:)

:)
Na zgliszczach świata powstaje nowy a w centrum tego świata rodzi się miłość

czwartek, 3 kwietnia 2014

15.” Najbardziej bezbronny jesteś wtedy kiedy ci zależy.” 15

Hejka:)

Tak wiem, w tamtym miesiącu było kilka dni później w tym troszkę wcześniej. Ale teraz mam czas. A póki mam internet co może się zmienić w każdej chwili dodaje teraz żeby nie było, że przez miesiąc go nie będę miała. Mówiliśmy szefowi, że internetu nie mamy na domku to powiedział, że za dużo pornoli oglądamy i to nasz problem nie jego...;/
Ten rozdział również będzie krótki wybaczcie. Ale jak mam chwilkę czasu wolnego (co zdarza się bardzo rzadko jak np. dzisiaj) to uciekam na dwór bo tutaj nie wiadomo kiedy zacznie padać a że jak na razie mam ładną pogodę to chcę się nią nacieszyć i tyle. Wybaczcie. Powiem wam, że przez te dwa miesiące napisałam tutaj jeden cały rozdział i kilka zdań kolejnego. Ale starałam się aby było go dużo.
Ok. Nie owijam w bawełnę. Pozdrawiam i życzę miłego czytania.

******************************************************************
Uniosłem głowę znad biurka i zerknąłem w stronę drzwi. Torazo uśmiechał się delikatnie. Ubrany był w czarne spodnie, ciężkie czarne buty, czarną koszulkę oraz czarną kurtkę.
- Przepraszam Ryu, ale ja po…- Urwał i pokazał na mnie palcem.
- Spoko nie krępuj się.- Odpowiedział. Torazo spojrzał na mnie.
- Możemy skorzystać z twojego zaplecza?- Zapytał nauczyciela ale gapił się na mnie. Ryu kiwnął twierdząco głową. Wstałem bez słowa i udałem się tam a za mną jak cień podążał Torazo.
- Co jest?
- Masz swoją pierwszą robotę jako Łowca.- Powiedział i rzucił mi jakąś torbę. Spojrzałem najpierw na nią później na niego.
- Co to?
- Zajrzyj do środka to się dowiesz.- Powiedział. Zrobiłem jak kazał. W środku znajdowały się takie same spodnie, bluzka i buty jak on posiadał. Moja kurtka trochę się różniła. Mimo, że była czarna to na lewym ramieniu widniał czerwony „X”
- Rozumiem, że mam się w to ubrać?
- Nio.- Kiwnął głową jak do głupiego i odwrócił się do mnie tyłem.
- Co to za robota jeżeli można wiedzieć?- Zapytałem. Zamknął drzwi i odczekał chwilę. Zabrałem się za przebieranie.
- Musimy zdobyć próbki DNA pewnego mężczyzny.
- Dlaczego?
- Ponieważ taki jest rozkaz.
- DNA to może być nawet włos, podrapać go. Więc po co ja wam do tego.
- Musimy zdobyć jego nasienie. A twoim zadaniem będzie je zabezpieczyć.- Powiedział. Spojrzał na mnie zaskoczony kiedy zacząłem okładać jego plecy pięściami.
- Sam sobie je zdobądź i zabezpiecz!
- Eeee…- Gapił się na mnie nie łapiąc o co mi chodzi. Po chwili zaśmiał się głośno.- Źle mnie zrozumiałeś.- Wyjaśnił kiedy się uspokoił.
- Jak mogłem to źle zrozumieć?!
- Osoba której DNA potrzebujemy dość często odwiedza Czerwoną Ulicę i korzysta z usług tamtejszych osób. Znajdziemy go i nim jego „klient” nie wiem jak to nazwać się wykąpie pobierzemy od niego próbki i tutaj będzie twoja rola. Jeżeli ci się nie uda zobaczysz jak ja pracuje bo wtedy zdobycie tego DNA to będzie mój interes.- Wyjaśnił. Przyglądałem mu się uważnie. Wciągnąłem przez głowę koszulkę na to kurtkę. Była lżejsza niż mi się z początku wydawała. Za to buty były cholernie ciężkie.
- Już. Co mam zrobić ze swoim mundurkiem.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.
- Teraz dasz go jakiemuś ze swoich lokatorów. Normalnie ten strój trzymasz w domu i jak przyjdzie pora i zadanie to najpierw lecisz do domu się przebrać a dopiero później na misję, ale dzisiaj nie mamy na to czasu dlatego przebierasz się tutaj.- Wyjaśnił. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Tylko my dwoje idziemy?- Zapytałem pakując swój mundurek do torby w której przyniósł mi mój struj roboczy.
- Katsuyoshi.- Powiedział tylko. Skrzywiłem się zdołowany.
- Eh… - Wypuściłem głośno powietrze i wyszedłem z zaplecza ignorując zaskoczone spojrzenia znajomych.

^^&^^

Stałem przed jednym z burdeli na Czerwonej Ulicy. Krzykliwe miejsce. Pełno różu, serc, i obrzydliwie słodkich gadżetów. Przekrzywiłem głowę w bok. Coś mi ten budynek przypominał. Rozejrzałem się dookoła.
- Aaa.- Uderzyłem dłonią w czoło. Przechodziłem koło tego budynku kiedy odprowadzałem Senseia do domu.
- Wchodzimy.- Powiedział Torazo. Ruszyłem za nim. Katsuyoshi czekał na nas na szczycie schodów. Koło niego stał Steal. Podszedłem do niego. Nic nie powiedział tylko zmierzył mnie od dołu do góry. Wszedł po schodach do góry. Zachowywał się jakby bardzo dobrze znał to miejsce. Przeszliśmy przez długi korytarz wykładany różową tapetą i taką samą wykładziną. Oczy bolały mnie od nadmiaru tego koloru. Zatrzymał się przed czerwonymi drzwiami. Otworzył je i wpuścił mnie oraz Torazo przodem. Wszedłem do środka. W pomieszczeniu znajdowała się kanapa, dwa fotele, drewniany stół i wielkie lustro. Stanąłem na uboczu przyglądając im się uważnie.
- Siadaj. Nim skończą trochę potrwa.- Powiedział Torazo. Spojrzałem na niego nie rozumiejąc. Pokazał mi palcem na lustro. Podszedłem do niego. Po drugiej stronie lustra (jakby moje odbicie) zobaczyłem dwóch facetów. No może ten pierwszy to facet drugi to chłopak mniej więcej w moim wieku. Stali na środku pokoju urządzonego w kolorach czerwieni i różu. Chłopak miał na sobie tylko szlafrok. Całowali się. Odwróciłem się na pięcie i usiadłem na fotelu. Otworzyłem walizeczkę, którą dał mi Torazo kiedy wyszliśmy ze szkoły i zajrzałem do środka.

