyknął Toshio ściągając z oka opaskę. Spojrzał na mnie swoim „innym” okiem i aż się cofnął z wrażenia.- Silne. Za silne. Jakim cudem?
- Co widzisz?- Zapytał Suyo. Skrzywiłem się. Miał chłodno-profesjonalny ton głosu.
- Czerwony tak mocny, że aż prawie czarny.
- Jak?- Zapytał zerkając w jego stronę.- Kiedyś powiedziałeś mi, że jest „biały”.
- Ale teraz jest inny. Nikt tutaj w wiosce nie ma takiego koloru.
- Fumi.- Zaczął. Spojrzałem na swoją siostrę, która stanęła obok mnie.
- Tak?
- Pozwalam na jedno wejście. Przekaż to wszystko nam wszystkim. Tak będzie szybciej.- Powiedział. Fumi wypuściła głośno powietrze z płuc i spojrzała na mnie. Uniosłem do góry brwi.
- On chcę abym w myślach przekazała im twoją historie i jak to się stało. To będzie szybsze, łatwiejsze i bez problemu. Mogę?
- Najpierw niech mi ściągną kajdany. Chce poleczyć rany.- Powiedziałem. Fumi spojrzała na Suyo który podszedł do mnie z małym kluczykiem. Nie dotykając mnie zabrał się za rozpinanie każdej z bransolet. Upadały głośno na ziemię. Poruszałem nadgarstkami i kostkami robiąc nimi kółeczka w powietrzu kiedy już byłem wolny.- Powiedz.- Dodałem patrząc w stronę Eizo, który już szedł do mnie z apteczką. Uśmiechnąłem się delikatnie i usiadłem koło niego na ziemi.
- Ja to zrobię.- Powiedział podwijając mi nogawki od spodni. Kiwnąłem głową i spojrzałem w stronę swojego byłego oddziału, który prowadził między sobą niemą konwersację. Wypuściłem głośno powietrze i zerknąłem na smoka siedzącego na moim ramieniu.
- Miko wracaj do pana.- Powiedziałem delikatnie. Wiedziałem, że inni odbiorą to jako skrzek a nie słowa i nie będą wiedzieć o co chodzi. Zwierzątko jeszcze na chwile przeciągnęło swoim pyszczkiem po moim policzku po czym poderwało się i po chwili wylądowało na ramieniu Koichi’ego.
- Jeszcze nie dostałeś.- Szepnął cicho Eizo przyklejając mi do szyi sporych rozmiarów plaster.
- Dobrze powiedziane. „Jeszcze”.- Podkreśliłem ostatnie słowo wyimaginowanym cudzysłowem. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie kiedy skończył opatrywać moje rany.
- Fumi powiedz mi bo od dłuższego czasu sam się nad tym zastanawiam, ale nie znam jeszcze odpowiedzi na swoje pytanie…. Czy twój brat ma wszystko z głową w porządku? Może zrobił sobie botoks mózgu czy coś?- Zapytał Suyo. Zerknąłem gwałtownie w jego stronę. Zaciskał palce na oczach kierując twarz ku niebu.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo on musi mieć coś z mózgiem nie tak. Nie wiem może w dzieciństwie spadł z dywanu na podłogę czy chuj go tam wi…- Urwał kiedy po wiosce rozniósł się donośny huk ciała uderzającego o ciało. Złapał się za czerwony policzek i spojrzał na mnie zaskoczony.
-NAO! COFNIJ TO! PRZE…- Fumi wstrzymała oddech kiedy uderzyłem go ponownie w drugi policzek. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Pal licho pakt i co tam jeszcze. Mam to gdzieś! Kurwa! Może ja na serio miałem botoks mózgu robiony skoro zakochałem się w takim idiocie. Nie. To był botoks serca. Upadłem na kolana łapiąc się za głowę kiedy odczułem silny ból w czołowej części głowy. W uszach rozchodził się straszliwy pisk. Wysokie ciśnienie rozsadzało mi czaszkę oraz gałki oczne wciskając mi je do mózgu. Bolało mnie gardło. Chyba krzyczałem? Miliony igieł wbijało się w moje ciało raniąc je dotkliwie. Wygięło mnie do tyłu podrywając moje plecy do góry. Klatka piersiowa zawisła w powietrzu. Wstrzymałem oddech kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami. Uderzyłem boleśnie plecami o wilgotną ziemię.