** 45 minut później**

Przerzucałem zawartość walizki już któryś raz z rzędu. Torazo siedział na kanapie i gapił się w sufit. Katsuyoshi stał na uboczu i rozmawiał z kimś przez telefon. Steal siedział na drugim fotelu.
- Torazo rozumiem, że ty tam wejdziesz.- Powiedział. Torazo zerknął na niego z ukosa nadal kierując twarz na sufit.
- Nie. Młody.- Powiedział i pokazał na mnie palcem.
- Poradzi sobie?
- Zobaczymy. Jeżeli jemu się nie uda to ja tam wejdę.
- Proszę cię.- Powiedział Steal układając ręce jak do modlitwy i patrząc na mnie.- Zrób wszystko aby ci się udało.
- Dlaczego? Czy ja czy Torazo to bez różnicy.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie zaskoczony później na Torazo i znowu na mnie.
- On jeszcze nie wiem.- Powiedział Torazo. Spojrzałem na niego.
- O czym?
- O tym, że lubię gumę balonową o smaku truskawek.- Powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- Wolę wiśniową.- Odpowiedziałem chociaż wiedziałem, że skłamał.- Jakie jeszcze słodycze lubisz??
- Orzeszki w karmelu. A ty?
- Kwaśne żelki.
- Czy wy nie macie o czym rozmawiać?- Zapytał Katsuyoshi.
- Nie.- Odpowiedzieliśmy chórkiem. Pokręcił przecząco głową. Usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiesz co masz robić?
- No?
- Poradzisz sobie?
- Zapytam się tak. Chcesz abym sobie poradził czy mam zawieść??
- Masz sobie poradzić.
- No to co by się nie działo macie tam nie wchodzić.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie uważnie po czym twierdząco kiwnął głową. Kiwnąłem kilka razy głową zamykając teczkę. Steal podał mi jakąś kartę.
- Tym możesz otworzyć drzwi z zewnątrz. Normalnie jest to nie możliwe aby nikt nie mógł przerwać osobą znajdującym się w środku. Drzwi są otwierane od środka. Kartę do drzwi mam tylko ja.
- Nie będziesz miał problemów jeżeli się wyda, że to ty mi ją dałeś?- Zapytałem. Zaśmiali się cicho.
- Młody to jest jego lokal. Tak jak 90% wszystkich budynków w tej dzielnicy.- Powiedział Torazo. Po kilku sekundach zamknąłem zaskoczony otwarte usta. Pokiwałem przecząco głową i odwróciłem się do nich tyłem udając, że wcale nie usłyszałem tego co właśnie usłyszałem.
- Dobra możesz iść- Powiedział Suyo. Kiwnąłem głową i przeciągnąłem kartą po drzwiach. Wszedłem do pokoju. Z łazienki dochodziły jakieś dźwięki. Strona bierna w tym stosunku szykowała się do kąpieli. Zapukałem delikatnie do drzwi po czym wszedłem do środka. Młody chłopak o niebieskich włosach i czerwonych oczach owinięty ręcznikiem stał koło lusterka. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Kim kurwa jesteś?- Zapytał. Zaskoczył mnie. Jeszcze chwile temu był taki miły a teraz. W sumie tamten mu płacił a ja nie.
- Łowca?- Zapytałem. Nie wiedziałem jak mam to wyjaśnić.
- No kurwa nie zajarzyłbym się. Widzę po stroju, że pies jesteś.
- To jak widzisz to po co się pytasz?
- Bo chcę wiedzieć KIM jesteś?!
- Naoki.- Powiedziałem. Przyjrzał mi się.
- Nie możesz poczekać aż się wykąpie wtedy będę mógł się tobą zająć?- Zapytał. Spojrzałem na niego jak na głupka.
- Wybacz ale ja nie przyszedłem tutaj korzystać z twoich usług.
- To po chuj.
- Muszę coś od ciebie dostać.
- Weź spierdalaj. Interes mi psujesz. Jak szef się dowie, że marnuję czas zamiast pra…- Urwał kiedy pokazałem mu trzymając pomiędzy palcem wskazującym a środkowym kartę należącą do jego szefa.- Co chcesz ode mnie dostać?
- Próbki spermy…
- Mojej?!
- Nie. Tego co tutaj był chwile temu z tobą.
- Po co?
- Mnie nie pytaj. Kazali mi to zdobyć nie ważne za jaką cenę.
- A jak tego nie zrobisz?
- To wejdzie tutaj mój Sempai z oddziału i szef.
- W czyim jesteś oddziale?
- Katsuyoshi’ego.- Powiedziałem. Oczy mu pociemniały. Źrenice rozszerzyły się niebezpiecznie.
- Z wami jest…
- Torazo.- Powiedziałem. Przełknął głośno ślinę.
- Z ust możesz wziąć trochę wymazu i jak poczekasz i dasz mi jakiś pojemnik to dam ci sporo jego spermy.- Powiedział. Przyglądałem mu się uważnie. Zaśmiał się cicho kiedy zrozumiał o co mi chodzi.- Ten typ klienta jest bardzo specyficzny. Nie lubi używać kondomów i lubi kończyć będąc w środku dlatego mam jego spermę.- Wyjaśnił.
- Eee…- Kiwnąłem twierdząco głową. Zaśmiał się głośno.
- Zachowujesz się jakbyś nigdy tego nie rozbił a przecież ostatnio korzystałeś z tego pokoju.- Powiedział wchodząc pod natrysk. Wyciągnął w moją stronę rękę. Podałem mu szklany pojemnik.
- Jak to korzystałem z tego pokoju? Jestem w tym budynku pierwszy raz w życiu.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho.
- Nie masz się czego wstydzić. Przecież nikomu nie powiem, że tutaj byłeś i się zabawiałeś.
- Przecież mówię, że jestem tutaj po raz pierwszy.- Powtórzyłem. Wyjrzał zza zasłonki podając mi pojemnik.
- Nie ściemniaj, że niczego nie pamiętasz. Pojawiłeś się tutaj jakiś tydzień temu razem z…
- Przestań.- Przerwałem. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc.
- Nie pamiętasz tego?
- Nie pamiętam.
- A próbowałeś sobie przypomnieć?
- Próbowałem.
- Chcesz wiedzieć z kim tutaj byłeś?- Zapytał. Uderzyłem ręką w blat półki koło zlewu.
- Nie.- Powiedziałem chłodno. Przyglądał mi się z zainteresowaniem. Podszedłem do niego z patyczkiem owiniętym na końcu watą.- Otwórz usta.- Powiedziałem. Zrobił tak. Przejechałem kilka razy po jego policzku po czym schowałem patyczek do pojemniczka.- Nie będę ci już przeszkadzał. Możesz się przyszykować na przyjęcie kolejnego gościa. Ja już będę szedł.- Powiedziałem. Zabrałem swoją walizeczkę i udałem się w stronę wyjścia. Złapał mnie za ramię kiedy byliśmy koło pięknego, wielkiego lustra ze złoconą ramą. Tym razem zobaczyłem nasze odbicia.
- Jesteś pewien, że nie chcesz wiedzieć…- Urwał kiedy zatrzymał się z głośnym trzaskiem na lusterku a ja zaciskałem na jego szyi zimne ze strachu palce.
- Powiedziałem chyba, że nie chce wiedzieć. Czy tak ciężko to zrozumieć?- Zapytałem chłodno przybliżając swoją twarz do jego ucha. Popchnął mnie na łóżko i usiadł na mnie okrakiem (tak nadal był owinięty tylko ręcznikiem). Przytrzymał moje ręce. Pochylił się nade mną. Poczułem na uchu jego gorący oddech. Z jego ust padło 5 słów nim został ze mnie zdjęty przez Torazo. Leżałem nieruchomo na łóżku gapiąc się w sufit.
- Nao co jest?- Katsuyoshi stanął koło łóżka i wyciągnął w moją stronę rękę. Drgnąłem. Podałem mu dłoń i wstałem poprzez jego silne szarpnięcie.
- Miał tutaj Sensei nie wchodzić co by się nie działo.
- I nie wszedłem. Drzwi otworzył Torazo i to on tutaj wszedł. Ja podążyłem tylko za nim.
- Znowu naginasz swoje słowa?
- Troszeczkę.- Powiedział i zaśmiał się cicho.
- Proszę mnie nie wyśmiewać.
- Czy on coś ci zrobił?- Zapytał Torazo.
- A wyglądam jakby mi coś zrobiono. Pość go.- Powiedziałem i podałem swojemu Opiekunowi walizkę, z którą tutaj wszedłem.- Pozwoli Sensei, że wyjdę na zewnątrz. Nie przepadam za takim przepychem i za dużo tutaj różu oraz śmierdzi. Nie dobrze mi.
- W porządku. Poczekaj na nas przed drzwiami do budynku.- Powiedział. Kiwnąłem głową i wyszedłem bez słowa z pokoju. Schody przeleciałem biegiem. Wypadłem na zewnątrz łapiąc głęboki oddech. Kręciło mi się w głowię. Było mi nie dobrze. Stanąłem z boku budynku oddychając ciężko. Jego słowa nadal dudniły mi w uszach jak uderzania młotkiem o skały. Bolała mnie głowa.
Spokojnie. Oddychaj głęboko i powoli.
Nie ucz mnie zachowania medycznego.
Chyba muszę ci przypomnieć co i jak ponieważ zapominasz i się denerwujesz.
Wydaje ci się. Jestem spokojny.
Jakoś na takiego nie wyglądasz.
To że szybko oddycham nie oznacza, że jestem zdenerwowany.
Ręce ci się pocą.
W łazience było wilgotno to od tego.
A to że ci drżą?
Nie jadłem nic dzisiaj jeszcze. To z głodu.
Potrafisz wytrzymać więcej niż jeden dzień bez jedzenia więc nie gadaj głupot.
Czepiasz się szczegółów.
 Ja się nie czepiam tylko się martwię…
Nie potrzebuje twojego zamartwiania. Wiec przestać w tej chwili.
Sknera.
Spierdzielaj.
Ktoś położył mi rękę na ramieniu. Spojrzałem tam. Torazo.
- Co jest? Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Jakoś nie wyglądasz.
- Wiem co zrobić aby wyglądać.- Powiedziałem. Przyjrzał mi się uważnie.
- Co takiego?- Zapytał. Za nim pojawił się Katsuyoshi. Zlustrował mnie swoim spojrzeniem.
- Nie jadłeś jeszcze nic dzisiaj.- Zauważył. Kiwnąłem twierdząco głową chociaż tak naprawdę chciałem powiedzieć, że gówno go to obchodzi. Torazo spojrzał na zegarek.
- Jest prawie 18-sta.- Zauważył. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Jak wrócę do domu to coś zjem.
- Nie coś. I nie jak wrócę do domu. Idziemy do biura. Tam się coś zamówi do jedzenia. Musimy jeszcze wypełnić robotę papierkową z przebiegu dzisiejszej misji oraz dostarczyć próbki na piąte piętro.
- Piąte?- Zapytałem. Kiwnął głową.- To piętro Medyczne.
- Wiem. Muszą to przebadać.
- Aha.- Odpowiedziałem tylko i ruszyłem cicho za nimi przyglądając się swoim butą. W uszach mi dzwoniło. Pokręciłem przecząco głową. Nic nie widziałem. Nic nie słyszałem. Nic nie wiem. Tak będzie najlepiej.

********************************************************************
Tylko proszę mnie nie zabijać za to, że tak przerwałam, ale to rozdział pisany jeszcze w Polsce więc miejcie na uwadze, iż pisany był szybko:)
Mam  nadzieję, że wam się spodobał. Kolejny będzie nosił tytuł:
 16. „Well I'd never want to see you unhappy” 16
i pojawi się jakoś w maju:)
pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia?? nie...do przeczytania:D o...!!
pa:* 




niedziela, 9 marca 2014

14. „Czasem największe gesty kryją się za tymi małymi” 14

no hejka:D
wiem, że rozdział miał być już tydzień temu ale siostra miała problemy z dodaniem go a ja dopiero teraz mam czas (w sumie moglam to zrobić w piatek albo sobote, ale przespałam całe dwa dni bo mnie w robocie rozłożyło). ZApierdzielam po 12 godzin 6 dni w tygodniu a śpie tylko po 5 godzin. max 6 jak mi sie uda. Nie mam czasu na pisanie co mnie bardzo ale to bardzo irytuje.
Kraj ładny, ale nie wiem ile tutaj pociągnę. Wytrzymałam już miesiąc i tydzień a planuje zostać na 1,5 roku. Więc jeszcze 1 rok. 4 miesiące i 3 tygodnie:D jeżeli dobrze licze:)
ok. nie zamęczam was i dodaje kolejny rozdział. Z kolejnym jak siostra sobie nie poradzi to postaram ja sie go dodać w wyznaczonym wcześniej terminie:)
Pozdrawiam i życzę miłego czytania:D
*******************************************
Siedziałem u siebie w gabinecie. Katsuyoshi powiedział, że mam z niego nie wychodzić dopóki mi na to nie pozwoli. Wykręcałem palce we wszystkie możliwe kierunki starając się ich nie połamać przy tej czynności. Bolało mnie wszystko, ale nie wiedziałem czy zażywać coś przeciwbólowego tutaj czy poczekać aż wrócę do domu. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Zeskoczyłem z kozetki i podszedłem do szafki. Wyciągnąłem z niej fiolkę z lekiem przeciwbólowym, strzykawkę, igłę i opaskę uciskową.
- Czyś ty zwariował?!- Katsuyoshi wydarł się kiedy byłem w trakcie aplikowania leku. Spojrzałem na niego. Przyglądał się przerażony mojej  ręce w której tkwiła igła.
- Wiem, że Sensei ma obrzydzenie do igieł więc proszę poczekać na zewnątrz. Ja za raz przyjdę.- Powiedziałem. Trzy szybkie kroki i trzymał mnie boleśnie za przegub ze strzykawką. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Co sobie podałeś?!- Wydarł się. Przypatrywałem mu się przez chwilę po czym załapałem o co mu chodzi. Starałem się nie zaśmiać.
- Lek przeciwbólowy. Wszystko mnie boli, a jeżeli podam sobie coś dożylnie szybciej mi minie.- Wyjaśniłem. Czy on naprawdę myślał, że mam zamiar się zabić czy co?- Um. Sensei to boli…- Dodałem po chwili. Puścił mnie po odczekaniu kilku sekund. Nie wyszedł z pomieszczenia, ale stanął do mnie tyłem.
- Wszystko załatwiłem. Nie musisz się z tamtą osobą spotykać.- Wyjaśnił kiedy zabrałem się za sprzątanie potrzebnego mi wcześniej sprzętu.
- Jak to?
- Pociągnąłem za kilka sznurków i dotarłem do tej osoby. Wszystko z nim załatwiłem.
- Kim… kim on jest…?- Zapytałem. Poczułem na sobie jego spojrzenie.
- Mogę ci powiedzieć, ale wtedy ta wasza chora umowa będzie obowiązywać.- Powiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Słucham?
- Zgodził się na „zawieszenie” tej umowy. Jeżeli go nie pamiętasz umowa nie obowiązuję, ale z dniem kiedy przypomnisz sobie jego twarz albo imię wtedy będziecie się spotykać dwa razy w tygodniu. Taki postawił warunek w ramach milczenia.- Powiedział mój Opiekun. Przyglądałem mu się uważnie nie mogąc uwierzyć w to co mi właśnie powiedział.
- Rozumiem.
- Dalej chcesz wiedzieć kto to był?- Zapytał. Spojrzałem na niego jak na wariata.
- Nie dzięki. Wychodzę z założenia że dupa służy do srania a nie posuwania więc wie Sensei.- Powiedziałem. Pokiwał przecząco głową i rozsiadł się w fotelu.
- A no zapomniałbym ci powiedzieć. Dzisiaj po obiedzie odbędzie się zebranie naszego oddziału. Masz na nim być.
- A co ja mam tam robić?
- Pamiętasz tą listę co dałeś Torazo.
- Z potrzebnymi lekami i nie tylko.
- No tą.
- Pamiętam.
- No więc na tym zebraniu będziesz musiał wywalczyć zawartość tej listy.
- Słucham?
- Mamy pierwszy raz medyka. Więc będzie ci ciężko.- Wstał ze swojego miejsca.
- Ale Sensei…
- Zostawię cię teraz samego abyś mógł sobie wymyślić plan jak nasz oddział nakłonić, że potrzebujemy w ogóle tego co ty tam napisałeś.
- To jakaś…
- I powiem ci też, że będziesz musiał zatwierdzić albo nie zezwolić na to co pozostali potrzebują. Im oni mniej dostaną tym więcej funduszy może pójść na twoją listę. Więc musisz się liczyć z tym, że nikt tak łatwo nie popuści.- Powiedział i wyszedł. Wpatrywałem się w drzwi, które chwilę temu się za nim zamknęły. Uderzyłem obolałą głową o blat biurka.
- Ale ja muszę dzisiaj wrócić do domu…