Wszystko tak szybko jak się zaczęło tak szybko się skończyło. Oddychałem ciężko gapiąc się w niebo. Przetarłem dłońmi po oczach. Odwróciłem głowę w bok kiedy do moich uszu doszedł dźwięk cichego śmiechu który z każdą chwilą narastał. Znałem ten śmiech. Suyo. Siedział na ziemi z lewą nogą zgiętą w kolanie a prawą wyprostowaną. Opierał lewą rękę na lewym kolanie i śmiał się głośno zatapiając palce we włosach. Spojrzał w moją stronę. Ból wymalowany na jego twarzy mnie zaskoczył.
- On na serio ma kurwa botoks mózgu za sobą.- Zadrwił i zaśmiał się głośno.- Jak nic kurwa botoks!
- Nao… coś ty narobił…- Eizo ukucnął przy mnie. Spojrzałem w jego stronę. Uderzyłem Łowcę czy tak ciężko było to zrozumieć.
- Uderzyłem Łowcę.- Odpowiedziałem. Znowu dotarł do mnie jego niekontrolowany napad śmiechu.- Przestań się śmiać baranie jeden!- Krzyknąłem. Spojrzał na mnie z politowaniem.
- Jak mam się nie śmiać skoro właśnie…Hahahaha… o ja nie mogę… Hahahaha… ten idiota nic nie wie… Hahahaha!!!!
- Suyo!
- Nao… jeżeli uderzysz… nie… jeśli spoliczkujesz kogoś na terenie wioski dwukrotnie… to już na wieki… na zawsze nawet w następnych wcieleniach będziesz z tą osobą w… trwałym związku małżeńskim. Właśnie się hajtnąłeś.- Powiedział Eizo. Gapiłem się na niego z szeroko rozdziawioną gębą. Po wiosce roznosił się tylko śmiech Suyo.



^^~^^

Siedziałem u siebie w domu w salonie przy stole. Znajdował się tutaj cały mój były oddział, Fumi, Eizo oraz Makoto Runiczny Władca. Gapiłem się w przestrzeń z otwartymi ustami i nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem tak jak i w to co zrobiłem.
- Hehe… poślubiłem… ja? Ja poślubiłem Publiczną Ubikację.- Powiedziałem załamany opuszczając głowę w dół. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Ni to po powstrzymywanym szlochu rozpaczy ni po histerycznym napadzie śmiechu.- Makoto można to jakoś cofnąć?
- Nie ma szans.- Powiedział chłopak.
- Nic a nic?- Zapytałem. Pokiwał przecząco głową.
- Wiedziałem, że jego charakter i temperament kiedyś wpakują go w kłopoty, ale nie sądziłem, że aż w takie.- Powiedział Munoto. Zerknąłem na niego wilkiem z całych sił próbując sobie nie wyrwać garści włosów.
- Może ze mną serio jest coś nie tak?- Zastanowiłem na głos. Ukryłem twarz w dłoniach.
- Żadne „może”.- Powiedział chórek głosów.
- A powiedzieć ci coś zabawniejszego?- Zapytał z kpiną Suyo. Spojrzałem na niego z chęcią mordu w oczach.
- Co?- Zapytałem zastanawiając się czy jednak chce wiedzieć co to takiego.
- Toshio… uderz mnie w tył głowy.- Powiedział. Otworzyłem szeroko oczy. Rozkazał Toshio popełnić samobójstwo?! Toshio wypuścił głośno powietrze z płuc i pacnął go otwartą dłonią w tył głowy.
- Ała.- Powiedziałem łapiąc się za tył głowy kiedy poczułem tam pulsujący ból.
- Fajne nie?- Zapytał Suyo rozmasowując sobie głowę.- Albo zobacz na to.- Dodał. Gapiłem się na niego czekając na nowy pokaz. Nikt go nie uderzył, nie popchnął ani nic. Bez wcześniejszej zapowiedzi poczułem szczypanie w środku ust. Bolał mnie język.
- Przestań.- Powiedziałem zakrywając usta.- Jak on to robi?
- Ty też tak potrafisz. To co czuje on poczujesz i ty. Tylko, że druga strona czuje to jakby tak bardziej przytępienie. Wiesz przytłumione odczuwanie. Z kolei jeżeli ty byś dostał to on by to odczuwał tak jak ty teraz.- Wyjaśnił Makoto. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Czy jest coś jeszcze co powinienem wiedzieć?- Zapytałem. Wszyscy spojrzeli po sobie.- No co?- Dopytywałem kiedy nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
- Jako małżonkowie musicie współistnieć… nie… współgrać.- Wyjaśniła Fumi. Nie rozumiałem.
- Nie łapie.
- Hmm…? No musicie… eremem…
- Powiedz mu wprost że musi z nim kopulować i tyle. Za obopólną zgodą. Bo jak nie to strasznie będzie…boleć.- Wyjaśnił Eizo. Po pomieszczeniu rozniósł się tępy huk upadającego krzesła na którym siedziałem. Gapiłem się na niego przerażonym wzrokiem.

^^~^^

Kopulować? Kopulować? Kopulować?! Nie! Może się przesłyszałem? Może źle zrozumiałem?! Siedziałem już w nie swoim tylko pokoju ale i mojego „małżonka” na skraju łóżka. Na przeciwko mnie na fotelu siedział Suyo. Przyglądał mi się uważnie. Wstałem gwałtownie podchodząc do półki z książkami. Sięgnąłem po słownik. Przewertowałem wiele kartek aż w końcu zatrzymałem się tam gdzie chciałem. Oczywiście i bez gapienia się w słownik wiedziałem co oznacza to słowo, ale może jednak coś się zmieniło od czasu kiedy się go nauczyłem i jednak to oznacza teraz to samo?
Wypuściłem głośno powietrze z płuc gapiąc się w słownik.
Kopulacja, spółkowanie (łac. copulatio) – stosunek płciowy, który u człowieka i zwierząt polega na bezpośrednim kontakcie dwóch osobników w celu zaplemnienia i ewentualnego zapłodnienia. Kopulacja u pierwotniaków polega na zlaniu się cytoplazmy gamet, które poprzedza kariogamię. Kopulacja nie musi prowadzić do zapłodnienia, a jej celem może być osiągnięcie orgazmu. W przypadku zwierząt właściwsze jest używanie określenia spółkowanie. Przykładem zwierząt często spółkujących w celu podtrzymania więzi społecznych i dla przyjemności są szympansy karłowate. Kopulację u większości zwierząt poprzedza określony rytuał i wydzielanie sygnałów zapachowych (zob. feromony), dźwiękowych i wzrokowych. U niektórych zwierząt do kopulacji dochodzi tylko sezonowo, w okresie rui, kiedy organizmy samców i samic wytwarzają odpowiednie hormony potrzebne do osiągnięcia gotowości do kopulacji. Kopulacja ma czasem gwałtowny przebieg, np. u niektórych pajęczaków z rzędu solfugi szybkie działanie samca jest wymuszone chęcią ucieczki przed agresywną samicą. Natomiast rzadko zdarza się, wbrew utartym poglądom, że żyjące na wolności samice modliszek zjadają po kopulacji samce – dzieje się tak najczęściej w przypadku owadów zamkniętych w hodowli, ponieważ samiec nie ma po prostu dokąd uciec przed większą i silniejszą samicą.

Ta jasne?! Nic się nie zmieniło.
- Mogę wiedzieć co ty robisz?- Usłyszałem głos Suyo. Spojrzałem na niego.