^^~^^

Siedzieliśmy u niego w gabinecie już drugi dzień. Opierałem głowę o blat stołu ignorując Toshio który siedział naprzeciwko mnie i co jakiś czas rzucał we mnie malutkimi kulkami z papieru. Oni naprawdę gadali o wszystkim i się o to wykłócali. To po prostu jakaś paranoja. Przez nich nie wróciłem do dzielnicy a to bardzo źle dla mnie wróżyło.
- Naoki nie śpij.- Powiedział Katsuyoshi nawet na mnie nie patrząc. Pokazałem mu język. Zerknął na mnie zza jakiś papierów które trzymał w ręku. Schowałem pospiesznie język.
- Przecież nie śpię.
- To usiądź porządnie.
- Nie. Moja głowa odpoczywa.- Powiedziałem odwracając twarz w drugą stronę i patrząc na zaskoczonego Torazo. Uśmiechnął się do mnie. Pokazałem mu język. Znowu dostałem papierową kulką w głowę.
- Możesz to powtórzyć?- Zapytał Washichi. Uniosłem ociężałą głowę do góry i spojrzałem na niego (siedział koło mojego Opiekuna).
- Powiedziałem, że moja głowa odpoczywa. A jeżeli chcesz wiedzieć dlaczego jest zmęczona to od waszego bezsensownego pierdo…- Złapałem się za głowę. Podniosłem z podłogi pęk kluczy i cisnąłem je w ich właściciela. W pomieszczeniu zapanowała cisza kiedy klucze z czoła upadły na kolana Suyo.- Sam sobie tak strzel tymi kluczami a wtedy w innych rzucaj, czubie!- Krzyknąłem na niego masując obolałą głowę.
- Czy ty właśnie podniosłem na mnie rękę?
- To były klucze jakbyś nie widział. Okulary sobie zakup!
- Gówno mnie obchodzi czego użyłeś liczy się sam fakt, że mnie uderzyłeś.
- Oddałem!
- Uderzyłeś starszego.- Przypomniał. Pokazałem mu język i ponownie położyłem głowę na stół. Wstał gwałtownie a ja jak galaretka spłynąłem w dół krzesła chowając się pod stołem. Śmigałem między ich nogami uważnie przyglądając się jego butą aby wiedzieć gdzie jest. Zajrzał pod stół.- Chodź tutaj.
- Takiego wała.- Powiedziałem i spierdzieliłem najdalej od niego.
- Torazo jest koło ciebie wygrzeb go spod tego stołu.- Powiedział. Czyjaś (pewnie Torazo) ręka złapała mnie za ramię. Kopnąłem jego krzesło. Spadł z niego. Puścił moją rękę. Spojrzał zaskoczony pod stół. Ktoś złapał mnie za nogi i wygrzebał spod stołu. Spojrzałem zaskoczony na Munoto. Za nim stał Katsuyoshi.
- Proszę.- Powiedział i przekazał mu moją nogę jakby dawał jakiś zbędny przyrząd.
- Dostałeś kiedyś od niego?- Zapytałem próbując wyrwać swoją nogę z jego uścisku. Złapał za tą zranioną.
- Nie.
- To. Się. Kurwa. Nie. Wtrącaj.- Powiedziałem. Szarpnął nogą delikatnie do góry. Skrzywiłem się uczepiony dywanu.
- Munoto… krwawisz?- Powiedziała Suko.
- Niee?- Odpowiedział zaskoczony. Przekręciłem się z brzucha na bok aby zerknąć na niego. Ręka którą mnie trzymał była we krwi.
- No przecież widzę.- Upierała się.
- Ale mówię, że to nie ja…- Urwał i spojrzał na mnie.
- Puścisz mnie wreszcie?- Zapytałem chłodno. Puścił delikatnie moją nogę. Usiadłem na chwilę po czym wstałem. Skłoniłem się przed swoim Opiekunem.- Tylko nie kluczem.- Powiedziałem i czekałem. Uniósł moją brodę do góry i strzelił mi palcami w czoło.
- Opatrz to.- Powiedział wracając na swoje miejsce. Roztarłem czoło i podszedłem do szafki z apteczką. Rozłożyłem ją na stole zgarniając swoje papiery i usiadłem na swoim krześle. Podwinąłem nogawkę. Ubrałem rękawiczki. Rozciąłem bandaże i zabrałem się za przemywanie rany.
- Co ci się stało?- Zapytał Toshio wychylając się ponad stół.
- Mała ranka.- Powiedziałem odkładając kolejny zakrwawiony wacik. Mocno ścisnął skoro nie chciało przestać lecieć.
- Z małej ranki by tak nie leciało.- Zauważył inteligentnie.
- A ty co? Medyk? Nawet pierwszej pomocy nie potrafisz…
- Już potrafię.- Przerwał. Spojrzałem na niego zaciekawiony. Pokazał palcem na mojego Opiekuna.- Wysłał mnie do Ryu na przymusowe szkolenie. Więc jakieś podstawy mam.
- Dobre i to.- Powiedziałem kiedy udało mi się zatamować krwawienie. Sięgnąłem po większą gazę.
- Jak ty się tak urządziłeś?- Zapytał. Spojrzałem na niego przykładając do rany opatrunek.
- Pies mnie ugryzł.- Skłamałem. Przyglądał mi się uważnie myśląc o czymś intensywnie. Sięgnąłem po bandaże.
- Ale w Podziemiach nie ma żadnych stworzeń.- Zauważył po kilku minutach milczenia. Drgnąłem. Spojrzałem na niego i zaśmiałem się cicho po czym wróciłem do bandażowania.
- Nobla za spostrzegawczość to ty nie dostaniesz.- Powiedziałem odkładając nożyczki do apteczki.
- To co cię tak załatwiło?- Zapytał. Oparłem łokcie na stole i spojrzałem na niego.
- Od dłuższego czasu mnie  to interesuje.- Zacząłem.- Piszesz o mnie książkę?
- No.
- Tytułu ci brak?
- No.- Uśmiechał się wrednie.
- To omiń dwie strony i pisz dalej.- Powiedziałem i zamknąłem głośno apteczkę urywając w ten sposób temat.