- Czytam. Nie widać?- Warknąłem. Wypuścił głośno powietrze. Podszedł do mnie. Wyciągnął mi z dłoni słownik i odłożył go na stoliku.
- Chyba mieliśmy pogadać.
- To Fumi i ty tak zadecydowaliście a nie ja.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru za kilka dni umierać  z bólu ponieważ ty masz swoje fochy.
- Ja mam swoje fochy?! Weź nie pierdol! A tak w ogóle to nie będziesz umierać z bólu! Po prostu pójdziesz sobie do burdelu i…- Wciągnąłem głośno powietrze do płuc i złapałem się za serce kiedy zakuło boleśnie a przed oczyma zrobiło mi się ciemno.
- Boli, prawda? Boli na samą myśl, że miałbym tam pójść. Wyobraź sobie co się stanie jak naprawdę tam pójdę. Będę dotykał te wszystkie kobiety, całował je, wchodził w…
- Przestań!- Krzyknąłem łapiąc się za głowę. Mózg mnie bolał. Nie głowa, ale dosłownie mózg. Pulsował, dudnił w uszach.
- Żartuje. Nie przejmuj się tym tak. Jeżeli bym to zrobił sam bym cierpiał a masochistą takim jak ty to ja nie jestem.- Powiedział siadając wygodnie na fotelu. Spojrzałem na niego wilkiem wdrapując się na łóżko.- Nie wiem co tam sobie o mnie myślisz w tej swojej łepetynie i jakoś za bardzo mnie to nie interesuję więc wiesz, ale nie mam zamiaru…
- Kłamiesz.- Przerwałem mu zaskoczony. Spojrzał na mnie. Przyłożyłem dłoń do brzucha.- Mięśnie brzucha mi się napięły kiedy powiedziałeś, że nie interesuję cię co o tobie myślę, ale to jest kłamstwo. I to nie były moje mięśnie brzucha tylko twoje. Skurcz był przytępiony. A więc to był twój skurcz. Kłamiesz.- Powiedziałem. Poczułem przytłumione ciepło rozchodzące się pod moją skórą. Uśmiechnąłem się wrednie.- A teraz ci głupio, że to odkryłem w tak banalny sposób. Jesteś… Zawstydzony?- Zapytałem. Zaśmiałem się głośno. Drgnąłem.- Oho. Ktoś się robi zły.
- Podobno ciężko jest za pierwszym razem tak dobrze odgadywać uczucia drugiej osoby.
- Dla kogoś innego pewnie byłby to problem, ale nie dla mnie. W końcu jestem uzdolniony i w ogóle…
- Kto jest niby ten uzdolniony? Że niby ty?- Zapytał i zaśmiał się. Spojrzałem na niego wilkiem.
- Nie chcesz mieć we mnie wroga.
- I vice versa.- Powiedział. Z jego twarzy zniknął uśmiech. Przyglądał mi się uważnie. – A więc co o mnie myślisz. Tylko szczerzę. Nie myśl, że tylko ty potrafisz dobrze odczuwać moje reakcje.- Powiedział. Przyglądałem mu się przez chwilę. Usiadłem wygodnie na łóżku. Sięgnąłem po poduszkę i objąłem ją ramionami.