**20 minut później**
- Sensei ja muszę już iść.- Powiedziałem patrząc na zegarek. Siedziałem już tutaj trzecią dobę.
- Przecież ci powiedziałem, że jeżeli nie uzgodnimy wszystkiego nikt stąd nie wyjdzie.
- A ja powiedziałem, że chcę iść na pierwszy ogień aby jak najszybciej to skończyć i móc iść.
- A ja ci powiedziałem, że u nas kolejność głosu na naradzie wybierana jest poprzez losowanie. Nie moja wina, że ssiesz w loterii i trafiło ci się ostatnie miejsce.
- A ja ci powiedziałem, że mam to gdzieś i muszę być w domu.- Powiedziałem unosząc głos. Stałem od dłuższej chwili patrząc na niego spod byka. I on wstał ze swojego miejsca.
- Powiedziałem ci, że…
- Aaaa!! Weźcie się w końcu przymknijcie do jasnej cholery!- Ryoko uderzył ręką w stół. Katsuyoshi usiadł na swoim miejscu. Spojrzałem na Ryoko z ukosa szczerząc delikatnie zęby.- Siadaj.- Dodał patrząc na mnie. Podrapałem się po głowie. Przeciągnąłem językiem po zębach.
- Mmmm??- Pomyślałem.- Nie.- Odpowiedziałem po chwili.
- Naoki siadaj na dupie i siedź.- Warknął na mnie Katsuyoshi. Spojrzałem na niego.
- Chyba powiedziałem, że nie.- Byłem wściekły, niewyspany, brudny i wkurwiony po raz kolejny. Ryoko podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu ale nie ruszył się bardziej. Spojrzał w dół na swoje krocze.
- Czy ty wiesz co ty robisz??- Zapytał przyglądając się skalpelowi który przykładałem do jego przyrodzenia.
- Wybacz, ale nie lubię jak mnie ktoś bez pozwolenia dotyka.- Odpyskowałem.
- Młody nie wygłupiaj się. Odłóż to.- Powiedział Toshio.
- Jak mnie puści i zrobi trzy kroki w tył wtedy nic mu nie będzie zagrażać.- Zauważyłem. Ryoko uśmiechnął się i zrobił trzy kroki w tył. Obszedłem swoje krzesło dookoła i stanąłem pod ścianą tak aby go widzieć. Muszę go sobie na swoją czarną liste wpisać. Wypuściłem głośno powietrze.- Sensei powiem tak. Nie interesuje mnie co powiedzą inni i czego oni potrzebują. Ja potrzebuje tego wszystkiego z tej listy co wam dałem i nie mam zamiaru zrezygnować nawet z jednego kawałka plastra. A jeżeli uważacie, że to jest wam nie potrzebne, to… Toshio otwórz moją teczkę i wyciągnij koszulkę z numerem czwartym.- Dodałem. Zrobił tak jak poprosiłem.
- No już.
- Rozdaj to pozostałym.
- Co to?
- Orzeczenie. Zgoda. Prośba. Nie wiem nazwijcie to sobie jak chcecie. Ale macie to po prostu podpisać.- Powiedziałem. Katsuyoshi spojrzał na swój egzemplarz. Odłożył go na stole. Spojrzał na mnie.
- Jesteś poważny?
- W stu procentach.
- Co tam jest napisane?- Zapytał Ryoko nie ruszając się ze swojego miejsca.
- Ehem- Yuke odchrząknęła delikatnie.- „ Ja niżej podpisany zwracam się z prośbą o każdorazowe szykowanie dla mnie Sali medycznej/lodówki w prosektorium ilekroć ze swoim oddziałem udam się na Powierzchnię. Prośbę motywuję tym iż nie mamy żadnych potrzebnych środków leczniczych z tego powodu nasz Medyk nie może udzielić nam odpowiedniej pomocy. Wszystkie zabiegi od zalepienia zranienia po amputacje którejkolwiek części ciała biorę na własną odpowiedzialność i opłacę z własnej kieszeni w ramach pomocy charytatywnej potrzebującym pacjentom.”- Przeczytała. Wpatrywali się we mnie jak w obrazek.
- On kpi?- Zapytał Yujiro. Ziewnąłem przecierając oczy.
- Podpisujesz to?- Zapytałem. Prychnął na mnie rozsiadając się na swoim miejscu jak żaba na liściu.
- Możesz mi naskoczyć.- Powiedział. Zaśmiałem się po czym spojrzałem na niego poważny.
- Jak szeroko możesz otworzyć usta?- Zapytałem. Spojrzał na mnie jak na głupiego.- Pytam się poważnie.
- Dość szeroko.
- Albo to podpiszesz albo wyciągnę ci jaja przez gardło własnymi rękoma. A skoro uważasz, że dość szeroko japę otwierasz to nie musze się martwić czy się zmieszczą.- Powiedziałem. Spoważniał. Spojrzał na mnie.- Masz trzy wyjścia. Albo podpisujesz zgodę na moje leki, albo tą zgodę albo zostaniesz babą.- Dodałem. Sięgnąłem po rękawiczki. Ubrałem je strzelając z nich w dłonie. Podszedłem do niego stając za nim.
- Nic nie zrobisz z tym świrem?- Zapytał Yujiro patrząc na mojego Opiekuna.
- Nie bardzo. Jestem ciekaw jak daleko się posunie.
- Ciekawe czy i tobie wyrwie jajca przez gardło?- Zamyślił się Toshio.
- Nie.- Odpowiedziałem. Spojrzeli na mnie.
- A to dlaczego?- Zapytał Yaichiro. Zaśmiałem się cicho.
- Dla niego mam coś lepszego.- Powiedziałem i sięgnąłem po apteczkę wyciągając z niej strzykawkę, igłę i sól fizjologiczną. Katsuyoshi spojrzał na mnie mrużąc przy tym oczy. Sięgnął po pióro i podpisał pierwszą kartkę (listę z lekami) po czym podsunął mi ją i schował ręce pod pachami.
- Ode mnie się odwal.- Syknął bacznie przyglądając się igle i strzykawce. Uśmiechnąłem się pod nosem. To nie będzie takie trudne.

^^~^^

Wszedłem do jego gabinetu w szkole. Siedział za biurkiem.
- Dzień dobry.- Powiedziałem.
- Dzień dobry.- Odpowiedział. Zerknął na mnie, później w swoje papiery i znowu na mnie wybałuszając szeroko oczy.- Co ci się stało?!
- Nie do końca rozumiem o co chodzi.- Powiedziałem. Pokazał na moją twarz.- A. O to. Proszę się tym nie przejmować.
- Jak mam się nie przejmować skoro przychodzisz tak do szkoły.
- Jest w porządku.- Powiedziałem siadając na swoim standardowym miejscu. Usiadł naprzeciwko mnie aby widzieć moją twarz.
- Jak może być w porządku?!
- Oj to są sprawy mojej dzielnicy i nic tam nie pomożesz więc nie musisz wiedzieć co mi się stało.
- Jak to twojej dzielnicy?
- Będziesz mi tak długo dupę truł aż nie powiem co się stało?- Zapytałem. Przyglądał mi się. Wypuściłem głośno powietrze.- Mówiłem, że muszę wrócić szybciej do domu ale nie, oczywiście musiałem zostać na tym zebraniu. A że nie wróciłem do domu to dostałem.
- Od kogo?
- Sensei jak opisana jest w dokumentach dzielnica z której pochodze?
- Brutus to dzielnica bezprawia w której wychowują się osierocone dzieci.- Zacytował. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Bezprawia to jest dla was ale my aby w niej przeżyć musieliśmy jakieś prawa sobie tam uzgodnić i hierarchię osób które sprawują tam „władzę” że tak to nazwę. I ktoś kto w tej hierarchii jest poniżej mnie zdenerwował się i za pomocą pięści przypomniał mi o moich obowiązkach. Tylko tyle.- Wyjaśniłem. Przyglądał mi się z rozdziawioną miną.

**jakiś czas później na lekcji**

Siedziałem na lekcji biologii razem z pozosałymi osobami ze szkoły. Każdy omawiał inny problem. Ja przeglądałem znudzony książkę szukając informacji na zadane przez nauczyciela pytanie kiedy ktoś zapukał do drzwi. Cała klasa (w tym i ja) spojrzeliśmy w tamtą stronę.
- Proszę.- Powiedział Ryu. Po chwili drzwi otworzyły się delikatnie a do środka zajrzał…

 *************************************************
dość krótkie wiem, ale pisałam wtedy 4 rozdziały w jeden dzień (dzień wyjazdu) i po prostu się nie wyrobiłam na długość, ale mam nadzieję, że wam się spodobał. Kolejny rozdział będzie nosił tytuł:
15.” Najbardziej bezbronny jesteś wtedy kiedy ci zależy.” 15
pozdrawiam Gizi03031;*

wtorek, 4 lutego 2014

13. „Przekraczając niektóre granice musimy liczyć się z tym, że nie będzie już powrotu” 13.

Joł:D
Wiem, że rozdział miałam dodać w okolicach 14-ego ale z racji tego, że dzisiaj wyjeżdżam i nie wiem czy tam gdzie będę będę miała dostęp do neta dodaje rozdział dzisiaj.
Z moim wyjazdem wiąże się również rzadsze dodawanie rozdziałów. Aktualnie siedze i pisze szybko 3 rozdziały do przodu aby móc zostawić je siostrze i to ona je doda. Teraz podam daty w jakich powinna je dodać:
rozdział 14-sty doda: 03.03.2014
rozdział 15-sty doda: 03.04.2014
rozdział 16-sty doda: 04.05.2014

Wtedy powinnam wrócić na urlop na tydzień. I coś jeszcze jej dać. Jeżeli jednak nie uda mi się wrócić po trzech miesiącach rozdział 17-sty (o ile zdołam go napisać) doda 04 lipca. Nie wcześniej.

Ok. już nie dołuje was bardziej i dodaje rozdział oraz lece pisać kolejne. Zostało mi mało czasu.
****************************************************
Przetarłem obolały kark. Mijał już drugi tydzień mojej praktyki. Nikt nie wchodził do mojego pokoju. Katsuyoshi’ego widywałem tylko i wyłącznie w szkole. Dzisiaj udało mi się uporządkować wszystkie kartony z dokumentacją, poukładać je, wbukować dane, posegregować oraz przyszykować dokumenty z niewiadomymi, które musiałem uzyskać od innych członków oddziałów. Byłem zaskoczony kiedy okazało się, że nigdzie nie było na to danych. Sprawdziłem zawartość szafek z lekami zapisując czego brakuje na liście. Później przejrzałem apteczki i sprzęt zabierany przez medyków do góry i tam uzupełniłem listę z brakującymi medykamentami i nie tylko. Rozejrzałem się po swoim w końcu czystym „pokoju” kiedy wszedłem tutaj pierwszy raz widziałem tylko stertę papierów i kartonów. Po kilku dniach dowiedziałem się, że posiadam coś takiego jak swoje biurko, szafki, krzesło i nawet dywanik. No po prostu szok. Teraz mogłem z dumą patrzeć na czyste i sterylne pomieszczenie jakie należało do medyka a nie składzik na śmieci. Dostałem nawet małą lodówkę i półkę w której mogłem trzymać kubek, herbatę i inne pierdoły.
            Wziąłem wielki i ciężki segregator ze sobą i udałem się do biura Torazo. Zapukałem delikatnie w uchylone drzwi i zajrzałem do środka. Zwykły pokój z biurkiem, brązowymi szafkami, dużym puchowym dywanem i skurzaną sofą. Siedział za biurkiem. Pisał coś na kompie.
            - Co jest młody?- Zapytał. Spojrzałem na niego.
            - Muszę uzupełnić dokumentację medyczną dotyczącą naszego oddziału.- Wyjaśniłem. Kiwnął głową na znak, że rozumie. I tak zabrałem się za zadawanie mu wielu pytań i wpisywaniu ich do kartek wyciąganych z segregatora. Przepytanie go zajęło mi pół godziny. Po tym jak skończyłem wezwał do siebie resztę oddziału. Pomijając mojego Opiekuna pojawili się wszyscy.

^^~^^
          Siedziałem u siebie w gabinecie. Nie no nie mogłem się przyzwyczaić do takiego dziwnego myślenia, że niby mój gabinet. Po prostu pomieszczenie w którym urzędowałem. Skończyłem układać teczki należące do poszczególnych członków oddziału. Został mi tylko ten głupek do wypełnienia i będzie dobrze.
          - Można?- Zapukał najpierw a później wsadził łeb przez drzwi.
          - Skończył już Sensei swoją pracę?- Zapytałem. Kiwnął głową. Wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Rozejrzał się po pokoju zaskoczony.
          - Pierwszy raz tutaj jestem jak jest tak czysto. Wiesz nigdy nie było tutaj medyka więc…
          - Rozumiem.- Powiedziałem i poprosiłem aby usiadł na krześle. Dziwnie się czułem. Przeważnie to on siedział tam gdzie ja a ja tam gdzie on.
          - Torazo mówił, że mnie szukałeś.- Zauważył. Kiwnąłem twierdząco głową.- O co chodzi?
          - Uzupełniam dokumentacje medyczną każdego z oddziału.- Wyjaśniłem.
          - I zostałem ci tylko ja?- Zapytał. Ponownie kiwnąłem głową.- No to zaczynaj. Miejmy to już za sobą.
          - Jeżeli Sensei jest teraz zajęty to…
          - Skoro przyszedłem do ciebie sam to chyba jasne, że jednak mam trochę czasu wolnego.- Przerwał mi przyglądając mi się uważnie.
          - Mhy. Rozumiem. Em… Wzrost?
          - 189cm.- Powiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony. Uśmiechał się delikatnie.
          - Etto… um. Waga?
          - 77 kg.
          - Wady wzroku?
          - Miałem badany jakiś miesiąc temu. Wyniki wykazały zero na każdym oku.
          - Hmm. Uczulenia?
          - Brak.
          - Uzależnienie od tytoniu?
          - Brak.
          - Alkohol?
          - Sporadycznie.
          - Leki na stałe?
          - Żadne.
          - Jakieś przeciwskazania co do jakiś potraw?
          - Mogę i jem wszystko.
          - Em…
          - No pytaj. W końcu to twoja praca.- Uśmiechnął się do mnie delikatnie.
          - Ehem.- Odchrząknąłem znacząco.- Chodzi o to… em… Aby zadać Senseiowi pytanie na które musze uzyskać odpowiedź muszę zapytać o coś innego.
          - Śmiało. Nie krępuj się.
          - W trakcie stosunku jest Sensei kobietą czy mężczyzną?- Zapytałem. Przyglądał mi się uważnie przez dłuższą chwilę.
          - Mężczyzną.- Odpowiedział w końcu. Mogłem się tego domyślić.
          - Czyli nie miał Sensei nigdy Hemoroidów?
          - Nie.
          - Problemy z wypróżnianiem?
          - Nie.
          - A ze stulejką?
          - Nie.
          - Rozumiem.
          - Koniec takich pytań?
          - Mhy.
          - No to przejdźmy dalej.
          - Może się Sensei rozebrać do bielizny??- Zapytałem. Spojrzał na mnie zaskoczony.

^^~^^

          Znowu skończyłem z tymi pijaczynami w barze. Ile można i jak często nie pojmowałem. Chociaż w sumie to ja tutaj jestem drugi raz. Jakoś nie miałem powodu aby tutaj przychodzić.
          - O. Młody. W końcu wróciłeś!- Zawołał Billy. Uśmiechnąłem się do niego.- Jadłeś?!
          - Nie.- Odpowiedziałem podchodząc do baru. Zajrzałem do menu.
          - Czekaj. Spróbuj tego.- Powiedział i zniknął w kuchni. Wrócił po chwili niosąc dla mnie pewną tackę. Podał mi ją.
          - Co to??
          - Kebab a’la Młody.- Powiedział. Spojrzałem na niego oburzony.
          - Słucham?
          - Robiony bez marchewki. Na koszt firmy.- Uśmiechnął się. Wziąłem tackę. Niezauważalnie kiwnął na mnie ręką. Zbliżyłem się.- Jeżeli będziesz chciał tutaj ze mną kiedyś wypić to wpadnij jak nie będzie twojego Opiekuna.
          - Robił po ostatnim jakieś problemy?
          - Minimalne.- Odpowiedział. Spojrzałem za siebie patrząc na swojego Opiekuna. Przyglądał mi się uważnie.
          - No zamorduje.
          - Nie, nie. Spokojnie…
          - Co on mi się będzie mieszał…- Urwałem kiedy na moim ramieniu zawisła ciężka ręka.
          - Mówiłem ci że masz się nie oddalać.- Powiedział Katsuyoshi. Kiwnął do barmana.- To samo. Dla młodego soczek. Sprawdzę go sam.
          - Nie musisz mnie traktować jak dziecko.
          - Jesteś nim.
          - Jestem… co to ma znaczyć? Że niby ja…
          - Tak ty.
          - Ja sobie wypraszam.
          - Tak, tak.- Powiedział. Zabrał moją tackę i oplatając moją szyję swoją ręką pociągnął mnie do stolika. Wepchnął mnie od ściany i usiadł koło mnie odcinając mi drogę ucieczki.
          - Proszę mnie tak nie traktować.- Powiedziałem oburzony. Podsunął mi tackę.
          - Jedz.
          - Nie.
          - I widzisz. W takim momencie zachowujesz się jak dzieciak.- Wyjaśnił odwracając się do mnie bokiem.