- Szczerą prawdę mówisz?- Zapytałem. Kiwnąłem głową.- Jesteś psychopatą, socjopatą, sadystą, wredny, nerwowy,  bezczelny, chamski gbur który myśli w większości swoją pałą. Gwałciciel, publiczna ubikacja, moczymorda, bezuczuciowa bryła lodu.- Wymieniałem patrząc mu głęboko w oczy. Nie musiałem czuć tego co on teraz czuł a wiedziałem, że cały się napiął i zdenerwował.- Mogę również dodać, że jesteś słowny, dbasz o swój oddział, jesteś stanowczy, masz specyficzne poczucie humoru, jesteś inteligentny, odważny, trzeźwo myślący w kryzysowych sytuacjach, oddany rodzinie, szczery aż do bólu oraz jeżeli to nie ujrzy światła dziennego albo ktoś się nie zorientuję potrafisz zadbać o kogoś kto aktualnie tego potrzebuje ale zabarwisz to jakąś błahą sprawą, którą ty sam musisz gdzieś załatwić i niby przypadkowo pomagasz tamtej osobie. Nie potrafię tego dokładnie wyjaśnić.- Dodałem. Patrzył na mnie czujnym okiem.- Masz więcej ciepłych uczuć względem zwierząt i roślin niż ludzi.- Zaśmiałem się cicho.- A co wielki pan Katsuyoshi myśli o kimś takim jak ja?- Zapytałem. Przyglądał mi się przez chwilę po czym wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Osoba niezrównoważona emocjonalnie i psychicznie.- Pierwsze słowa jakimi mnie określił jakoś mnie nie zdziwiły ale również nie ucieszyły. „Niezrównoważony”? Jakoś nie pasowało do mnie to słówko moim skromnym zdaniem.- Pyskaty, bezczelny, wybredny, wyszczekany, nie szablonowy, uparty, opiekuńczy, pełen sprzeczności.
- Miło.- Zaśmiałem się sarkastycznie. Wiedziałem o co mu chodziło.
- To teraz powiedz mi skoro masz o mnie tak wyrobione zdanie to kiedy w tym całym bałaganie się we mnie zakochałeś?- Zapytał. Usiadłem sztywny i spojrzałem na niego przerażonym spojrzeniem.
- Że niby kto kogo kocha?! Ja ciebie?!- Krzyknąłem. Przyłożył rękę do swojego brzucha.
- Przytłumiony skurcz mięśni brzucha. Czyli kłamiesz. A więc kiedy? Tylko pamiętaj ma byś szczerzę.- Nalegał. Milczałem przez bardzo długi czas. Odwróciłem głowę w bok.
- Nie wiem kiedy to się dokładnie zaczęło, ale podejrzewam kiedy to mogło być. A zorientowałem się jakieś pół roku po tym jak przebiłem ci rękę nożem.- Powiedziałem. Kątem oka zauważyłem jak łapię się za dłoń, w której kiedyś umieściłem nóź.
- Rozumiem.
- Skąd wiesz? Kto ci powiedział o tym co…?
- Nie zapominaj kim ja jestem. Dla takiego Łowcy jak ja zdobycie kilku informacji nie było problemem. Problem zaczął się dopiero wtedy kiedy wyszedłeś z baru i później nikt cię nie widział. Nie pojawiałeś się na kamerach, nikt cię nie widział, rozpłynąłeś się. Tak jakbyś wyszedł z baru i od razu za drzwiami zniknął. Jak tego dokonałeś?
- Dam wam radę na przyszłość.- Zaśmiałem się cicho.- Weźcie w szeregi Łowców zwerbujcie kilku mieszkańców Brutusa. Nie ważne kim będzie człowiek jeżeli nie był mieszkańcem Brutusa nikt z tej dzielnicy nie powie mu prawdy. Tak więc jeżeli mnie szukaliście a pytaliście kogoś z Brutusa nikt wam prawdy nie powiedział. Nie całej. Jeżeli ja bym tam był i bym się tylko pojawił i powiedział w jakiej sprawie przychodzę od razu by mi wszystko powiedziano.
- Nie za bardzo rozumiem.
- Eh. Wchodząc z baru wsiadłem do taksówki, że tak to ujmę. Przejechałem pięć dzielnic. Później przeszedłem osiem dzielnic piechotą, ostatnie dwie dzielnicę znowu przejechałem tą samą taksówką zatrzymując się przed naszym biurem. Wszedłem na ostatnie piętro witając się z kilkoma Łowcami oraz sekretarką samego Szefa. Godzinę później odeskortowano mnie na Powierzchnię jako Łowcę. Jak mylisz jak tego dokonałem?
- Nie mam pojęcia, ale chcę wiedzieć.