^^~^^

          Ktoś położył mi delikatnie rękę na ramieniu. Otworzyłem ociężałe oczy. Czułem się… dziwnie.
          - Nao. Przeziębisz się jak będziesz tak spał na kanapie.- Szepnął cicho Gihei.
          - Która godzina?- Zapytałem. A wręcz nawet wycharczałem.
          - Zbliża się trzecia nad ranem.- Wyjaśnił. Usiadłem na kanapie i jak długi ponownie się na niej wyłożyłem zaciągając się głośno powietrzem. Co jest kurwa?!
            - Pomóż mi wstać.- Powiedziałem. Zaskoczony spojrzał na mnie. Wziął mnie pod ramię.- Łazienka…- Dodałem. Poszliśmy tam. Każdy krok sprawiał mi niemiłosierny ból. Wszedłem do środka zapalając po drodze światło. Gihei przyglądał mi się uważnie. Stanąłem przed lusterkiem.
            - Nao co ci się…
            - Nie mam pojęcia.- Powiedziałem. Bolał mnie każdy mięsień ciała, gardło, szyja, paznokcie jakby odchodziły od palców. Obszar delikatnie powyżej lewej kostki. Ale to było niczym w porównaniu z potwornym bólem w dolnych partiach pleców.
            - Pi!- Gihei zasłonił pospiesznie usta. Taki dźwięk wydobył się z niego? Spojrzałem na niego.
            - Co jest?- Zapytałem. Pokazał na mnie palcem. Spojrzałem dokładnie w lusterko.- CO JEST KURWA?!?!- Wydarłem się i upadłem na kolana kiedy próbowałem podejść do zlewu.

            **10 minut później**

            - Wykąp się.- Powiedział zakręcając wodę i podając mi czyste ciuchy oraz przynosząc apteczkę oraz jakąś maść.
            - Co to?- Zapytałem wściekły. Podał mi maść.
            - Nie chcę tego mówić ale to coś jak Analtam czy coś…- Powiedział delikatnie speszony. Pudełko upadło na podłogę.
            - Że słucham ciebie, że co?
            - To pomoże.- Dodał i uciekł. Rozebrałem się wrzucając ciuchy do prania po czym zanurzyłem się cały w wodzie.
Wiem, że tam kurwa jesteś! Wyłaź!
Od razu tak agresywnie.
Co to kurwa jest?!
Nie widzisz? Siniaki, malinki, zadrapania, ślady zębów. Normalne ciało po trochę brutalnym bzykanku.
Weź mnie nawet nie wkurwiaj!!
Sam zapytałeś! Tak to jest jak się mnie nie słuchasz! Nie wiadomo ile razy się do ciebie mówiło to i tak się wyłączyłeś i robiłeś to czego efekty sam teraz widzisz!!
JA NIC NIE ROBIŁEM!!!
NIE ZAPRZECZAJ!!! PRZECIEŻ WIDZISZ!!!
JAKBYM ROBIŁ TO BYM CHYBA PAMIĘTAŁ!!!
Nie pamiętasz?
No przecież mówię wyraźnie. Pamiętam jak zabieram po raz kolejny szklankę Katsuyoshi’emu kiedy kosztował czy na pewno mam sok a nie alkohol.
To ładnie zapomniałeś.
Co się działo?
Przypomnisz sobie jeżeli będziesz musiał.
TY MI TO POKAŻ!!!
Eh… tylko żeby nie było. Omijam brutalniejsze i gwałtowniejsze szczegóły.

            Szedłem długą dobrze znajomą mi ulicą. Ugięły się pode mną kolana. Ktoś złapał mnie pod łokieć. Spojrzałem tam ale twarz była zamazana. Nie rozpoznawałem osoby.
            - Uważaj jak idziesz. Za raz będziesz w domu.- Powiedział łagodnie. Nie pamiętam głosu. Coś nie tak z moimi wspomnieniami czy co?
            - Już nie mogę.- Zajęczałem cicho.
            - Piłeś coś?
            - Kurwa sok sam!- Zawołałem oburzony.- Boli…- Powiedziałem zwijając się delikatnie w kłębek.
            - Gdzie cię boli?
            - Nie potrafię odpowiedzieć.
            - Jak to nie potrafisz?
            - Boli mnie ciało i jest mi gorąco.- Wyjaśniłem.
            - Pozwól, że coś sprawdzę.- Powiedział mój towarzysz. Jego ręka zatrzymała się na moim kroku. Zakryłem pospiesznie usta kiedy wydobył się z nich dziwny dźwięk.

Hbhghi ‘opot tojóp rjror jni’ou jrb rk rjnwjetkifdnfosfk

Co to za zakłócenia?
Wtedy wywaliło mnie z twojej głowy. Nie wiem co się stało. Za raz powinny wrócić. Takich zakłóceń będzie kilka.
Ok. Rozumiem. Dawaj resztę.

            Stałem przy jednej z szafek trzymając kwadratowe, płaskie opakowanie w dłoni. Przyglądałem mu się uważnie. Mój towarzysz siedział za mną na kanapie przed telewizorem.
            - Co to? Herbata? Dziwnie wygląda?- Zapytałem obracając w palcach owe opakowanie.
            - Bo to kondomy. Hahahaha!!! Herbata jest tu.- Powiedział i pokazał co trzyma w ręku. Rzuciłem nimi w bok.
            - Nie śmiej się! Obejrzyj sobie coś!- Krzyknąłem włączając telewizor, z którego zaczęły wydobywać się różne jęki, krzyki i stęki. Zaśmiał się głośno.
            - Aaa!! Co to?! Wyłącz to!- Krzyknąłem próbując wyłączyć telewizor.- Nie śmiej się!
            - Już nie mogę.- Zaśmiał się zwinięty w kłębek. Nie no wezwę zaraz obsługę tego hotelu aby coś z tym zrobili. Kto się nami dzisiaj tutaj zajmował?? Sięgnąłem po katalog leżący pod ręką.
            - Wezwę obsługę.- Zajrzałem do środka.- Aaaa!! Co to? Pejcze?! Kajdany?! Wosk?! Co to do cholery jest?!
            - Książkę z numerami masz tutaj. Tamto to katalog sprzętu S&M.- Powiedział zanosząc się śmiechem. Ukryłem się w łazience zasłaniając uszy. Śmiał się głośno.

Hvjhnmlp ohgcvkl;l hgghkjol kjlm’ jó;ol gvfv jkopiojk

            Leżałem na hotelowym łóżku oddychając ciężko. Coś się we mnie znajdowało. Poruszało się gwałtownie…

AAA!!! PRZESTAŃ!!! NIE CHCĘ NIC WIĘCEJ WIDZIEĆ!!!
Poczekaj. Pokażę ci coś co cię najbardziej z tego wszystkiego powinno interesować.

            - Było fajnie.- Padła odpowiedź z moich ust.
            - Doprawdy? Jak na swój pierwszy raz chyba trochę przeholowałeś?
            - Trochę krwi  i siniaków nikogo nie zabiło.- Zaśmiałem się cicho.- Muszę to kiedyś powtórzyć.
            - Doprawdy??
            - Nom. Chętny? Z tobą było fajnie.
            - Wiesz co mówisz?
            - No wiem. Ale tak tylko raz w tygodniu bym mógł.- Myślę przez chwilę.- Nie no dwa.
            - Nie wygłupiaj się.
            - Mówię całkiem poważnie. Przyjdziesz tutaj za tydzień?
            - A jak odmówię…
            - Jeżeli odmówisz to powiem o tym innym. Albo w sumie mogę znaleźć sobie kogoś innego. Tylko jak już powiedziałem, z tobą było fajnie.- Powiedziałem i zaśmiałem się cicho. Syknąłem cicho kiedy zatopił w mojej nodze swoje zęby. Piekący ból. Oderwał się ode mnie. Krew leciała delikatnie.
            - Jutro o niczym nie będziesz pamiętać.
            - Wątpisz we mnie…

Co to?
Umowa. Jeżeli któryś z was nie zgodzi się na kontynuowanie tej twojej farsy drugi może o tym rozpowiedzieć.
I że niby ja to wymyśliłem?
W stu procentach tylko i wyłącznie ty.

^^~^^

            Ubrany w długą bluzę, ciemne spodnie i arafatkę na szyi. Ze związanymi włosami w kitkę udałem się do baru. W sumie powinienem zmierzać do biura na praktykę. Ale doszedłem do wniosku, że jednak nie mogę się tam jak na razie pokazać. Otworzyłem drzwi baru i wszedłem do środka. Znajdował się tam tylko Billy. Czyścił jakieś szklanki.
            - Młody?- Zapytał zaskoczony. Usiadłem naprzeciwko niego.- Nie w pracy?
            - Nie.- Odpowiedziałem.- Sam??
            - Tak. Dopiero zaczynają się schodzić po piętnastej. A tak to tylko wagarowicze tak jak ty. Co się stało?? Nie wyglądasz mi na takiego co to by urywał się z roboty albo szkoły.- Powiedział. Rozejrzałem się dla pewności po barze aby upewnić się, że nikogo tam nie ma.
            - Nie będę owijał w bawełnę. Ta rozmowa ma pozostać między nami.
            - To się wie. Więc o co chodzi?
            - Ty szykowałeś wczoraj dla mojego stolika alkohol?
            - Przeważnie ja to robię, ale wczoraj przyszliście później i ktoś inny to robił.
            - Mogę wiedzieć kto?
            - Mogę wiedzieć co się stało?
            - Dla swojego dobra lepiej nie.
            - Jeżeli mi nie powiesz nie będę mógł ci pomóc.
            - Jeżeli nie powiesz zgłoszę to wyżej. A to już jest karalne.- Powiedziałem chłodno. Spojrzał na mnie. Zajrzał na chwilę do kuchni. Wrócił po chwili prowadząc za sobą kogoś. Mężczyzna. Nie znam go. Średniego wzrostu. Płomienna czerwień na głowie. Szeroka blizna na twarzy. Spojrzał na mnie i drgnął.- Gdzie mogę z nim pogadać na osobności?- Zapytałem.

*** 20 minut później***

            Siedzieliśmy tak ten cały czas gapiąc się na siebie.
            - Nie owijaj w bawełnę tylko odpowiadaj. Co mi wczoraj dosypałeś do mojego picia?
            - A dlaczego uważasz, że miałbym coś dosy…- Urwał kiedy uderzyłem mocno otwartą ręką w stolik.
            - Nie wkurwiaj mnie koleś! Tak się składa, że nie mam humoru na twoje żarty!
            - Nie masz dowodu, że coś było dosypane do twojego picia.- Powiedział drwiąco. Złapałem go za przód koszuli i uniosłem delikatnie do góry.
            - Przez całe życie kontrolowałem każdego rodzaju lek jaki brałem. Jestem aktualnie już prawnym medykiem, ale prawie całe życie byłem nim nielegalnie więc nie pierdol mi głupot w stylu „Nic nie brałeś” skoro wiem, że COŚ mi dosypałeś!! Myślisz, że jestem na tyle głupi aby nie z czaić się, że coś było w moim SOKU?!- Ryknąłem na niego.
            - Pff.- Odwrócił głową w bok. Zamorduje pierdolonego dziadygę!! Rzuciłem nim o podłogę. Rozejrzałem się dookoła. Pełno butelek, papierów, szklanek… Uśmiechnąłem się wrednie. Wziąłem do ręki jedną z pustych butelek oraz kij od baseball’a. Pochyliłem się nad nim.
            - Wybieraj.- Powiedziałem pokazując mu to przed twarzą. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc, ale ten wkurwiający uśmiech nie zniknął.
            - Czym mi wlejesz?- Zadrwił. Uśmiechnąłem się jak psychopata.
            - Nie. Co ci wsadzę w dupę.- Powiedziałem chłodno. Źrenice mu się rozszerzyły.- Chociaż osobiście wybrałbym kij ponieważ jest dłuższy, ale z kolei butelka jest szersza.- Spojrzałem na niego.- W sumie nic nie stoi na przeszkodzie abym wykorzystał oba.- Dodałem. Stanąłem mu nogą na kroku.- Rozbieraj się.
            - Chyba cię pop…aaaaa!- Krzyknął kiedy uderzyłem kijem w jego piszczel.          
            - Ruszaj się! Pamiętaj, że anatomię człowieka mam w jednym paluszku więc wiem jak zadać ci dużo bólu.- Powiedziałem. Spoglądał na mnie przerażony.- Myślisz, że ja żartuje!! Rozbieraj się!
            - AAAA!!- Znowu krzyknął kiedy oberwał w ten sam sposób ale w drugą nogę. Wstał na roztrzęsionych nogach. Był ode mnie wyższy ale mimo wszystko nie bronił się za bardzo. Ręce mu drżały.- Nie masz dowodu, że to ja…
            - TYLKO TY PRZYŻĄDZAŁEŚ NAM WCZORAJ PICIE!!!- Wydarłem się na niego. Podskoczył. Rozpiął posłusznie pasek od spodni. Opuścił je na dół.- Resztę też.- Byłem wkurwiony.
To nie najlepszy pomysł. Powinieneś to przerwać póki masz szansę.
MORDA!!!
            - Mówię, że to…
            - ZAMKNIJ SIĘ!!!- Rozbiłem butelkę nad jego głową. Schylił się. Sięgnąłem po kolejną. Postawiłem ją na półce koło jego głowy. Złapałem go za koszulę trzymając w ręku kij.
            - Naaaokiiii.- To chłodne przeciąganie liter w moim imieniu. Pełna jego wersja. Ten zimny ton. Nie musiałem się odwracać aby wiedzieć kto stoi w przejściu za nami.- Puść go.- Rozkazał głosem nie znoszącym sprzeciwów. Nie ruszyłem się ani o krok.- Słyszałeś?- Zapytał. Kij gruchnął głośno o posadzkę kiedy wypuściłem go z rąk. Trzymałem jego koszulę jeszcze jakiś czas po czym puściłem ją opuszczając głowę w dół. Facet podciągnął szybko swoje spodnie po czym zwiał najszybciej jak mógł. Drzwi zamknęły się cicho. Nie ruszyłem się. Wiedziałem, że nie jestem sam. Wiedziałem, że stoi tam i przygląda mi się uważnie. Wiedziałem to, ale nie mogłem nad sobą zapanować. Przetarłem twarz. Starałem się zapanować nad drżącymi ramionami.
            - Ja… ja…przepraszam…- Szepnąłem cicho przez łzy.- Przepraszam… przepraszam…
            - Jaki był twój powód?- Zapytał. Spojrzałem przerażony na swoje buty. Przecież mu nie powiem.- Musiałeś jakiś mieć, bo byś się tak nie zachowywał.
            - Nie…
            - Nie kłam.- Powiedział chłodno. Drgnąłem. Mimo, że mnie nie widział wiedział, że kłamię.
            - Ja nie…- Urwałem. Westchnął ciężko.        
            - Od tego co mi powiesz będzie zależeć to, jak zareaguje. Albo się porządnie wkurwie, albo załatwię to w bardziej dyplomatyczny sposób.- Powiedział. Zapłakałem głośno. Przez łzy, palący w klatce piersiowej wstyd drżącymi wargami i chęcią zapadnięcia się pod ziemię opowiedziałem mu wszystko co pamiętałem i czego się dowiedziałem. Słuchał w milczeniu ale mimo wszystko czułem jego spojrzenie na swoich plecach. Nie chcę aby mnie takiego widział…chcę zniknąć…
 ********************************************************
I jak wam się spodobało??
Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni:)
Rozdział 14-sty będzie nosił tytuł:
14. „Czasem największe gesty kryją się za tymi małymi” 14

 Pozdrawiam: Gizi03031