- Kierowca taksówki to mieszkaniec Brutusa. Nie wpisał w licznik, że mnie wiezie, kamerkę tak ustawił aby nie było mnie na niej widać. Jechał ze mną niby szukając klienta. Kiedy już go znalazł wysiadłem z taksówki i przeszedłem przez miasto rozmawiając z innym mieszkańcem Brutusa który pracuję przy monitoringu całej Strefy. Mówił mi jak mam iść aby mnie kamery nie złapały. Kiedy przeszedłem spory kawał znowu trafiłem na znajomą taksówkę, więc ponownie w nią wsiadłem i przejechałem pod samo biuro. Powiedziałem „Nie widziałeś mnie dzisiaj” i tak zapewne wam powiedziano jeżeli się go o to pytaliście. Wszedłem do biura, przywitałem się z Łowcami na dole. Grali w karty więc nawet na mnie nie spojrzeli. Wsiadłem do windy przeznaczonej dla szefa. Podjechałem nią na samą górę nie spotykając nikogo. Przywitałem się z sekretarką i wszedłem do gabinetu. Szef powiedział jej, że ma pójść do sklepu i coś załatwić, a ja mam mu pomóc w prywatnym życiu. A co za tym idzie sekretarka, która notabene spotyka się z chłopakiem z Brutusa nie mogła powiedzieć o mojej wizycie bo to była niby prywatna wizyta. Gdybyście mieli kogoś z Brutusa ktoś by wam powiedział jeżeli to on by pytał. Mówiłem ci tyle razy, że Brutus nie zaufa nikomu w 100% kto nie ma powiązania z Brutusem.
- Kiedy ty to wymyśliłeś?- Zapytał z szeroko otwartymi oczyma.
- Na poczekaniu.- Powiedziałem. Przeciągnąłem się.
- No to jak już wiemy jak nam zniknąłeś, co o sobie myślimy i co do mnie czujesz…?- Przerwał kiedy się napiąłem.- Co masz zamiar zrobić z tą cholerną kopulacją?
- Nic. Nie będzie żadnej kopulacji.
- Jesteś pewien, że wytrzymasz?
- Jeżeli ty dasz radę to i ja.
- Nie. Jeżeli ty odmawiasz to ciebie będzie bardziej boleć.
- Że niby mnie ma boleć bardziej. Nawet jeżeli się zgodzę to i tak będzie mnie boleć człowieku bez samokontroli.- Powiedziałem chłodno unosząc delikatnie głos do góry. Uniósł się na łokciach.
- Idę spać na dół na kanapie.- Powiedział. Prychnąłem. Chyba nie myślał, że pozwolę mu tutaj spać. Zatrzymał się przy drzwiach z ręką na klamce.- A zgodzisz się jeżeli to ty będziesz na górze?- Zapytał i wyszedł pospiesznie z pokoju. Zobaczyłem tylko jego czerwony policzek i już go nie było. Gapiłem się tempo w miejsce, w którym dopiero co stał. Otworzyłem szerzej usta. Że niby ja miałbym być na górze. Świat zwariował. Przewrócił się do góry nogami.
Położyłem się na łóżku czując przytłumione, przyspieszone bicie serca. Złapałem się za nie. To było serce Suyo, nie moje.
Spojrzałem na sufit. Do dzisiaj nie mogłem zrozumieć dlaczego pokochałem takiego potwora jakim był Suyo. Próbowałem oczywiście ale nie mogłem zrozumieć.
Gdzie zaciera się granica pomiędzy miłością a nienawiścią? Kiedy te dwa uczucia mogą się zamienić miejscami? Jak mogą tego dokonać.
Nie ważne kiedy i jak. Będzie za późno kiedy się zorientujesz ponieważ one same z siebie zamienią się swoimi miejscami.
********************************************
i jak? spodobał wam się rozdzialik?
Kolejny postanowiłam zatytuować:
 28. „Gdy zamykasz oczy świat się nie zatrzymuję.” 28.
pozdrawiam i doprzeczytania:D
Gizi03031